W Kaliszu zapadł ciekawy wyrok dla multirecydywisty kierującego po alkoholu

W ramach swojej działalności, na bieżąco analizuję orzeczenia, które zapadają w sprawach poruszanych na blogu prawokierowcy.pl. W ostatnim czasie znalazłem interesujący wyrok multirecydywisty, którego sąd w Kaliszu potraktował dość łagodnie, warto o tym napisać.

Delikwent został oskarżony o następujący czyn: w dniu 13 lutego 2017r. w K. kierował samochodem osobowym marki P. (…) o nr rej. (…) w strefie ruchu lądowego, znajdując się w stanie nietrzeźwości (0,73 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu), przy czym czynu tego dopuścił się będąc wcześniej prawomocnie skazanym za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości wyrokami: Sądu Rejonowego w Koninie z dnia 04.08.2004r. (sygn. akt VII K 965/04), Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 27.10.2009r. (sygn. akt VII K 1902/09), Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim z dnia 20.08.2015r. (sygn. akt II K 1361/17), Sądu Rejonowego w Pleszewie z dnia 14.01.2008r. (II K 69/07), Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 01.04.2014r. (II K 12/17), a także nie stosując się do orzeczonego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych w strefie ruchu lądowego na okres 5 lat, orzeczonym prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim (sygn. akt II K 1361/14), ponadto w/w czynu dopuścił się przed upływem 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności za umyślne przestępstwo podobne, orzeczonej wyrokiem Sądu Rejonowego w Pleszewie z dnia 14.01.2008r. (sygn. akt II K 69/07) oraz wyrokiem Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 01.04.2014r. (sygn. akt II K 12/14). Zdawałoby się rzec kartoteka niewiarygodna, sprawcę zdążył już skazać sąd w Koninie, Kaliszu, Pleszewie i Ostrowie Wielkopolskim.

Oskarżony otrzymał bezwzględną karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych wszelkich kategorii dożywotnio oraz świadczenie na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej świadczenie pieniężne w kwocie 10.000 złotych. Kara na pierwszy rzut oka łagodna, nie znamy jednak szczegółów sprawy, aczkolwiek z uzasadnienia wyroku wynika, że miejsce popełnienia czynu minimalizowało zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu. Nie wiemy też, jaką taktykę zastosował obrońca, adwokat. Niezależnie od tych okoliczności, karę i tak należy uznać za łagodną, bowiem z uwagi na dotychczasową karalność, orzeczono minimalne, przewidywane przez ustawę świadczenie na rzecz Funduszu, a kara więzienia stanowi ledwie mniej więcej dwukrotność normalnie orzekanej, ale nadal liczona jest w miesiącach. Oznacza to przy tym, że skazany może, przynajmniej co do zasady, ubiegać się o tzw. bransoletę, czyli dozór elektroniczny wykonywany w domu.

Z pewnością to jeden z ciekawszych wyroków, z jakimi się spotkałem i pokazuje, że poza surowością wynikającą z z zastosowanego zakazu prowadzenia pojazdów, kary za to nagminne przestępstwo nie muszą być najsurowsze.

Reklamy

Przegląd zmian w prawie drogowym

bez tytułuW ostatnim czasie doszło do wielu istotnych zmian w prawie o ruchu drogowym. Większość z nich to drobne modyfikacje o charakterze administracyjnym. Są jednak nowości, o których warto wiedzieć.

Najważniejszą nowelizacją było bez wątpienia zniesienie obowiązku posiadania podczas kontroli dowodu rejestracyjnego (albo innego dokumentu stwierdzającego dopuszczenie pojazdu do ruchu) oraz kwitka potwierdzającego zawarcie umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC. Wyłączenie to nie dotyczy kierujących pojazdem zarejestrowanym za granicą.

Z dniem 1 stycznia 2019 poszerzono krąg podmiotów uprawnionych do kontroli pojazdów o inspektorów Inspekcji Ochrony Środowiska. Czynności inspektorów, względem policji zostały ograniczone m. in. do legitymowania uczestnika ruchu i wydawania mu wiążących poleceń co do sposobu korzystania z drogi lub używania pojazdu, weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów, wydawania poleceń kontrolowanemu uczestnikowi ruchu – co do sposobu jego zachowania, uniemożliwienia korzystania z pojazdu, którego stan techniczny, ładunek, masa lub nacisk osi zagrażają bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu, powodują uszkodzenie drogi albo naruszają wymagania ochrony środowiska, czy kontroli transportu odpadów.

Pozostałym organom kontrolującym ruch drogowy także dodano możliwość sprawdzania wymaganych dokumentów, oraz weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów. Wiąże się to ze zniesieniem obowiązku posiadania potwierdzenia zawarcia polisy OC oraz dowodu rejestracyjnego. W gruncie rzeczy zmiana ta dla części kierowców może okazać się wysoce nieprzyjemna. Chodzi o osoby, które z jakiegoś powodu czasowo utraciły uprawnienia. Mowa przede wszystkim o tym, którym zatrzymano prawo jazdy (nie mylić z utratą uprawnień wskutek prawomocnego wyroku sądu albo ostatecznej decyzji administracyjnej). Dotąd takie osoby, decydując się na jazdę samochodem, w praktyce ryzykowały jedynie mandatem za brak posiadania dokumentu prawa jazdy, jeśli zadeklarowały, że je zapomniały. Grzywna taka to jedynie 50 zł. Obecnie organ kontrolny, może zweryfikować brak posiadania dokumentu i nałożyć mandat na dużo wyższą kwotę.

