Nabycie własności auta porzuconego*

Nabycie własności auta porzuconego*

W ostatnim czasie z dość ciekawą sytuacją zwrócił się do mnie klient prowadzący warsztat samochodowy. W ramach, którego to warsztatu świadczy także usługi parkingowe na rzecz klientów, czekających na rozliczenie swojej szkody z odszkodowania od zakładu ubezpieczeń.

Jako że warsztat samochodowy na placu parkingowym ma zwykle kilkadziesiąt aut, to też zdarzyło się tak, iż dokonując w ostatnim czasie inwentaryzacji placu odkrył, iż co najmniej 4 auta od kilku lub kilkunastu miesięcy nie są odbierane przez swoich nominalnych właścicieli.

Z trzema pojazdami po mniejszych większych problemach udało się sprawę załatwić. Klienci po pojazdy w końcu się pojawili, zapłacili za okres parkowania i auta odebrali.

Natomiast wystąpił problem z jednym autem, którego właściciel w żaden sposób nie reagował na wezwania do odbioru, co więcej gdy właściciel warsztatu sam udał się do jego miejsca zamieszkania chcąc skłonić właściciela do odbioru samochodu, ten kazał mu….odejść i zawracać głowy.

W skrócie właściciel chyba przestał chcieć tym właścicielem być, a auto można by potraktować jako porzucone.

Co więc w takiej sytuacji z takim pojazdem zrobić?

Po pierwsze porzucenie jest formą wyzbycia się prawa własności. Tak jak śmieć wrzuca się do kosza, tak i w sumie można wyzbyć się każdej innej rzeczy, w tym też samochodu. Oczywiście inną kwestią jest odpowiedzialność administracyjna za nieusunięcie pojazdu np z przestrzeni publicznej.

Zgodnie z treścią art. 180 Kodeksu cywilnego:

Właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej przez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci.

Co ma do tego właściciel warsztatu?

Otóż ma on uprawnienie do nabycia własności tego pojazdu poprzez zawłaszczenie, stosownie do :

Art. 181 Kodeksu cywilnego:

Własność ruchomej rzeczy niczyjej nabywa się przez jej objęcie w posiadanie samoistne.

Oczywiście w przypadku samochodu koniecznym jest także przedstawienie pewnych dokumentów potwierdzających fakt nabycia pojazdu. Inaczej wydział komunikacji pojazdu nam nie zarejestruje. Tym samym koniecznym w takiej sytuacji będzie wytoczenie powództwa o ustalenie, iż pojazd został nabyty w drodze zawłaszczenia, a dysponując takim wyrokiem możemy już spokojnie wpisać się do dowodu rejestracyjnego.

*Wpis gościnny mec. Emilli Jackowskiej z blogu: samochodzwadami.wordpress.com.

Wypadek drogowy z udziałem rowerzysty

Wypadek drogowy z udziałem rowerzysty

Każdego roku dochodzi do kilku tysięcy wypadków drogowych z udziałem rowerzystów. W większości winnymi są kierowcy, ale niemal wyłącznie, jeśli ktoś zginie albo odniesie poważne rany, to jest nim miłośnik dwóch kółek.

Manewry drogowe z udziałem rowerów należą do najbardziej niebezpiecznych. Jest to naturalny skutek wspólnego korzystania z ulic przez jednoślady i pojazdy mechaniczne. Rowery są niczym nie chronione, słabo widoczne, ciche oraz stosunkowo wolne. Problemem jest też stan nawierzchni dróg, czy poboczy, które nierzadko zmuszają rowerzystów do zaskakujących dla kierowców ruchów, do których jednak na ogół mają prawo.

Najczęstszą przyczyną wypadków z udziałem rowerzysty jest wymuszenie pierwszeństwa, nieprawidłowe wyprzedzanie przez kierujących samochodem (zwłaszcza zlekceważenie nakazu zachowania bezpiecznego odstępu) oraz jazda rowerem po przejściu dla pieszych. W dwóch pierwszych wypadkach wina obciąża kierowcę, a w ostatnim cyklistę. Niebezpiecznym miejscem jest przejazd dla rowerzystów. Kierowcy na ogół nauczyli się już zatrzymywać przed przejściem dla pieszych, lecz niekoniecznie przed przejazdem. Jadąc samochodem często nie baczy się na prędkość jednośladu, zakładając jego powolny ruch, gdy tymczasem kolarzówki potrafią mknąć niczym pojazd mechaniczny.

