Jakie są reguły wymierzania zakazu prowadzenia pojazdów?

Prokurator wnioskując o wymierzenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, a sąd wymierzając ten środek karny, uzależnia jego długość i zakres od różnych okoliczności. Gdy mówimy o długości obowiązywania zakazu, to w przypadku przestępstw, mowa jest o latach, a nawet o „dożywociu”. Gdy mówimy zaś o zakresie, to mowa jest nie tylko o kategorii prawa jazdy, ale także – o czym większość zapomina – o obszarze jego obowiązywania.

W przypadku prokuratorów, łatwiej przewidzieć, jakie wnioski co do kary będą składać do sądów. Często są bowiem związani wytycznymi, a te pozwalają na przyjęcie dość klarownych reguł. Sądy z kolei nader często przystają na wnioski prokuratorów.

Za spowodowanie wypadku, surowo, to jest powyżej jednego roku zakazu prowadzenia pojazdów, karani są ci, którzy dopuścili się tego na przejściu dla pieszych albo popełnili przestępstwo ze sutkiem śmiertelnym. Łączne wystąpienie obu zdarzeń wiąże się z utratą uprawnień na okres nie krótszy jak za jazdę po pijanemu czy narkotykach, czyli trzech lat. W przypadku przestępstwa jazdy po alkoholu, często spotykaną praktyką jest podwyższanie o rok okresu zakazu za każde dodatkowe pół promila.

Choć w orzecznictwie Sądu Najwyższego postuluje się by karę dostosować do „narzędzia” popełnienia przestępstwa, to reguła ta nie jest przestrzegana powszechnie przez sądy powszechne. Innymi słowy, jeśli to samochodem osobowym poruszał się kierowca dopuszczając się występku, winno mu zabrać jedynie kategorię B. Nie zdarza się to często, sądy na ogół orzekają zakaz na wszelkie pojazdy mechaniczne. Jakkolwiek trzeba jeszcze pamiętać, że dla Starosty, pozbawienie kierowcy przez sąd kategorii B, oznacza również pozbawienie innych kategorii z administracyjnego punktu widzenia.

Posiadacze różnego rodzaju uprawnień do prowadzenia pojazdów w ruchu morskim czy powietrznym, muszą jeszcze pamiętać o wyłączeniu spod zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, pojazdów poruszających się nie po drogach. Orzeczony zakaz na wszelkie pojazdy mechaniczne sam w sobie dotyczy wszelkiego ruchu. Doświadczenie procesowe uczy, że sądy są skłonne do robienia ustępstw w zakresie obszaru obowiązywania środka karnego.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Czy policja albo prokurator mogą warunkowo umorzyć postępowanie za jazdę po alkoholu?

Bez tytułuKierowcy złapani za na podwójnym gazie szybko przekonują się, jak poważna sankcja grozi im za popełniony występek. Wysokie kary finansowe nie są tak przerażające, jak przewidziany minimum trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Już pobieżny rekonesans w internecie podpowiada, że ratunkiem może być warunkowe umorzenie postępowania. Zdecydowana większość kierowców (mniej czy bardziej świadomie) nie korzysta z pomocy adwokata, więc z pytaniem o możność skorzystania z warunkowego umorzenia postępowania zwracają się do policjanta, najczęściej na przesłuchaniu.

Odpowiedź na pytanie zadane w temacie jest prosta – brzmi nie. Uchylając nieco bardziej rąbka „tajemnicy” procedury karnej – rola policji jest tu mocno ograniczona. Mówiąc obrazowo, policjant wykonujący czynności w dochodzeniu, jest tylko pośrednikiem między podejrzanym a prokuratorem. Prokurator zaś, może jedynie złożyć wniosek do sądu o warunkowe umorzenie postępowania lub poprzeć (albo nie) taki wniosek złożony przez sprawcę tudzież jego obrońcę. O wszystkim decyduje sąd, który może zakończyć sprawę w omawiany sposób, choćby żadna ze stron o to nie prosiła.