Prawodawca zdecydował się ukrócić jeszcze jedną praktykę „oszukiwania” organów administracji przez kandydatów na kierowców z utraconymi uprawnieniami. W ustawie o kierujących pojazdami, dodano przepis, zgodnie z którym prawo jazdy jest wydawane osobie, która uprzedzona o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy oświadcza, że nie został orzeczony w stosunku do niej, prawomocnym wyrokiem sądu, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, nie ma zatrzymanego prawa jazdy ani pozwolenia na kierowanie tramwajem ani nie ma cofniętego uprawnienia do kierowania pojazdami.

Kategoria B1 jako odpowiedź na zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych

File:Chatenet Baroocer.jpgWymierzanie przez sądy zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych stało się tak powszechne, że niczym eliksir młodości poszukiwany jest nań środek zaradczy. Pewnymi rozwiązaniami są warunkowe umorzenie postępowania, blokada alkoholowa, czy skrócenie zakazu. Środki te wiążą się z krótszym, ale nadal jednak wiążącym przez pewien okres obostrzeniem prowadzenia samochodów.

Od niedawna w praktyce orzeczniczej pojawił się nowy sposób na zakaz, co prawda nadal nie idealny, ale ciekawy i warty co najmniej rozważenia. Chodzi o wyłączenie z ograniczenia kategorii B1. Innymi słowy, sąd orzeka zakaz na wszystkie kategorie prawa jazdy oprócz B1. Walcząc o to w sądzie, trzeba wykazać nieco inicjatywy i forsować to rozwiązanie w wyroku.

Dla przypomnienia, B1 uprawnia do prowadzenia czterokołowców, czterokołowców lekkich (quadów) oraz motorowerów. Skupmy się na czterokołowcach, bo one są tu najważniejsze.

Czterokołowiec to pojazd samochodowy przeznaczony do przewozu osób lub ładunków, z wyłączeniem samochodu osobowego, ciężarowego i motocykla, którego masa własna nie przekracza w przypadku przewozu rzeczy 550 kg, a w przypadku przewozu osób 400 kg. Ograniczenie gabarytowe powoduje, że pojazd nie jest bezpieczny i w testach zderzeniowych wypada blado. Ograniczenie bezpieczeństwa powoduje, że kierujący czterokołowcem lub osoba nim przewożona są obowiązani używać kasków ochronnych, chyba że pojazd fabrycznie został wyposażony w nadwozie zamknięte i pasy bezpieczeństwa. Nie zapominajmy, że tak mały samochód ma dużo zalet w poruszaniu się po zatłoczonych miastach.

Jednakże czterokołowiec wcale nie jest żółwiem. Stosownie do właściwego rozporządzenia, z technicznego puntu widzenia, musi poruszać się co najmniej 60 km/h. Z drugiej strony, z administracyjnego punktu widzenia, maksymalna prędkością dla „mikorauta” będzie 100 km/h. Więcej pojechać nie można, a to przez wzgląd na zabronioną jazdę nimi po autostradzie i drodze ekspresowej. Tylko uwaga. Jeśli w aucie znajduje się dziecko do lat 7, to dopuszczalna prędkość pojazdu to 40 km/h.

Na końcu pomówmy o cenie. A ta może negatywnie zaskoczyć. Nowe czterokołowce mogą kosztować tyle co dobrze wyposażone nowe pojazdy średniej klasy. Cóż, rynek tych aut nie jest duży, więc prawa rynku nie służą konsumentom. Zawsze za to można skorzystać z rynku wtórnego. Na popularnej internetowej giełdzie pojazdów, można znaleźć naprawdę sporo ofert czterokołowca po atrakcyjnej cenie, zwłaszcza jeśli potrzeba jego zakupu powstała nagle, np. po wydaniu wyroku.

Ważna zmiana dotycząca wystawiania mandatów

File:Police man ganson.svg

Aut: Magister Mathematicae

15 listopada 2018 weszła w życie istotna nie tylko dla kierowców zmiana w kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia. Chodzi o art. 97 kodeksu. We wcześniejszym brzmieniu § 1 pkt 3 stwierdzał, że funkcjonariusz jest uprawniony do nałożenia grzywny w drodze mandatu karnego, gdy stwierdzi popełnienie wykroczenia za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu. Po zmianach artykuł ten przyznaje policjantom możliwość wystawienia mandatu w razie stwierdzenia wykroczenia, w tym w szczególności za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu.

Można zauważyć – jak to bywa w prawie – że zmiana brzmienia przepisu jest niewielka, a jednak różnica, jaka z niej wynika okazuje się kolosalna w ogromna w skutkach. Wyjaśniając, do tej pory policjant musiał być świadkiem wykroczenia, aby móc wystawić mandat. Jeśli policjant otrzymywał dowody na popełnienie wykroczenia od osoby trzeciej, aby wymierzyć mandat sprawa musiała trafić do sądu, nawet jeśli sprawca się przyznał. Nadto konieczne było odpowiednie przesłuchanie osoby zawiadamiającej, a także sprawcy wykroczenia.

W nowym przepisie przyrządy pomiarowe i urządzenia rejestrujące z których korzystają policjanci są tylko przykładowo wymienione jako możliwy sposób stwierdzenia popełnienia wykroczenia. Oznacza to, że od teraz przepis dotyczy innych wykroczeń. Zmiana przepisu sprowadza się więc do tego, że wystarczy że policjant stwierdzi popełnienie wykroczenia – niezależnie od tego, czy sam jest autorem takiego pomiaru/nagrania, czy też na przykład otrzymał nagranie na którym sprawca popełnia wykroczenie od osoby trzeciej. Innymi słowy, policjanci będą mogli wystawić mandat nie będąc obecnym na miejscu popełnienia wykroczenia, a mając jedynie wystarczające dowody od świadków takiego zachowania. Nie będzie już więc konieczności, aby kierować tego rodzaju sprawy do sądu – choć oczywiście w dalszym ciągu może zdarzyć się, że potrzebne będzie dodatkowe przesłuchanie osoby zgłaszającej wykroczenie. Przypadki te będą jednak ograniczone do sytuacji, w których świadek poda niepełne informacje co do zachowania sprawcy, miejsca, daty, czasu i danych osoby popełniającej wykroczenie.