Błędy rowerzystów to jazda w zbyt liczebnej kolumnie (maksymalnie piętnastu) bądź jazda obok siebie. Z drugiej strony nie wolno wjeżdżać między rowery jadące w kolumnie, to z kolei błąd kierowcy.

Na drodze nieraz zaobserwować można, że kierowcy oczekują, że cykliści będą zjeżdżać im, tworząc przez to jednak presję, która powoduje szczególne niebezpieczeństwo. Dużo wypadków jest efektem braku zachowania kultury uczestników ruchu, rzadziej rowerzysty.

Rekonstrukcje wypadków z udziałem rowerzystów, tylko na pozór wydają się proste. Prawo o ruchu drogowym dosyć kompleksowo reguluje zasady interakcji pojazdów mechanicznych i rowerów. Mimo to nie zawsze łatwo odtworzyć, w jaki sposób i – co kluczowe – w którym dokładnie miejscu doszło do zdarzenia. Co jest potrzebne, aby ustalić kto przekroczył przepisy. Ważnym źródłem dowodowym jest zapis video albo świadkowie. Tego jednak czasem brakuje, a jedynymi świadkami są uczestnicy wypadku, którzy niekoniecznie zeznają jednolicie, a gorzej jeśli taki cyklista na skutek ciężkich ran, nie jest w stanie nic zeznać. O ile w większości przypadków, z jakimi miałem do czynienia, ostatecznie ustalano winę kierowcy, ewentualnie z pewnym przyczynieniem się cyklisty, to jednak zdarzają się sytuacje, w których przez brak dowodów nie sposób było stwierdzić czyjejkolwiek odpowiedzialności.

Serialowe wypaczenie rzeczywistości

Serialowe wypaczenie rzeczywistości

Nie od dziś wiadomo, że w filmach i serialach dzieją się rzeczy oderwane od rzeczywistości. Gorzej dla widza, jeśli ma do czynienia z programem obyczajowym, czyli traktującym o życiu codziennym, bo obejrzane rzeczy może uznać za prawdziwe. W ten sposób tworzą się mity i stereotypy. W ten sposób producenci po prostu krzywdzą ludzi.

Ostatnio obejrzałem fragment jakiegoś serialu „Na wspólnej” i zdębiałem, a właściwie to popadłem w niedowierzanie, które lawinowo narastało z minuty na minute. Odcinek akurat traktował o perypetiach instruktora jazdy, którego policja złapała za jazdę po spożyciu piwa. Skoro był to jeden browar, zakładam że czyn uznano za wykroczenie. Dzień czy dwa później już się odbyła wyznaczona rozprawa. Obecni na niej byli prokurator, sędzia i delikwent. Gość przyznał się do winy i wyraził skruchę. Prokurator wniósł o „zasądzenie grzywny” i „zatrzymanie” prawa jazdy na pół roku. Sąd odpowiedział (skwitował), że „przychyla się” i zasadniczo chciał już się pożegnać. Instruktor jednak nagle zaczął oponować, bo nie chciał pozbyć się prawka. Przy okazji wyznał, jaki ma zawód. Nie popłaciło, sędzia dołożył do kary – podwyższył grzywnę oraz „zatrzymał” prawko na 12 miesięcy. A przy okazji nazwał delikwenta „pozwanym”.