Odpowiedź na pytanie zadane w temacie jest więc prosta. Niemniej niniejszy wpis nie po to został umieszczony, ale w celu pokazania, jak to wygląda w praktyce. Praktyka tymczasem jest „rutyniarska”, jako że podobnych spraw jest tysiące. Skruszony, pełen nadziei podejrzany, zasadniczo spotyka się z niewzruszoną propozycją policjanta, by dobrowolnie poddać się karze. Dobrowolne poddanie się karze, to zgodzenie się na skazanie i otrzymanie minimum trzech lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych właśnie. Warunkowe umorzenie postępowania policjant na ogół karze schować między bajki.

Statystyki pokazują, że podejrzani działający bez adwokata bardzo często dają się przekonać funkcjonariuszom. Ci bardziej waleczni, starają się jeszcze wskórać coś u prokuratora, gdzie trafiają na jeszcze większą ścianę, która w niektórych okręgach wynika z przyjętych wytycznych, na ogół bezwzględnych dla sprawców, np. w Poznaniu. Finalnie więc pozostaje postępowanie sądowe, gdzie – już wówczas oskarżonym – pozostaje udowodnienie sądowi, że zasługuje się na warunkowe umorzenie postępowania, które jednak zależy od różnych czynników, dopuszczalne jest wyjątkowo i zasadniczo nie chroni przed utratą prawa jazdy, choć pozwala na skrócenie okresu obowiązywania zakazu.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Jazda na suwak

Aut: Koenb

Kolejną głośną nowelizacją prawa o ruchu drogowym przełomu 2019 i 2020 roku jest wprowadzenia zasady jazdy na suwak. Zasady, która dziś kojarzy się z metodą na neutralizację korków ulicznych. Jej historia jest jednak nieco bardziej rozbudowana, jakkolwiek zawsze wiąże się z sytuacją ograniczenia na drodze oraz bardziej wysublimowaną kulturą jazdy. Cykliczne naprzemienne przepuszczanie innych kierowców spopularyzowano w krajach Europy Zachodniej oraz w USA i pierwotnie dotyczyło pojazdów jadących w przeciwnym kierunku drogi, którzy np. spotkali się po drugiej stronie istotnego przewężenia drogi albo mostu o niskiej nośności.

W polskim prawie dotąd obowiązywała prosta reguła – kierujący pojazdem, zmieniając zajmowany pas ruchu, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pojazdowi jadącemu po pasie ruchu, na który zamierza wjechać (pierwsza reguła) i pojazdowi wjeżdżającemu na ten pas ruchu z prawej strony (druga reguła). Od pierwszej reguły wprowadzono ostatnio wyjątek, właśnie tzw. jazdę na suwak. Oto ona:

W warunkach znacznego zmniejszenia prędkości na jezdni z więcej niż jednym pasem ruchu w tym samym kierunku jazdy, w przypadku gdy nie istnieje możliwość kontynuacji jazdy pasem ruchu z powodu wystąpienia przeszkody na tym pasie ruchu lub jego zanikania, kierujący pojazdem poruszający się sąsiednim pasem ruchu jest obowiązany bezpośrednio przed miejscem wystąpienia przeszkody lub miejscem zanikania pasa ruchu umożliwić jednemu pojazdowi lub jednemu zespołowi pojazdów, znajdującym się na takim pasie ruchu, zmianę tego pasa ruchu na sąsiedni, którym istnieje możliwość kontynuacji jazdy.

W warunkach znacznego zmniejszenia prędkości na jezdni z więcej niż dwoma pasami ruchu w tym samym kierunku jazdy, w przypadku gdy nie istnieje możliwość kontynuacji jazdy dwoma pasami ruchu z powodu przeszkód na tych pasach ruchu lub ich zanikania, jeżeli pomiędzy tymi pasami ruchu znajduje się jeden pas ruchu, którym istnieje możliwość kontynuacji jazdy, kierujący pojazdem poruszający się tym pasem ruchu jest obowiązany bezpośrednio przed miejscem wystąpienia przeszkody lub miejscem zanikania pasów ruchu umożliwić zmianę pasa ruchu jednemu pojazdowi lub jednemu zespołowi pojazdów z prawej strony, a następnie jednemu pojazdowi lub jednemu zespołowi pojazdów z lewej strony.