Dodatkowo funkcjonariuszom przedłużono termin na przeprowadzenie czynności wyjaśniających i wystawienie mandatu – 60 dni od dnia ustalenia sprawcy wykroczenia. Należy jednak zaznaczyć, że sprawcy w dalszym ciągu przysługuje odmowa przyjęcia mandatu i w tym przypadku Policja nadal będzie zmuszona skierować się do sądu z wnioskiem o jego ukaranie.

Nie wiemy jeszcze, jak nowe przepisy zadziałają w praktyce, ciekawi nas jednak co Państwo sądzą o tego rodzaju usprawnieniach w działaniu Policji? Czy tego rodzaju zmiany sprawią, że będą Państwo chętniej zgłaszać wykroczenia, których są Państwo świadkiem? Czy Państwa zdaniem takie rozwiązanie przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa – na przykład na polskich drogach?

Aplikant adwokacki Joanna Kowal

Koniec „kancelarii” odszkodowawczych?

File:200701 sejm z okien budynku administracyjnego 2.jpg

Autor: VaGla

Dzisiejszy wpis, poświęcam wątkowi, o którym od jakiegoś czasu robi się coraz głośniej. Chodzi o działalność tzw. kancelarii odszkodowawczych, które na potęgę (albo w mniejszym zakresie) skupują wierzytelności, którymi są niepokryte w całości przez ubezpieczycieli odszkodowania. Od wielu lat mówi się, że należy ten rynek uregulować prawnie. Rynek to właściwe słowo, bo powstały i od wielu lat działają prawdziwi giganci – firmy, które obracają rocznie wieloma milionami z tytułu odszkodowań, posiadające flotę agentów, wyszukujących w społeczeństwie osoby, które były poszkodowane w wyniku różnego rodzaju zdarzenia. Jest jeszcze wiele mniejszych firm odszkodowawczych, które starają się wszędzie, gdzie się da reklamować. Takie próby były również na stronach prawokierowcy.pl czy naszych grupach na facebook’u. Popularne stają się witryny internetowe, będące giełdami dla sprzedających wierzytelności.

Dzisiejszy wpis nie ma na celu oceny działalności wspomnianych podmiotów. Oczekiwana regulacja ustawowa sugeruje, że do działalności tej jest sporo zastrzeżeń, o charakterze podatkowym czy „profesjonalnym”. „Profesjonalnym”, bo firmy te przypominają zawody zaufania publicznego, z tą różnicą, że nie mi nie są, a ich funkcjonowanie nie jest niczym obwarowane, zwłaszcza co do obowiązków wynikłych z odpowiedzialności, za to, czym się zajmują.

Ze swego doświadczenia, powinienem jednak o jednej rzeczy powiedzieć. Jako pełnomocnik procesowy dostrzegam niebagatelny wpływ, jaki wywiera działalność firm odszkodowawczych na sądownictwo i tu – wydaje mi się – powstała sytuacja, która wymusiła zmiany w prawie. Po pierwsze, obrót wierzytelnościami spowodował, że ich nabywcy masowo inicjują procesy. Wydziały gospodarcze i cywilne po prostu zapchały się tymi sprawami, stały się mniej wydajne. Trzeba dłużej czekać na rozprawy, ale też na opinie biegłych sądowych, którzy w konsekwencji także mają więcej pracy i czas oczekiwań na wykonanie sporządzenie ekspertyzy rośnie. Sprawy, zwłaszcza w większych miastach trwają obecnie znacznie dłużej.

Przechodząc do zmian w prawie, zacytuję parę propozycji sejmowych:

  1. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych wymaga zachowania formy
    pisemnej pod rygorem nieważności.
  2. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych może określać wynagrodzenie doradcy w stosunku do kwoty uzyskanej na rzecz klienta, nie więcej niż 20% tej kwoty. (W praktyce spotykałem się z umowami na 50 % – DN).
  3. Jeżeli umowa określa wysokość wynagrodzenia w stosunku do kwoty uzyskanej na
    rzecz klienta na więcej niż 20% tej kwoty, klient nie jest obowiązany do zapłaty ceny
    wyższej, a doradca, który otrzymał cenę wyższą, obowiązany jest zwrócić klientowi pobraną różnicę.
  4. Wynagrodzenie doradcy z tytułu dochodzenia zwrotu kosztów leczenia lub renty musi być wyrażone jako oznaczona suma pieniężna i nie może być uzależnione od wyniku sprawy.
  5. W zakresie nieuregulowanym w ustawie do umowy o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu.
  6. Nie można przez czynność prawną przyznać doradcy, ani innej osobie działającej w imieniu lub na rzecz doradcy, uprawnienia do odbioru lub dysponowania świadczeniami z tytułu czynu niedozwolonego.
  7. Nie można przenieść wierzytelności z tytułu czynów niedozwolonych na doradcę lub osobę trzecią.
  8.  Zakazana jest akwizycja lub reklama usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, choćby połączona z akwizycją lub reklamą innych usług:
    1) bezpośrednia,
    2) skierowana do osoby oznaczonej indywidualnie lub
    3) prowadzona:
    a) w miejscach udzielania świadczeń zdrowotnych, w domach pogrzebowych, na
    cmentarzach, w budynkach użyteczności publicznej, w szczególności w budynkach
    administracji rządowej i administracji samorządu terytorialnego, w budynkach
    wojskowych, sądów i prokuratury oraz w budynku zamieszkania osoby
    poszkodowanej lub jej najbliższej rodziny, to jest małżonka, wstępnego, zstępnego,
    rodzeństwa lub osoby powinowatej w tym samym stopniu,
    b) na terenie bezpośrednio przyległym do miejsc wymienionych w lit a; za teren
    bezpośrednio przyległy uważa się obszar położony w odległości do 100 metrów od
    granicy nieruchomości, na której znajduje się miejsce wymienione w lit. a,
    c) w środkach transportu sanitarnego, środkach transportu służb państwowych oraz
    samorządowych.
    2. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych zawarta w wyniku akwizycji
    lub reklamy zakazanych na podstawie ust. 1 jest nieważna.
  9. Doradca jest obowiązany zawrzeć umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przy wykonywaniu działalności w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych.
  10. Jeżeli klient zawiera umowy o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych z doradcami powiązanymi w rozumieniu art. 25 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych lub art. 11 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych , suma wynagrodzeń tych doradców za dochodzenie roszczeń z jednego zdarzenia określona w stosunku do kwoty uzyskanej na rzecz klienta nie może być większa niż 20% tej kwoty.

Niewątpliwie, o ile omawiane zmiany zostaną wprowadzone, będzie to rewolucja dla firm odszkodowawczych. Dla wielu z nich schyłek, gdyż dostaną po kieszeni. Znając życie, część z nich postara się obejść przepisy, czy wykorzystać odmienne interpretacje. Ostateczny kształt ustawy też może ulec zmianie. Niemniej obecny rząd dba o to, by jak pojawi się jakaś luka, szybko ją załatać. W każdym razie, nad firmami odszkodowawczymi zbierają się czarne chmury.

Brak limitu prędkości na autostradach

46161819_493593594466894_8855864136446246912_nMiłośnicy brawurowej i szybkiej ekspresowej jazdy chcieliby, by śladem naszych najbliższych zachodnich sąsiadów, wprowadzić na autostradach odcinki bez limitu prędkości. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby znalazł się rząd, który się na to zgodzi. W naszym kraju wciąż notuje się za dużo przestępstw drogowych, szczególnie ze skutkiem śmiertelnym.

Kierowca pojazdu na zdjęciu, „wycisnął” na niemieckiej autostradzie 307 km/h. Na więcej maszyna nie pozwoliła. Uważa, że docelowo w Polsce też mogłyby zostać zniesione limity. W RP, inaczej niż w Republice Federalnej, jest stosunkowo mało autostrad (kolejnych się nawet nie planuje), które przy tym znamionuje wiele zatłoczonych odcinków. Dużo jest u nas dróg ekspresowych, ale profil tych tras jest mniej bezpieczny. W Niemczech jest więcej aut i motocykli dostosowanych do najwyższych prędkości, błyskawicznie osiągających prędkość 100 km/h i wyposażonych w części pozwalające sprawniej uniknąć wypadków, jak np. ceramiczne hamulce, czy zabezpieczenie przed pęknięciem opon. Poprawa infrastruktury drogowej (poszerzenie autostrad) i zwiększenie objętości portfela rodaków (ułatwiające zakup lepszych modeli aut), niewiele da, jeśli nie zmieni się kultura jazdy na drogach. A ta woła często o pomstę do nieba.

Warto dodać, że Polska wcale nie ma restrykcyjnych przepisów dla szybkiej jazdy.  Z danych na Wikipedii wynika, że jest przeciwnie. Należymy do nielicznych państw, z ograniczeniem na autostradach powyżej 130 km/h. Przykładu dostarczają też niedawno przytaczane przeze mnie regulacje hiszpańskie, gdzie nadmierna prędkość nie tylko na terenie zabudowanym jest przestępstwem i grozi więzieniem włącznie z pozbawieniem uprawnień do prowadzenia pojazdów. Co ciekawe, z samych Niemiec płyną sygnały, o chęci wprowadzenia limitów na wszystkich odcinkach autostradach, a nawet zmniejszeniem limitu do 120 km/h.

Tak w sporym skrócie wyglądała nasza rozmowa o zniesieniu limitu prędkości. Jeśli Czytelnicy mają inne cenne uwagi, zapraszam do komentarzy.

Zakaz prowadzenia pojazdów w Hiszpanii

File:Spain flag mini.pngNiedawno pomagałem Hiszpanowi, który w naszym kraju wsiadł za kierownicę po wypiciu sangrii. Zatrzymany do kontroli przez policję, wydmuchał w balonik tyle, że starczyło na przestępstwo. Analizując sprawę, wziąłem pod uwagę przepisy z ojczyzny delikwenta. Tyle o Hiszpanie, a dalej o Hiszpanii, gdzie Polaków nie brakuje i im dedykuję dalsze słowa.