Mamy tu do czynienia z istnym poplątaniem procedury z pomieszaniem terminologii prawniczej. Innymi słowy z chaosem. Wyliczmy więc błędy, zarówno te oczywiste, jak i mniej rzucające się w oczy. Rozprawa wykroczeniowa zostaje na ogół wyznaczona po kilku miesiącach. Wcześniej policja zbiera materiał dowodowy i przesłuchuje świadków. W postępowaniu tym nie spotkamy prokuratora, gdyż funkcję oskarżyciela pełnią zasadniczo funkcjonariusze policji, którzy zresztą na ogół na rozprawach nie bywają, nie muszą. OK, te nieprawdy są zrozumiałe, serialowy wątek nie może ciągnąć się miesiącami, a osoba prokuratora dodaje akcji splendoru.

Kontynuujmy wyliczankę. Policja przesłuchuje również sprawcę i ustala jego zawód. Ustalenia te są więc potem z automatu znane sędziemu. Ogólnie rzecz biorąc postępowania o wykroczenia w sprawach pijanych kierowców rzadko trafiają na wokandę. Do rozpraw nie dochodzi, bo sprawy najczęściej kończą się wydaniem na posiedzeniu niejawnym wyroku nakazowego, którego sprawcy nie skarżą. O właśnie, a sprawcę w „wykroczeniówce” nazywa się obwinionym. Pozwany to jedna ze stron procesu … cywilnego – głowa naprawdę boli! Przyjmijmy, że funkcjonariusz przyjdzie na salę sądową i w mowie końcowej wniesie o uznanie winy i wymierzenie kary. Mowa końcowa to nie jest jednak luźna pogadanka z sędzią. Nie spotkamy sędziego, który zripostuje „przychylam się” (choć takie rzeczy można spotkać np. na posiedzeniach penitencjarnych w zakładach karnych, ale to zupełnie inna historia). W praktyce, sąd sprawę najpierw zamknie, a następnie albo zrobi przerwę, po której ogłosi wyrok albo odroczy wydanie wyroku na inny termin. Po ogłoszeniu wyroku, sędzia już go nie zmieni, choćby delikwent wyjawił mu nagle mrożącą krew w żyłach tajemnicę. Jakiekolwiek zmiany mogą zajść tylko na skutek apelacji. Sąd nie zasądza grzywny, a wymierza. Zasądza się świadczenie na kogoś rzecz, grzywna zaś jest karą. Sąd nie zatrzymuje prawa jazdy, a orzeka zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Zatrzymania mogą dokonać policjanci w czasie kontroli, a jeśli to nastąpi, sąd następnie w wyroku winien zaliczyć okres zatrzymania prawka na poczet biegnącego zakazu.

Masa błędów. Ale nie o to chodzi, żeby sobie z tego pokpić. Powtórzę, producenci pozwalając na emisję takich bzdur, krzywdzą telewidzów. Tym bardziej, że po części starają się pełnić rolę wychowawczą. Przekonują swym obrazem, że jazda po alkoholu (nawet po jednym piwie) jest naganna. Ich przekaz staje się więc dla odbiorców bardziej wiarygodny, bo uderza w chwalebne tony.

Czasem chcąc komuś pomóc, tak naprawdę się przeszkadza. I tu mamy z tym do czynienia. A co może przez to spotkać widza? Cóż, mieszając pojęcia, może otrzymać błędną poradę, niekoniecznie od prawnika. Biernie czekając na rozprawę, może się jej nie doczekać wcale, bo zignoruje niezrozumiały dlań wyrok nakazowy, z czym się nieraz spotkałem. Źle się przygotuje do sprawy i powie rzeczy dla siebie niekorzystne albo nie zgłosi dowodów, które mogą mu pomóc w sprawie. Taki widz nie będzie mógł się zasłonić dezinformacją medialną. Ale może zainspiruje jakiegoś scenarzystę do napisania całkiem innej historii, która pokaże, ile warte są serialowe wzorce.

Potrącenie pieszego na przejściu

Potrącenie pieszego na przejściu

Potrącenie pieszego na przejściu

Każdego roku tysiące osób ginie bądź odnosi obrażenia będąc potrąconym na przejściu dla pieszych. W większości przypadków winni są kierowcy, gdyż – o ile nie ma na drodze sygnalizacji świetlnej – powodowali wypadek przez nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu. Przechodniom jednak niejednokrotnie zarzuca się przyczynienie przez zbyt nagłe, a przez to niebezpieczne, wejście na pasy.