Oby kierowcy jak najszybciej uświadomili sobie nowinkę, bo nietrudno sobie wyobrazić, że jej stosowanie będzie rodziło niebezpieczne sytuacje. Dlatego też przy korzystaniu z suwaka zawsze należy pamiętać o zachowaniu zasady ograniczonego zaufania do innych uczestników ruchu drogowego.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Korytarz życia

File:A66 Slü Nord Stau.JPG

Aut: Achim Engel

Prawo o ruchu drogowym podlega nieustannym zmianom. Na przełomie 2019 i 2020 roku przybyło kilka bardzo ważnych uregulowań. Najgłośniejsza nowelizacja dotyczyła wprowadzenia nakazu tworzenia przez kierujących pojazdami tzw. korytarza życia. Dotąd stanowił on jedynie normę obyczajową, stanowiącą szeroko pojętą kulturę jazdy. Ujęcie obowiązku w systemie prawa oznacza otwartą drogę do szybkiego i kategorycznego karania kierowców łamiących regułę.

Dotąd przepisy przewidywały, by uczestnicy ruchu, ale też inne osoby znajdujące się na drodze są obowiązane ułatwić przejazd pojazdu uprzywilejowanego. Ustawa rozumie przez to przede wszystkim niezwłoczne usunięcie się z drogi, ewentualne zatrzymanie się, które wspomaga wykonanie stosownego manewru przez pojazd na sygnale.

Uregulowanie dotychczasowe było dosyć ułomne, nie obejomowało wprost konieczności tworzenia korytarza ratunkowego. Być może wynikało to z infrastruktury drogowej w Polsce, która do niedawna uboga była w drogi wielojezdniowe. Nasz prawodawca w końcu jednak stanął na wysokości zadania uchwalając nowe prawo.

Od grudnia 2019, na jezdni z dwoma pasami ruchu w tym samym kierunku kierujący pojazdem poruszający się lewym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej lewej krawędzi pasa ruchu, a kierujący pojazdem poruszający się prawym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej prawej krawędzi pasa ruchu.

Z kolei na jezdni z więcej niż dwoma pasami ruchu w tym samym kierunku, np. przebudowanej południowej obwodnicy Poznania,  kierujący pojazdem poruszający się skrajnym lewym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej lewej krawędzi pasa ruchu, a kierujący pojazdami poruszający się pozostałymi pasami ruchu są obowiązani usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej prawej krawędzi pasów ruchu.

Kierującemu pojazdem nieuprzywilejowanemu zabrania się korzystania z korytarza życia. Może na niego wjechać dopiero po przejeździe pojazdu uprzywilejowanego.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Odpowiedzialność za jazdę hulajnogą

Lato minęło, a obiecanej nowelizacji poświęconej hulajnogom w ruchu drogowym jak nie było, tak nie ma. Wydaje się, że posłowie nie mają idealnego pomysłu na regulację. Wszak dominująca koncepcja, która pozwalałaby jeździć hulajnogami, także po chodniku przewiduje – dla wielu kontrowersyjne, a dla mnie sztuczne – ograniczenie możliwości poruszania się szybciej niż pieszy. Problem tymczasem jest naglący. Media donoszą o rosnącej popularności hulajnóg i konsekwentnie zwiększającej się ich liczbie na chodnikach. W ślad za tym mnożą się wypadki i kolizje z udziałem tego środka transportu,  ale także co najgorsze i niepożądane, sądy, organy ścigania, czy szkoły nauki jazdy tworzą coraz to bardziej rozbieżne interpretacje prawa. Wszystko przez lukę w prawie.