W największym państwie półwyspu iberyjskiego można stracić prawko w podobnych okolicznościach, jak w Polsce. Tamtejszy kodeks karny także przewiduje rozdział poświęcony przestępstwom przeciwko bezpieczeństwu drogowemu. Najważniejsze dwa przepisy dotyczą jazdy pod wpływem zabronionych substancji oraz z nadmierną prędkością (art. 379). I tak, sprawca, który kieruje pojazd silnikowy albo motorower przekraczając prędkość dozwoloną w drodze rozporządzeń: o 60 km/h na drogach miejskich lub o 80 km/h na drogach międzymiastowych, podlega karze pozbawienia wolności od trzech do sześciu miesięcy lub grzywny od sześciu do dwunastu miesięcy lub prac społecznych od trzydziestu jeden do dziewięćdziesięciu dni, a w każdym przypadku także pozbawieniu prawa do prowadzenia pojazdów silnikowych i motorowerów na czas przekraczający rok, do lat 4.

Identyczna kara grozi kierowcy pojazdu mechanicznego albo motoroweru będącego pod wpływem narkotyków, substancji narkotycznych, substancji psychotropowych lub napojów alkoholowych. W każdym przypadku będzie skazany na te kary ten, kto kieruje pojazdem przy zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu przekraczającej 0,60 mg/litr lub zawartości alkoholu we krwi przekraczającej 1,2 g/litr.

W porównaniu z polskim, ustawodawca hiszpański łagodniej karze kierowców na podwójnym gazie, ostrzej zaś piratów drogowych. Kary za oba sprawstwa w państwie Picassa są jednolite. W Polsce nie, a to dlatego, że Polacy należą do najczęściej w Europie osób wylewających za kołnierz i wsiadających potem do samochodu, co spowodowało szczególne zaostrzenie przepisów w tym zakresie. Podsumowując, piraci drogowi mają gorzej w Hiszpanii, bo tam mogą utracić prawo jazdy nie tylko na terenie zabudowanym, ale także poza nim. Zarazem o ile w Polsce jest to wykroczenie, za które grozi zatrzymanie uprawnień na trzy miesiące, w Hiszpanii to przestępstwo, za które można stracić uprawnienia na kilka lat i pójść do więzienia. Łaskawszym okiem prawodawca hiszpański spogląda na jazdę po alkoholu i narkotykach. Nie dosyć, że przestępstwo zaczyna się od stężenia ponad dwukrotnie wyższego jak u nas, to jeszcze okres zakazu maksymalnie trwa niewiele więcej niż minimalnie w Polsce.

 

Porzucony pojazd na parkingu

46115885_316285868964893_8106903487352143872_nWidok starych, uszkodzonych, zaniedbanych, a przede wszystkim z dawna nieużytkowanych pojazdów na polskich osiedlach, do rzadkich nie należy. Na ogół nie zwracamy na nie uwagi, chyba, że służą za „cokół” dla reklam. Gdy jednak osiedla są mocno zaludnione, a miejsc parkingowych nie starcza, zaczyna denerwować nas codzienny widok miejscówek zastawionych przez te porzucone auta.

Rozwiązanie problemu znajdziemy w art. 50a Prawa o ruchu drogowym, zgodnie z którym, pojazd wyglądający na nieużywany albo bez tablic rejestracyjnych, może zostać usunięty z drogi przez straż gminną albo policję. Odbywa się to na koszt właściciela wehikułu. Jeśli w ciągu 6 miesięcy od wezwania właściciela, nie odpowie on na pismo właściwego organu, co do zasady, pojazd przechodzi na rzecz gminy.

Odkąd przepis obowiązuje, zwłaszcza straż miejska, ma pełne ręce roboty, stale otrzymując sygnały o wrakach. Z mediów można nawet dowiedzieć się, że zawiązały się grupy społeczne, który tropią takie samochody i uprzejmie donoszą straży. By odzyskać pojazd, należy zgłosić się do właściwego podmiotu, np. zarządu dróg miejskich. Do odbioru wymagane jest uiszczenie opłaty (za holowanie i parkowanie), którą reguluje prawo miejscowe, a która zależy od rodzaju pojazdu. Poza opłatami administracyjnymi, właściciel pojazdu musi liczyć się z otrzymanie mandatu do 500 zł za zaśmiecanie przestrzeni publicznej. Łączne koszty, na które naraża się osoba porzucająca pojazd, mogą sięgać nawet 5.000 zł.

 

Co grozi za jazdę po alkoholu?

Nieraz już pisałem o konsekwencjach złapania na kierowaniu po alkoholu (czy innych zabronionych substancjach). Czytelnicy jednak stale o to pytają, więc warto ponowić wpis w tym temacie. Parafrazując Empedoklesa – co warto powiedzieć raz, warto powiedzieć dwa razy … i więcej – zwłaszcza, że temat stale pozostaje na świeczniku.

Przestępstwem jest kierowanie pojazdem mechanicznym w tzw. stanie nietrzeźwości, gdy  zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość lub gdy zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Jeżeli podane wartości są niższe, ale przekraczają 0,2 promila albo 0,1 mg wówczas mamy wykroczenie.

W przypadku wykroczenia, sprawca podlega karze aresztu albo grzywny nie niższej niż 50 złotych. Sąd bezwzględnie orzeka także zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Co ważne, wykroczeniem jest też kierowanie w stanie nietrzeźwości, ale innym pojazdem niż mechaniczny.

W przypadku przestępstwa, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Sąd ponadto orzeka zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na minimum 3 lata, a także świadczenie pieniężne rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości co najmniej 5000 złotych.

Recydywista, to jest kierowca który ponownie – po uprawomocnieniu się wyroku skazującego za jazdę w stanie nietrzeźwości – dopuścił się tego samego czyny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Sprawca taki ponadto otrzymuje zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych dożywotnio, a na rzecz Funduszu musi zapłacić co najmniej 10 000 złotych.