Kary za potrącenie pieszego na zebrze należą do najdotkliwszych. Zdarzają się nawet wyroki orzekające bezwzględne więzienie. Przykładu dostarcza sprawa Kamila G., który dostał 4,5 roku, i to mimo że piesza przechodziła na czerwonym świetle. Bolesne sankcje otrzymują ci, którzy do potrącenia doprowadzili przy wyprzedzaniu innego pojazdu, ustępującemu pieszym. Na ogół jednak sądy są bardziej wstrzemięźliwe przy orzekaniu więzienia, ale już mniej gdy idzie o zakaz prowadzenia pojazdów. Z doświadczenia procesowego wynika, że w wielu postępowaniach karnych zakazy te były stosowane.

Przechodzień ma pierwszeństwo przed autem nie tylko będąc na pasach, lecz – w praktyce – już zbliżając się do niego. Kierowca winien zwolnić każdorazowo zbliżając się do przejścia dla pieszych, gdyż ma on obowiązek zachować szczególną ostrożność oraz poruszać się z prędkością, która pozwoli na bezpieczne gwałtowne bezkolizyjne hamowanie (prędkość bezpieczna). Wielu prowadzących auta, zabijało albo raniło pieszych jadąc ok. 50 km/h czy więcej. Dla sądu może to być okoliczność obciążająca, pozwalająca zaostrzyć karę. Prawdą jest bowiem, że nawet jeśli pieszy nieuważnie wszedł pod pędzący wehikuł, to nie wyklucza to odpowiedzialności kierowcy właśnie przez to, że jechał za szybko.

Z drugiej strony, pieszy ma zakaz wchodzenia na pasy bezpośrednio przed jadący pojazd. Niestety w rzeczywistości, złamanie przepisu przez pieszego nie zawsze chroni kierowcę. Czasem winni są obaj; wystarczy że kierowca przekroczy nieświadomie jakikolwiek inny przepis. Kolejnym problemem dla kierowców jest atypowe i niebezpieczne zachowanie pieszych znajdujących się już na pasach, np. nagłe zawrócenie. Jeśli spacerowiczem nie jest dziecko, starzec, czy osoba niepełnosprawna, to można uniknąć odpowiedzialności za następcze uderzenie przechodnia.

Bronienie kierowców w sprawach karnych nie należy do łatwych. Poniekąd jest to spowodowane dość naturalnym nastawieniem faworyzującym pieszego. Poszkodowany, który ma nierówne szanse w starciu z pojazdem, przez swoje obrażenia, zawsze otoczony jest większą sympatią. Kierowcy nie pomaga fakt, że odszkodowanie pokrywane jest przez zakład ubezpieczeń – firmę zewnętrzną. Uniewinnienie kierowcy z kolei oznacza, że np. cierpiący fizycznie przechodzień, nie tylko musi zmagać się z bólem, ale i z własnej kieszeni pokryje swoje leczenie, jak też koszty naprawy pojazdu.

Uniewinnienie kierowcy od zarzutu spowodowania wypadku wymaga ustalenia, że nie mógł on ominąć przechodnia oraz, że w tym krótkim okresie przed uderzeniem jechał prawidłowo. W porównaniu z pieszym, ocena zachowania kierowcy jest więc szersza, bo obejmuje także jego postępowanie po dostrzeżeniu ofiary, czy prawidłowo wykonał manewr obronny (chyba że nie miał na to szansy).