Ostatnio głośno było o wyroku, w którym uznano hulajnogę elektryczną za quasi motorower. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, motorower to pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h. Niby wszystko się zgadza, ale tylko na pierwszy rzut oka. Wszak kierowanie motorowerem ograniczone jest licznymi obostrzeniami administracyjnymi i dozwolone na jezdni, nie chodniku ani drodze rowerowej. Co innego policja w różnych częściach kraju, która traktuje użytkowników hulajnogi jak pieszych, a przy tym karze mandatem za ruch po ścieżce dla rowerów, co jest co najmniej dyskusyjne,  a przynajmniej pozbawione zdrowego rozsądku.

Z prawnego punktu widzenia, do czasu wprowadzenia wyczekiwanych norm, wobec luki w przepisach, skłonny byłbym odmówić przyjęcia mandatu za „bezprawne” poruszanie się hulajnogą. Nieświadomość tego, że czyn jest zagrożony karą, nie wyłącza odpowiedzialności, chyba że nieświadomość była usprawiedliwiona. Tak stanowi kodeks wykroczeń. Jeśli sprawca pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do prawa, to nie może odpowiadać za wykroczenie. Dla mnie jako profesjonalnego prawnika każda spotykana interpretacja statusu hulajnogi prowadzi do absurdalnych konsekwencji,  nieracjonalnych z punktu widzenia zasad prawodawczych. Co ma więc powiedzieć „Kowalski” poruszający się hulajnogą?

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

0,26 mg/dm3 to wykroczenie

1111Temat jazdy samochodem po alkoholu, wielokrotnie gościł na łamach naszego bloga. Wracamy do niego, bo ciągle cieszy się szerokim zainteresowaniem, co z drugiej strony niestety oznacza, że nadal nie brakuje kierowców jeżdżących po kieliszku. Dziś informacja z gatunku optymistycznych. Jak dość powszechnie wiadomo, za przestępczą jazdę po alkoholu kodeks karny przyjmuje w art. 178a § 1 k.k. w zw. z art. 115 § 16 k.k.: stan, w którym zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Adwokat naszej kancelarii po raz kolejny dowiódł, że stężenie 0,26 mg na dm3, wcale przestępstwem nie jest, ale wykroczeniem.

W wyroku z dnia 21 maja 2019, Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu w sprawie III K 1269/18, nie zgodził się ze stanowiskiem prokuratora, że w sprawie „Pana R.” 0,26 mg oznacza przestępstwo i przyjął optykę obrońcy, że mamy do czynienia z wykroczeniem. Dzięki temu „Pan R.” uniknął co najmniej 3 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, dostał tylko 11 miesięcy, co pozwoli mu odzyskać prawo jazdy bez potrzeby zdawania egzaminu państwowego. Obwiniony poza tym uniknął obowiązku zapłaty co najmniej 5.000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Poszkodowanym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Nie można zagwarantować, że każda sprawa z omawianym stężeniem, zakończy się podobnie korzystnie, wszak to zależy od zgromadzonego materiału dowodowego. Niemniej jeśli nie jest on zbyt obszerny, to z uwagi na błąd statystyczny urządzenia mierniczego do badania poziomu alkoholu, należy interpretować wyniki korzystnie dla sprawcy. A gdy przestępstwa nie uda się zakwestionować, to w takim wypadku, zawsze jeszcze pozostaje w obwodzie możliwość warunkowego umorzenia postępowania.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Spada liczba kradzieży samochodów

File:Car window burglary.jpg

Aut: Kafziel

Najnowsze statystyki policyjne wskazują, że spadła liczba kradzieży samochodów w Polsce. Spadek o 9 % z 10 do 9,2 tysięcy jest znaczny, ale zwróciłbym uwagę na pewien szczegół, który daje pewną odpowiedź z czego to wynika. Zakładam, że źródłem spadku nie jest lenistwo ani obawa złodziei, bo ten rodzaj przestępstw nadal nie należy do skomplikowanych w popełnieniu i pozwala na szybkie wzbogacenie.