Prawo jazdy na motorower

Québec P-130-59.svgJeden z czytelników zadał pytanie, czy urodzeni przed datą 2014 mogą jeździć skuterem, jeśli po tej dacie miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Podobne pytania, wynikłe z wprowadzenia prawa jazdy kategorii AM, pojawiają się systematycznie. Poświęćmy tej materii nieco więcej czasu.

Zacznijmy od Prawa o ruchu drogowym. Definiuje ono parę istotnych pojęć:

  • motocykl – pojazd samochodowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej przekraczającej 50 cm3, dwukołowy lub z bocznym wózkiem – wielośladowy; określenie to obejmuje również pojazd trójkołowy o symetrycznym rozmieszczeniu kół;
  • motorower – pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h;
  • pojazd silnikowy – pojazd wyposażony w silnik, z wyjątkiem motoroweru i pojazdu szynowego.

Ustawa nie mówi o skuterze. Oznacza to, że skuter – w zależności od budowy – może być albo motocyklem albo motorowerem. Przed wejściem w życie ustawy o kierujących pojazdami, motorowerem – bez potrzeby legitymowania się prawem jazdy – mogły poruszać się osoby pełnoletnie. Ustawa o kierujących pojazdami ten stan prawny zmieniła. Wpisano w niej, że dokumentem stwierdzającym posiadanie uprawnienia do kierowania motorowerem, pojazdem silnikowym lub zespołem pojazdów składającym się z pojazdu silnikowego i przyczepy lub naczepy jest między innymi prawo jazdy. Ustawodawca dodał więc zasadę, że nawet skutery o statusie motoroweru, będą mogły być użytkowane przez osoby dorosłe, pod warunkiem uzyskania prawa jazdy. Zasad ta ma jednak wyjątek, o której na końcu.

Zgodnie z ustawą o kierujących pojazdami, która w zakresie nowych kategorii prawa jazdy weszła w życie z dniem 19 stycznia 2013, kategoria AM stwierdza posiadanie uprawnienia do kierowania motorowerem i czterokołowcem lekkim. Na marginesie, nie można zapomnieć, że pozostałe kategorie także uprawniają do poruszania się motorowerem. Wymagany minimalny wiek do kierowania pojazdami kategorii AM, to 14 lat. Osoba, która nie ukończyła 18 lat, może uzyskać to uprawnienie za pisemną zgodą rodzica lub opiekuna. Trzeba jeszcze pamiętać, że możność prowadzenia danego pojazdu nabywa się z chwilą fizycznego otrzymania dokumentu prawa jazdy.

Odpowiadając na pytanie Czytelnika, wróćmy do wspomnianego wyjątku. Osoba, która przed dniem wejścia w życie ustawy ukończyła 18 lat, uznaje się za uprawnioną do kierowania motorowerem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wobec tej osoby nie wymaga się posiadania dokumentu stwierdzającego to uprawnienie. Poza tym, dotąd stosowana karta motorowerowa, zachowuje ważność do czasu ukończenia przez jej posiadacza 18 roku życia. Karta motorowerowa podlega wymianie, na koszt osoby uprawnionej, na prawo jazdy kategorii AM, o ile osoba ma ukończone 14 lat. Przekładając przepisy na konkretny stan faktyczny, ich lektura prowadzi do takich oto wniosków:

  • osoba, która do 18 stycznia 2013 włącznie skończyła 18 lat, nie potrzebuje uzyskać prawa jazdy kategorii AM, by prowadzić motorower;
  • zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – po ustaniu – nie niweczy uprawnienia osoby, o której wyżej. Innymi słowy, koniec zakazu ponownie pozwala prowadzić motorower;
  • inaczej sprawa się ma w stosunku do osób, które nie były przed wspomnianą datą pełnoletnie, a posiadały kartę motorowerową. Treść cytowanego przepisu, pozwala na interpretację, że w przypadku objęcia takiej osoby zakazem, jest ona traktowana jak osoba, która w poprzednim stanie prawnym nie była pełnoletnia  i nie posiadał karty motorowerowej.

Korzyści z warunkowego umorzenia postępowania karnego

Nasi czytelnicy często zadają pytanie, jakie są korzyści z warunkowego umorzenia postępowania karnego w przypadku spraw tzw. „nietrzeźwych kierowców”. Pytanie nie może dziwić, wszak w obowiązującym surowym uregulowaniu sankcji dla „wczorajszych kierowców”, warunkowe umorzenie może okazać się ostatnią deską ratunku.

Otóż, poza zmniejszeniem zakazu prowadzenia pojazdów nawet do jednego roku, wyrok warunkowo umarzający sprawę, pozwala uniknąć notowania jako skazany w Krajowym Rejestrze Karnym. Korzyściami mogą być również obniżenie świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, brak grzywny, czy niższe koszty procesu.

Jeżeli oskarżony miał zatrzymane prawo jazdy, to dodatkowo może się zdarzyć, że okres trwania postępowania niekiedy „skonsumuje” orzeczony zakaz. Istotne jest to, że do czasu obowiązywania zakazu wlicza się okres uprzedniego zatrzymania (postępowanie skonsumowało go w całości) lub będzie obowiązywał zaledwie kilka tygodni. Krótko już więc po wyroku, kierowca może zwrócić się do starostwa po zwrot dokumentu, co następuje niezwłocznie i z powrotem będzie mógł się cieszyć jazdą swoim ukochanym autem.