W związku z wypadkiem, organy ścigania prowadzące postępowanie winny dopuszczać do głosu biegłych sądowych z dziedziny rekonstrukcji wypadków. Rzeczoznawcy winni wydać opinię obiektywną i rzeczową, skupić się na warunkach panujących na drodze, przebiegu zdarzenia, umiejscowieniu uczestników ruchu przed i po kontakcie, prędkością oraz torem ich poruszania, jak również drodze hamowania pojazdu. Ważny jest bogaty materiał dowodowy. Bezcennych informacji na ogół dostarcza nagranie video. Bez niego, biegły musi sporządzić ekspertyzę opierając się o zeznania świadków, które niejednokrotnie pozostają ze sobą w sprzeczności. Takie opinie często z uwagi na brak danych mają charakter poszlakowy i intuicyjny. Opinie te łatwiej podważać, co wiąże się z powołaniem kolejnych biegłych, a nawet zleca się ekspertyzę instytucjom naukowym. Proces karny może w ten sposób toczyć się latami, a wyrok zapaść na długo po wyleczeniu ran i sprzedaży samochodu. Ewentualne wymierzenie kary po tym czasie często wydaje się zastanawiające, a sukces miewa gorzki smak.

mec. Damian Nowicki
mec. Damian Nowicki

ADWOKAT

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UAM. Autor artykułów fachowych w prasie prawniczej. Jego zainteresowania zawodowe koncentrują się przede wszystkim na prawie karnym i procedurze karnej, ale także na prawie cywilnym oraz bankowym.

E-MAIL: d.nowicki@turcza.com.pl
TEL: +48 607 990 017

O Kancelarii

TURCZA Kancelaria Radców Prawnych świadczy na rzecz przedsiębiorców kompleksową, stałą i profesjonalną obsługę prawną we wszystkich aspektach prowadzonego biznesu. Wieloletnie doświadczenie naszego Zespołu związane z obsługą wymagających klientów biznesowych, daje gwarancję wyboru najlepszych rozwiązań i rzetelnej pomocy.

adw. Damian Nowicki

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UAM. Autor artykułów fachowych w prasie prawniczej. Jego zainteresowania zawodowe koncentrują się przede wszystkim na prawie karnym i procedurze karnej, ale także na prawie cywilnym oraz bankowym.

KANCELARIA TURCZA

Kalendarz wpisów

kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Newsletter

KONTAKT

TURCZA Kancelaria Radców Prawnych
ul. Palacza 144
60-278 Poznań
Telefon: +48 61 666 37 60
E-mail: kancelaria@turcza.com.pl

FORMULARZ KONTAKTOWY

10 + 4 =

Copyright © 2021 TURCZA Kancelaria Radców Prawnych. All rights reserved.

Wypadki drogowe

Wypadki drogowe

Drodzy Czytelnicy!

Dużo uwagi dotąd poświęciliśmy przepisom drogowym, praktyce sądowej oraz mankamentom spotykanym na co dzień w ruchu ulicznym. Poruszana tematyka dotyczyła przede wszystkim przypadłości indywidualnych kierowców. Ruch uliczny to jednak nie tylko indywidualna jazda poszczególnych osób. To przede wszystkim interakcja z innymi uczestnikami ruchu i z tej interakcji wynika najwięcej kłopotów. Najgorszym, co może spotkać człowieka na drodze to wypadek. Dużo osób pisze do nas z pytaniami i prośbami o poradę właśnie w związku z wypadkiem, jakiemu uległy albo, który spotkał osoby im bliskie. Wychodząc na przeciw Waszym oczekiwaniom, szerzej odniesiemy się do problematyki wypadków drogowych, zwłaszcza analizy ich powstania, błędów popełnianych przez kierujących, jak również oceny winy.

Najpierw nieco teorii.

Wypadek drogowy na ogół zachodzi między co najmniej dwoma uczestnikami ruchu, ale nie tylko. Zgodnie z przyjętym w prawie sensem tego słowa, wypadkiem będzie po prostu zdarzenie, w wyniku którego jakiś człowiek zginął albo poniósł uszczerbek na zdrowiu, trwający co najmniej 8 dni (okres ten ocenia powołany przez prokuratora biegły-lekarz). Wypadek musi być skutkiem naruszenia przez kogoś przepisów drogowych.