Statystyki są nierównomierne, niektóre komendy odnotowują nieznaczny wzrost kradzieży, a inne znaczny spadek. Znamienna jest statystyka Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu oraz stołecznej. W Wielkopolsce odnotowano aż 35 % spadek, w samej Warszawie zaś 7 % wzrost.

Statystyka ta podpowiada, to co można zauważyć w praktyce, że w omawianym fachu, coraz więcej przestępców decyduje się na rabunek nowych samochodów, a tych w miastach aglomeracyjnych jest najwięcej. Można wymienić kila powodów, dla których złodzieje decydują się przywłaszczyć nowe auto. Po pierwsze pieniądze, jeden nowy samochód jest znacznie więcej wart niż stary. Spadek wartości pojazdów jest szybki i wyraźny, stąd np. złodzieje często „stale” obserwują osiedlowe parkingi i jak zauważą pojawienie się świeżo kupionego auta, istnieje duże ryzyko, że jego właściciel nie nacieszy się nim. Czasem różnice w wartości są na tyle duże, że bardziej opłaca ukraść jeden nowy samochód niż kilka starych, zwłaszcza, że przestępca nie zna stanu używanych egzemplarzy. Po drugie – czas. Oczywiste – mniej jest fatygi przy grabieży jednego auta, aniżeli kilku. Złodziej szybciej zarobi konkretne pieniądze na zrabowaniu nowego auta niż kilku starych. Po trzecie – mniejsze ryzyko złapania. Im więcej kradnie się aut, tym większe prawdopodobieństwo zostania złapanych. Mniej kradzieży, to też mniej patroli policyjnych oraz niepokoju mieszkańców. Po czwarte – nomen omen – niższa grożąca kara. Wyrok za kradzież jednego drogiego auta niemal na pewno będzie niższy niż za kradzież kilku, nawet wartych łącznie mniej. Po piąte, co w sumie powiedział mi broniony przez mnie złodziej setek aut – pewność co do jakości. Kradnąc stary pojazd, sprawca „naraża się” na niski „zysk”, gdyż ciężko będzie mu potem sprzedać auto i pozostanie tylko pocięcie go na części.

Na marginesie mogę dodać, że najbardziej „profesjonalni” przestępcy najczęściej swój fach wykonują za granicą (zwłaszcza  Niemczech) względnie w metropoliach, a ich ulubionymi pojazdami są niemieckie marki o mocnym silniku. W kontakcie ze doświadczonymi złodziejami aut nietrudno zauważyć, że znakomicie znają się nie tylko na samochodach, ale też mechanice i rynku, pracując na co dzień np. w warsztacie czy komisie.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Wpadka sejmu przy przepisie sankcjonującym cofanie licznika

Odometer2O karaniu za przekręcanie licznika, mowa już od półtora roku. Wszystko zaczęło się od nagłośnienia statystyk tego typu oszustw kilka miesięcy wcześniej. Gdy wreszcie przepis karny w uchwalono,  tuż przed wejściem w życie w maju, ustawodawca nieopatrznie go zmodyfikował.

Do niedawna, nowy przepis 306a kodeksu karnego brzmiał:

§ 1. Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.

Od kilku dni tenże art. 306a k.k. brzmi:

§ 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2, art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż pięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 20.
§ 2. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2,art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż dziesięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 5 do 25.

Czy wprowadzenie innego brzmienia omawianego przepisu eliminuje jego nową-starą wersję? Głosy są podzielone. Przedstawiciele rządu twierdzą, że nie i mogą obok siebie obowiązywać dwa tak samo oznaczone przepisy. W mediach jest jednak szereg głosów odmiennych, głównie dziennikarzy.