Starając się o warunkowe umorzenie postępowania, trzeba jednak wystrzegać się popełnienia innych naruszeń prawa. Przekonał się o tym jeden klient, który nie powiadomił swojego adwokata o na pozór błahej sprawie. Klient ów dopuścił się drobnego przestępstwa pracowniczego, które ma charakter umyślny. Sprawę pierwotnie prowadziła inspekcja pracy, co niejako osłabiło czujność tego delikwenta. W pewnym momencie otrzymał wyrok nakazowy z niewielką grzywną, którą od razu zapłacił i myślał, że nic więcej groźnego z tego tytułu go nie spotka. Przeliczył się. Na rozprawie karnej, na której miał być wydany wyrok warunkowo umarzający (co przyznał sam sędzia) w sprawie jazdy w stanie nietrzeźwości, wyszło na jaw późniejsze skazanie za sprawę pracowniczą. Sąd nie miał wyboru – warunkowego umorzenia nie orzekł. Podobnych, na pozór banalnych występków, nie brakuje, może to być przewinienie związane z obowiązkami ZUS, czy ochroną środowiska. W każdym przypadku, trzeba o tym powiadomić adwokata, żeby uniknąć niespodzianki, która spotkała ww. klienta.

 

Pojazdy autonomiczne na naszych drogach

File:Hyundai Ioniq Autonomous WAS 2017 1762.jpg

Author: Mariordo (Mario Roberto Durán Ortiz)

Prawo o ruchu drogowym jest jednym z najczęściej modyfikowanych aktów prawnych w naszym systemie prawnym. Praktycznie nie ma miesiąca, by ustawodawca w nim nie „majstrował”. Większość zmian okazuje się nie aż tak istotna dla uczestników ruchu, dotyczy np. spraw organizacyjnych organów publicznych. W bieżącym roku weszły w życie dwie regulacje, które warto odnotować.

Na początku powiedzmy o pojazdach autonomicznych. W Stanach Zjednoczonych trwa szał na ich testowanie, a różne wielkie firmy, w tym Tesla i Google (a zatem nie tylko koncerny samochodowe) prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych prototypach. Pojazdy bezzałogowe to (dalsza/bliższa?) przyszłość, a nasz rząd zdecydował się iść z duchem czasu i już teraz podniósł szlaban grodzący dostęp do dróg dla tych automobili. Dostęp na ten moment ograniczony. Prowadzenie prac badawczych nad pojazdami umożliwiającymi ruch bez ingerencji człowieka wymaga administracyjnego zezwolenia i może odbywać ściśle określonych miejscach. Sam jestem ciekaw, jakim zainteresowaniem cieszyć się będzie ta nowinka prawna w praktyce. Być może znikomym, ale w tym przypadku lepiej wprowadzić to za wcześnie, niż za późno.

W czerwcu z kolei wszedł w życie przepis aktualizujący sytuacje, gdy mundurowy może zatrzymać nam dowód rejestracyjny. Rozróżniono przypadki pojazdów zarejestrowanych w Polsce i zagranicą, te ostatnie obejmując surowszymi wymaganiami. W przypadku polskich pojazdów, dowód rejestracyjny nie zostanie już zatrzymany z powodu braku dokumentu OC.

Strefa czystego transportu, o co chodzi?

Bez tytułuW bieżącym miesiącu wprowadzono do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych nowe znaki informacyjne, które wkrótce możemy zobaczyć na naszych drogach. Są to: D-54 „strefa czystego transportu” oraz D-55 „koniec strefy czystego transportu”. Brzmią enigmatycznie, na pozór osobliwie, wiążą się z zachodzącymi (w jakimś zakresie) „ekologicznymi” zmianami społeczno-prawnymi. Warto o tym trochę napisać, gdyż te – na pierwszy rzut oka – drobne nowości, z czasem mogą okazać się powszechnym trendem, który nie sposób będzie banalizować.

Oba znaki drogowe wskazują na wjazd do i wyjazd ze strefy czystego transportu. Strefa czystego transportu została uregulowana w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych, również wprowadzonej w tym roku. Przewiduje ona utworzenie obszarów, w których mogą poruszać się wyłącznie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem albo gazem ziemnym. Wyjątki zostały przewidziane dla różnego rodzaju służb publicznych, mieszkańców strefy oraz autobusów szkolnych i zeroemisyjnych. Dalsze wyjątki mogą uchwalić miejscowe władze gminne. Za wjazd na strefę mogą być pobierane opłaty.

Za strefy czystego transportu odpowiedzialne są gminy, które mogą je utworzyć w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi i środowisko w związku z emisją zanieczyszczeń. Takie ekologiczne zony mogą jednak powstać, tylko we wspólnotach liczących powyżej 100 000 mieszkańców, na terenie zwartej, intensywnej zabudowy śródmiejskiej.

Wraz z administracyjnymi zmianami na naszych drogach, ustawodawca – dla kierowców, niechcących się im podporządkować – przewidział nowe wykroczenie (art. 96c k.w.), które stanowi o mandacie 500 zł za nieprzestrzeganie ograniczeń w dostępie do strefy czystego transportu.

OC skokowo w górę!? Czy po wyroku Sądu Najwyższego dopuszczającego zadośćuczynienie dla „pośrednio” poszkodowanych czeka nas gwałtowna fala podwyżek stawek za OC?

Czyżby czekała nas kolejna fala podwyżek OC? W ostatnim tygodniu Sąd Najwyższy dopuścił możliwość dochodzenia zadośćuczynienia dla bliskich – ale nie śmiertelnych – ofiar wypadków komunikacyjnych.

Czym ubezpieczyciele chcą uzasadnić kolejną fale skokowych podwyżek OC.