Rozwińmy poprzedni akapit, bo nie wszystko, co napisałem jest tak naprawdę jednoznaczne. Zacznijmy od tego, że trzeba odróżnić wypadek drogowy od kolizji. W języku prawniczym, nie są to synonimy. Zdarzenie, w którym dochodzi do szkody na mieniu czy osobie, ale w którym nikt nie zmarł ani nie utracił zdrowia na dłużej niż 7 dni, określane jest jako kolizja. Innymi słowy, kolizja to zwykła stłuczka. Za spowodowanie kolizji grozi mandat karny, gdyż jest to wykroczenie. Za spowodowanie wypadku drogowego grozi znacznie surowsza kara. Jest to bowiem przestępstwo.

Kolizja rodzi przede wszystkim skutki cywilnoprawne. Często uczestnicy kolizji, spisują wspólne oświadczenie, w którym jedna osoba się do niej przyznaje. Dokument ten wysłany do ubezpieczyciela, pozwala potem na ogół bez problemu, uzyskać szybkie odszkodowanie. Warto podkreślić, że jeśli kierowcy między sobą się dogadają, to sprawca wcale nie musi otrzymać mandatu, nawet jeśli na miejscu przyjadą funkcjonariusze policji. Nie ma obowiązku dzwonienia po mundurowych. Z praktyki zresztą wiadomo, że policjanci często nakłaniając strony do polubownego załatwienia sprawy, odstępują od nałożenia mandatu.

Jeśli dojdzie do wypadku, to nie ma zmiłuj. Na miejsce powinna przyjechać policja, a także należy wezwać karetkę pogotowia, a nierzadko i straż pożarna. Wypadek, jak pisałem, związany jest co najmniej z poważniejszym urazem. Obowiązkiem prawnym w takiej sytuacji jest zawiadomienie określonych służb, inaczej można odpowiadać za przestępstwo, jeśli swym zaniechaniem narazimy kogoś na większy uszczerbek.

Po drugie i bardzo ważne. Wypadek to nie przypadek. Do wypadku drogowego nigdy nie dochodzi na skutek zrządzenia losu albo wyłącznie nieszczęśliwego splotu okoliczności. Wypadek nie jest spowodowany przez pecha, ale przez czyjś błąd. Oczywiście może on być nieumyślny, czyli wynikły z lekkomyślności albo niedbalstwa. Najczęstszymi błędami popełnionymi przez kierowców i innych uczestników ruchu (np. pieszych) są wymuszenie pierwszeństwa, niedochowanie zasady szczególnej ostrożności, nieobserwowanie należyte przedpola, nadmierna prędkość, czy ignorowanie znaków. Istotnym zatem jest przypisanie konkretnej osobie (lub osobom) winy za naruszenie przepisu drogowego, a z tym nie zawsze jest łatwo. Doświadczenie wielu spraw uczy, że źródło wypadku czasem bywa przewrotne albo na pierwszy rzut oka niemożliwe. Nic więc dziwnego, że wielu ich uczestnikom zrodziły się rozmaite wątpliwości.

Sens zaostrzania przepisów drogowych

Sens zaostrzania przepisów drogowych

Od kilku lat notuje się kampanię wymierzoną przeciwko piractwu drogowemu. Walka ta przybiera postać zaostrzania kar za popełnienie przestępstw i wykroczeń drogowych oraz za niedopełnienie różnego rodzaju – często technicznych – obowiązków. Walka ta przybiera także postać modyfikowania przepisów administracyjnych, nakładających na kierowców i podmioty na rynku motoryzacyjnym, kolejne wymagania. Całość tych wszystkich działań stanowi wyraz określonej polityki państwa, prowadzonej przez kolejne rządy. Polityka ta powinna być przemyślana; dostosowana do stanu bezpieczeństwa drogowego. Kolejne koncepcje rządów winny mieć na uwadze nie tylko skuteczność dotychczasowych regulacji, ale też fakt, że nowelizacje prawa często uderzają również w rzetelnych kierowców. Tu rodzi się pytanie o sens dalszych zmian.