Odpowiedź znajdziemy w ustawie wprowadzającej najnowszy przepis.  Skoro nie uchyliła ona ani nie zmieniła poprzedniej wersji,  co by było wprost napisane, a jedynie wprowadziła drugą wersję, to znaczy,  że wpadka sejmu jest,  ale jedynie taka że mamy bałagan w kodeksie, natomiast obie wersje oficjalnie istnieją, przynajmniej do następnej nieuchronnej i prędkiej nowelizacji.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Zadośćuczynienie dla Ukraińca

File:Car crash 2.jpg

Aut: Thue

Ostatnio więcej miejsca poświęciłem uzyskaniu ukraińskiego prawa jazdy. Zanim zamknę „wątek ukraiński”, napisze jeszcze o jednej kwestii, która w gruncie rzeczy może dotyczyć polskiego obywatela. Chodzi o odszkodowanie należne pochodzącym z Ukrainy obywatelom, ale także osobom z innych mniej zamożnych krajów.

Na polskich drogach jeździ coraz więcej kierowców zza wschodniej granicy. Część z nich powoduje wypadki, czym utrudnia sobie możliwość legalnego pobytu w Polsce. Część z nich jest ofiarami wypadków, w związku z czym należy się im zadośćuczynienie czy odszkodowanie i takich spraw jest coraz więcej. Co do zasady stroną zobowiązaną do zapłaty pieniędzy jest zakład ubezpieczeń, względnie PBUK. Ubezpieczyciele między innymi bronią się, że obywatelom Ukrainy należy się mniej, bo pochodzą z biedniejszych krajów. Ta argumentacja wydaje się niesłuszna, bo opiera się o dyskryminację, a poza tym najczęściej obcokrajowiec mieszka w Polsce, z czym wiążą się wyższe zobowiązania. Niezależnie, sądy już wypowiedziały się w tym zakresie i raczej nic się nie zmieni (Jako całkowicie chybiony jest nadto argument, że zasądzone zadośćuczynienie jest nieadekwatne do stopy zamożności społeczeństwa na Ukrainie, zważywszy na akceptowany w pełni przez Sąd Apelacyjny pogląd Sądu Najwyższego,że stopa życiowa poszkodowanego nie ma wpływu na wysokość zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę (tak też Sąd Apelacyjny w Łodzi, sygn. akt I ACa 146/13, wyrok z dnia 21 czerwca 2013).

Poruszony wątek jest także istotny dla obywateli Polski, wszak jeśli spowodują wypadek pod wpływem zakazanych środków, uciekną z miejsca zdarzenia, czy nie będą mieli opłaconej składki OC, to w konsekwencji sami będą musieli sięgnąć do kieszeni i wspomniane orzecznictwo nie będzie im na rękę.

Artykuł powstał we współpracy z mec. Iryną Myzyną, która jest adwokatem ukraińskim pracującym w Polsce.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Jak zdobyć ukraińskie prawo jazdy

File:Small logo of the Verkhovna Rada of Ukraine.svgDzisiejszy artykuł o legalnym prawie jazdy z Ukrainy, zapowiedziałem w poprzednim – o jego nielegalnym odpowiedniku. Poświęcony on jest w zmierzeniu się z mitami narosłymi wokół tematu, a może dla kogoś okaże się praktycznym przewodnikiem.

Prawo jazdy na Ukrainie można uzyskać we właściwej jednostce ds. komunikacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Całą procedurę można opisać w czterech etapach. Schemat jest zbliżony do obowiązującego w naszym kraju i właściwie samo to zdanie starczy na odpowiedź, czy ukraiński dokument można uzyskać bez większej fatygi – nie można.

Pierwszy etap obejmuje kurs w szkole nauki jazdy. Szkolenie zajmuje w przypadku kategorii B, około 2 miesiące. Nie jest więc prawdą, że prawko to można nabyć w bardzo krótkim czasie. Opłata za kurs zależy od kategorii pojazdu. W przypadku samochodów osobowych to 4.000 hrywien, czyli ok. 580 zł. W tym wypadku prawdą jest, choć przewidywalną, że wyrobienie sobie uprawnień za Bugiem jest tańsze, ale „bez szału”. Aby zapisać się na kurs, należy przygotować odpowiednie dokumenty; sporządzić wniosek oraz przedłożyć kopię numeru NIP, 4 zdjęcia (3,5 x 4,5), zaświadczenie lekarskie oraz okazać oryginał paszportu. Po zaliczeniu części teoretycznej, odbywa się część praktyczna, po której pozostaje jeszcze zdać egzamin wewnętrzny. Zaświadczenie ze zdania egzaminu ma ważność 10 lat.