BLOG O ODSZKODOWANIACH

Reymerswaele_Two_tax_collectors_(detail)_04Głośny wyrok Sądu Najwyższego z 27 III 2018 r., o którym pisałem TUTAJ, a który dopuścił możliwość dochodzenia zadośćuczynienie nie tylko dla bezpośrednio pokrzywdzonych w wyniku wypadku, czy innego zdarzenia, ale także dla bliskich osób najbardziej poszkodowanych odbił się także szerokim echem wśród ubezpieczycieli.

W wypowiedziach jakie znalazłem w internecie pojawia się informacja, iż być może nawet może kierowców czekać:

SKOKOWA PODWYŻSZKA CEN OC

A to wszystko z uwagi na nie uwzględnienie przez ubezpieczycieli w swoich kalkulacjach skutków finansowych wyroku Sądu Najwyższego rozszerzającego krąg osób uprawnionych do dochodzenia zadośćuczynienia, także na osoby bliskie bezpośrednio poszkodowanych.

Niektóre scenariusze, na które wskazują nawet na możliwość upadku kilku ubezpieczycieli oraz na  konieczność skokowej podwyżki składek na ubezpieczenie obowiązkowe OC.

Przy bardziej  optymistycznym wariancie ceny pójdą w górę o kilkanaście, dwadzieścia procent do góry.

Trzeba wskazać, iż według szacunków Komisji Nadzoru Finansowego że średnio zadośćuczynienie dla osoby bliskiej ciężko rannego może wynieść ponad 40…

View original post 75 słów więcej

Wyprzedzanie na bocznicy kolejowej

File:Woolston Railway Station 05.JPG

Aut: Matthew25187

Tory torom nierówne, a ich status może rzutować na rozstrzygnięcie postępowania sądowego. Przekonał się o tym mój klient, któremu przytrafiła się z pozoru błaha kolizja, początkowo zakwalifikowana jako wykroczenie z jego winy mojego. Finalnie, jednak klient mógł cieszyć się z wygranej sprawy odszkodowawczej.

Kolizja drogowa polegała na tym, że kierujący pojazdem osobowym (mój klient) podczas manewru wyprzedzania, zderzył się z wyprzedzanym pojazdem ciężarowym. Kierowca ciężarówki w trakcie bycia wyprzedzanym, sam rozpoczął manewr skrętu w lewo na posesję prywatną i de facto zajechał osobówce drogę. Uczestnikom zdarzenia nic się nie stało, jedynie osobówka miała wgnieciony przód. Na miejsce przyjechała Policja i ukarała mojego klienta mandatem. Uznała, że manewr wyprzedzania miał miejsce na przecinających drogę torach, które uznano za przejazd kolejowy.

Mandat został przyjęty, ale klient poczuł się pokrzywdzony tym, że prowadzący ciężarówkę też był winnym zdarzenia, a mandatu nie dostał. Taki obrót sprawy, umniejszał szansę na otrzymanie odszkodowania za uszkodzenie maski z polisy OC drugiego uczestnika kolizji drogowej.

Analiza miejsca zdarzenia, pozwoliła na diametralnie odmienne wnioski niż wyciągnięte przez funkcjonariusza Policji. Klient został ukarany mandatem niesłusznie. Manewr wyprzedzania miał miejsce na bocznicy kolejowej, a nie przejeździe kolejowym. Na miejscu zdarzenia stał znak ostrzegawczy A-30 wraz z tabliczką do znaku T-10. Zgodnie z § 11 ust. 1 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych: Znak A-30 „inne niebezpieczeństwo” ostrzega o niebezpieczeństwie innego rodzaju niż określone pozostałymi znakami ostrzegawczymi. Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka wskazuje rodzaj niebezpieczeństwa za pomocą symbolu lub napisu. Zgodnie z § 11 ust. 2 pkt 2: Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka T-10 wskazuje przecięcie drogi z bocznicą kolejową lub torem o podobnym charakterze. W miejscu tak oznakowanym, ruch na drodze jest wstrzymywany przez pracownika kolei podczas przejeżdżania (przetaczania) pociągu. Policja zatem błędnie zakwalifikowała niepenalizowane wyprzedzanie na bocznicy jako niedozwolony manewr na przejeździe kolejowym, a czego zabrania art. 28 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przejazd kolejowy sygnalizowany jest znakami: ostrzegawczymi „przejazd kolejowy z zaporami” (A-9); „przejazd kolejowy bez zapór” (A-10); zakazu „STOP” (B-20); znakami dodatkowymi w postaci trzech słupków wskazujących stopniowe (3/3, 2/3 i 1/3 odległości) zbliżanie się do określonego miejsca, umieszczonych zarówno po prawej, jak i po lewej stronie jezdni w równych odstępach (150, 100 i 50 m) od przejazdu (G-1a-G-1f); sieć pod napięciem” (G-2) oraz „krzyż św. Andrzeja…” (G-3 i G-4); „stój – rogatka uszkodzona” (B-32). Tymczasem bocznica nie stanowi linii kolejowej, bowiem zgodnie z art. 4 pkt 10 ustawy o transporcie kolejowym, bocznica kolejowa to droga kolejowa połączona z linią kolejową i służąca do wykonywania załadunku i wyładunku wagonów lub wykonywania czynności utrzymaniowych pojazdów kolejowych lub postoju pojazdów kolejowych oraz przemieszczania i włączania pojazdów kolejowych do ruchu po sieci kolejowej.

Z taką analizą, droga do otrzymania rekompensaty była w pełni otwarta. Klient wygrał sprawę odszkodowawczą w całości. Nie mogło być tez mowy o jakimkolwiek przyczynieniu, bo choć kierujący osobówką mandat otrzymał, to nie jest on wiążący dla jakiegokolwiek innego postępowania.