Większość z nas pamięta, że stan i bezpieczeństwo polskich dróg na przełomie wieków wołały o pomstę do nieba. Stan dróg, gównie dzięki unijnemu zastrzykowi gotówki, uległ w miarę szybko znacznej poprawie. Z bezpieczeństwem na drogach było jednak inaczej. Problem tkwił głównie w mentalności i przyzwyczajeniach rodaków, które są mniej reformowalne. Polacy bezpiecznie nie jeżdżą, a jednym z głównych tego powodów od dawna był alkohol, a ściślej lekkomyślny, a często lekceważący stosunek do jazdy po jego spożyciu. Nietrzeźwi kierowcy są niebezpieczni nie tylko z powodu opóźnionej reakcji na występujące sytuacje na drogach, co przejawia się zwłaszcza w (nieraz nieświadomym) nieudzieleniu pierwszeństwa i w nieprawidłowym manewrowaniu. Przede wszystkim jednak, kierowcy na podwójnym gazie jeżdżą zuchwale. W ostatnich latach, powodem zatrzymania ponad połowy pijanych kierowców za naruszenie przepisów drogowych było przekroczenie dopuszczalnej prędkości.

Z perspektywy czasu, można śmiało rzec, że najskuteczniejszym pomysłem na poprawę bezpieczeństwa na drogach było wprowadzenie w 2012 roku wysoce dolegliwych i bezwzględnych kar za jazdę na podwójnym gazie. Za dopuszczenie się przestępstwa zaczęto orzekać co najmniej trzy lata zakazu prowadzenia pojazdów. Recydywistów zaczęto karać dożywotnim zakazem. Za przekroczenie o 50 km/h dozwolonej prędkości na terenie zabudowanych, zaczęto zawieszać prawo jazdy na trzy miesiące. Do 2012 istniał stały trend popełnianych przestępstw jazdy po pijanemu. Każdego roku stwierdzano ponad 150 tys. przypadków. W kolejnych latach statystyka ta znacznie się poprawiła. Zwłaszcza między 2013 a 2014 nastąpił niemalże dwukrotny spadek przestępstw, zapewne na skutek dobrej kampanii społeczno-medialnej, ale też stałego przepływu informacji o skazaniach pomiędzy zwykłymi obywatelami. Kierowcy naprawdę się przestraszyli.

Zaostrzenie kar w tym wypadku było więc strzałem w dziesiątkę. Wyraźnie bowiem spadła też liczba wypadków oraz związanych z nimi liczbami rannych i zabitych. Były i mniej fortunne pomysły, jak choćby słynne karanie więzieniem nietrzeźwych rowerzystów, którymi nierzadko okazywali się poczciwi emeryci i renciści.

Poprzedni rząd nie kontynuował rewolucji w przepisach związanych z bezpieczeństwem drogowym. Inaczej jest jednak od chwili, gdy stery w Ministerstwie Sprawiedliwości przejął Zbigniew Ziobro. Od tego momentu zalewają nas kolejne fale restrykcyjnych nowości, m. in. związane z karaniem nieuchronnym więzieniem za spowodowanie śmiertelnego wypadku, zaostrzeniem postępowania mandatowego, ograniczeniem prędkości jazdy nocą, ukróceniem nieprawidłowości w stacjach kontroli pojazdów, ograniczeniem importu starych aut, niezatrzymaniem do kontroli czy zapewnieniem poprawy bezpieczeństwa przewozu dzieci. O tych wszystkich sprawach pisałem, a nie są to wszystkie. Warto jeszcze odnotować, że dano sądom więcej czasu na skazanie za wykroczenie. Wykroczenie przedawni się dopiero po dwóch latach od dnia wszczęcia postępowania. Badanie techniczne pojazdów będzie się przeprowadzać po uiszczeniu za nie opłaty. Rozszerzono dane rejestrowane w Centralnej Ewidencji Kierowców o informacje dotyczące popełnienia wykroczeń oraz przypisanych punktów karnych, a nawet jakimi pojazdami poruszał się ukarany przy popełnieniu czynów. Informacje te będą dostarczane sądom wraz z kartą karną i aktualizowane co 6 miesięcy. Z pewnością będzie miało to wpływ na zaostrzenie kary albo może zniweczyć możebność jej złagodzenia. Są też zmiany idące z duchem czasów, jak choćby umożliwienie zapłaty mandatu kartą płatniczą na miejscu u Policjanta.