Kolejnym etapem są badania lekarskie. Obejmują one ogólna kontrolę stanu zdrowia, ale także przeprowadzana jest drobiazgowa analiza laboratoryjna. Pod lupę bierze się krew, w tym określa się grupę krwi i czynnik rh, mocz, cukier, wzrok, EKG. Jeśli na jaw wyjdzie mankament ujęty w wykazie chorób i wad wrodzonych – to podobnie jak w Polsce – z szansą zdania na prawo jazdy, przynajmniej na jakiś czas można się pożegnać. Tym samym, upada mit, mówiący o bezwarunkowym uzyskaniu dokumentu ukraińskiego. O pomyślnym przejściu badań, dowiemy się z otrzymanego zaświadczenia, które jest ostateczną przepustką do egzaminu państwowego.

Egzamin państwowy zdaje się w dowolnym oddziale MSW (odpowiedniku naszego WORD-a). Dokumenty tam składa albo szkoła, w której zdawaliśmy kurs albo zainteresowany, samodzielnie. Trzeba zebrać istny pakiet: wypełniony wniosek, kopię numeru NIP, potwierdzenie opłaty (400 hrywien, czyli ok. 58 zł), zaświadczenia z badań i egzaminu wewnętrznego oraz okazać paszport. Egzamin wygląda podobnie jak w Polsce. Najpierw jest część teoretyczna (test 20 min i 20 pytań), a potem praktyczna (pokaz umiejętności jazdy). Tak więc zdalnie, pozostając w naszym kraju, nie zdobędziemy ukraińskiego uprawnienia do kierowania pojazdami. Ten mit, który hulał w internecie, po prostu jest oszustwem.

Ostatni etap to odebranie dokumentu. Prawo jazdy wydawane jest po pięciu dniach od zdania egzaminu państwowego.

Tak wygląda legalna droga do zdobycia uprawnień na Ukrainie. Każdy inna, wiąże się z popełnieniem przestępstwa. Najczęściej są to łapówki urzędnicze z udziałem pracowników ukraińskich jednostek MSW albo po prostu oszustwo osób reklamujących pozyskanie szybkich uprawnień zagranicą. Pierwszy rodzaj przestępstwa jest trudniejszy do wykrycia, a pośrednicy w nabywaniu w ten sposób prawka, na ogół rekomendują jednorazowy wyjazd do naszych wschodnich sąsiadów. Ma to w przyszłości stworzyć domniemanie wyjazdu w celu uzyskania tam uprawnień. Trudniejszy nie oznacza niemożliwy, a co za tym idzie trzeba się liczyć z tym, że przez wiele lat po nabyciu prawa jazdy, można zostać pociągniętym do odpowiedzialności karnej za udział w przestępczym procederze. Inna sprawa, czy potencjalnie można się z niego następnie wybronić. Dużo zależy od okoliczności sprawy, ale problemów wykluczyć nie można.

Artykuł powstał we współpracy z adw. Iryną Myzyną.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Lewe prawo jazdy z Ukrainy

Lesser Coat of Arms of Ukraine.svgHistoria uzyskiwania polskiego prawa jazdy na podstawie ukraińskich uprawnień wcale nie jest świeża i nie wiąże się z masowym przyjazdem społeczności napływowej ze wschodu. Przekonuje o tym przypadek z województwa lubelskiego z 2013 roku. Tamtejszy mieszkaniec chciał uzyskać polskie prawo jazdy na podstawie rzekomo posiadanego ukraińskiego dokumentu. Dokument ten okazał się fałszywy. Petent ani nigdy nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami z innego kraju ani nawet nigdy nie przekroczył granicy z Bugiem.