W tym miejscu należy wreszcie zadać pytanie jak w temacie. Czy aktualna, rygorystyczna polityka rządu ma sens? Czy ingerencja w porządek prawny, nie idzie za daleko? Czy zmiany spowodowane są rzeczywistymi potrzebami, jakie wynikają z aktualnego stanu bezpieczeństwa na drogach, czy wiążą się z osobistą filozofią Ministra, który nie bez kozery nazywany jest szeryfem, który kreuje się na nieprzejednanego wroga wszelako przejawiającego się bezprawia, w tym tego na drogach.

Osobiście, sprzeciwiam się generalizowaniu, dlatego każda rekonstrukcja prawa wymaga poddania odrębnej ocenie. Z tej optyki, na przykład zmiany obejmujące stacje kontroli pojazdów, należy uznać za wysoce pożądane i zasługujące na aprobatę. Choć spowodowały one niedogodności dla tych podmiotów, zwiększyły biurokrację, z pewnością posłużą wyeliminowaniu dość powszechnych nadużyć przy badaniach starych i uszkodzonych pojazdów.

Inaczej sprawa ma się w przypadku przepisów karnych. O ile kary nie mogą być zbyt łagodne, o tyle przesadnie surowe także. Wszak – upraszczając – od pewnego poziomu kary, przestępcy obojętne jest, czy grozi mu bardzo ostra czy jeszcze ostrzejsza kara. Poza tym zbyt długi wyrok uniemożliwia późniejszą resocjalizację skazanego, potęgując jego demoralizację.

W sukurs obecnemu rządowi idą statystyki, publicznie dostępne chociażby na policja.pl. Nimi Minister Ziobro może się zasłaniać i nie musi wcale sięgać po sofistyczną interpretację. Otóż wspomniana wcześniej tendencja spadkowa przestępstw drogowych wyhamowuje. W 2015 ich liczba spadła o dziesięć tysięcy, rok temu o cztery tysiące i wyniosła 60.649. Całkowicie wyhamowała tendencja spadkowa przestępstw wypadków komunikacyjnych. W zeszłym roku pierwszy raz od dłuższego czasu liczba wypadków wzrosła aż o tysiąc. Podobnie rzecz ma się do katastrof komunikacyjnych. Minimalnie spada liczba wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców. Można więc powiedzieć, że kończy się efekt przełomowej zmiany z 2012 roku.

Racjonalnym staje się pytanie, co więcej zrobić, żeby ponownie wzmocnić trend spadkowy? Z drugiej strony, ostrożnie należy szafować statystykami. Może warto byłoby poczekać z ich oceną. Trzeba bowiem pamiętać, że obraz tendencji jest zniekształcony przez fakt, że każdego roku przybywa około milion zarejestrowanych samochodów, przyjeżdża coraz więcej cudzoziemców zza wschodniej granicy, funkcjonariusze przeprowadzają też „po prostu” więcej kontroli drogowych.

Niezależnie od oceny sensowności ministerialnych inicjatyw, która w obecnych czasach coraz częściej nie jest wolna od posiadanych sympatii politycznych, nie sposób nie ulec wrażeniu, że na opisanych zmianach się nie skończy. Jedno jest pewne, mieszanie się różnych polityk karnych i zresztą nie tylko karnych, powoduje że obowiązujące prawo przestaje być pewne, jasne i spójne. Obowiązujące kodeksy oparte są o bardziej liberalną filozofię, niż wyznawana przez władzę. Stałe zaostrzanie kar w pewnym momencie spowoduje problemy praktyczne. System się przekształca, z czym w końcu na poważnie zmierzą się praktycy. Sędziowie staną na pewnym rozdrożu, czy co do zasady karać powściągliwie, czy bezwarunkowo. Z pewnością na rozstaju dróg stać nie będzie można, prawo musi być jednolite. Zmiany będą szły dalej albo rząd dokona korekty obranego kierunku. Być może na ich końcu, zasadniczym kryterium oceny sensu przepisów okaże się starożytna maksyma dura, lex sed lex.