Poruszony przypadek zakończył się dla delikwenta skazaniem za przestępstwo wyłudzenia poświadczenia nieprawdy z art. 272 kodeksu karnego (Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech). Sąd wymierzył karę 1600 zł grzywny, zasądzając nadto koszty procesu w kwocie 530,75 zł (Sąd Rejonowy w Łukowie, II K 160/15).

Skazany miał „wyrobić” ukraińskie prawo jazdy w 2012. Skąd je miał? Nie powiedział. Istnieją przynajmniej trzy możliwości. Sam je sfabrykował. Zlecił komuś fałszerstwo. Uzyskał je od osoby – „pośrednika” – zajmującej się zdalnym załatwianiem prawka. Jeśli ten ostatni wariant jest prawdziwy, to praktyka oferowania załatwienia (nieprawdziwych) uprawnień zagranicą (na Ukrainie czy w Czechach) liczy już sobie troszkę lat.

Moi Czytelnicy, w dużej mierze z Wielkopolski, nieraz pytali o uzyskanie zagranicznych uprawnień. Głównie były to osoby, wobec których orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Źródłem pytań były głównie wpisy na różnych forach osób, które rzekomo takie zagraniczne prawko otrzymały albo parały się pośrednictwem.

Osoby, których nie przestał wiązać zakaz sądowy, w ogóle nie mogą kierować pojazdami, nawet posiadając uprawnienia wyrobione w odrębnym państwie. Osoby, których zakaz nie dotyczy, po uzyskaniu legalnego prawka zagranicą, o ile jest uznawane w Polsce, powinny mieć dokument wymieniony na polski. W każdym razie, zawsze warto skonsultować sprawę np. z adwokatem, żeby nie mieć potem problemów. W jednym z najbliższych wpisów szczegółowo opiszę zasady, jakie obowiązują przy otrzymaniu legalnego prawa jazdy na Ukrainie.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

O maksymalnym stężeniu alkoholu przy warunkowym umorzeniu za jazdę po wypiciu alkoholu

aaaNiejednokrotnie na blogu prawokierowcy.pl pisałem o różnych sposobach przeciwdziałania skutkom dotkliwych kar za jazdę na podwójnym gazie. Jedną z najpopularniejszych metod jest staranie się o warunkowe umorzenie postępowania, tak by uniknąć wieloletniego zakazu prowadzenia pojazdów oraz konieczność ponownego zdawania egzaminu. Z mojej praktyki wynikało, że by skorzystać z „ulgi” warunkowego umorzenia, należało kierować pojazdem w stanie nieznacznie przewyższającym przestępczy poziomom (ponad 0,25 mg/dm3 wydychanego powietrza, inaczej pół promila). Nieznaczność ta bywa jednak różnie oceniana.

Jako adwokat i obrońca zarazem wielokrotnie występowałem w sprawach przeciwko kierowcom na podwójnym gazie. Starając się o warunkowe umorzenie postępowania, spotykałem się z rozmaitymi poglądami sędziów czy prokuratorów, zwłaszcza na temat zakresu stosowania. Dla przykładu, łatwiej uzgodnić warunkowe umorzenie postępowania z prokuratorem z mniejszej miejscowości, niż z dużej, gdzie narzucone są określone wytyczne. Wśród sędziów karnych również panują odmienne opinie co do możebności skorzystania z instytucji. Niektórzy z zasady się nie zgadzają na warunkowe umorzenie, twierdząc że popełniane przestępstwo, niezależnie od stężenia, jest społecznie tak karygodne, że należy sprawcę bezwzględnie karać. Inni są bardziej liberalni i jeśli kierowca dotąd żył w zgodzie z prawem, podczas zdarzenia nie dopuścił się dodatkowych wykroczeń, to w zależności od zmierzonego stężenia mógł liczyć na warunkowe umorzenie. I tu zaczyna się wątpliwość – jakie maksymalnie może być to stężenie.

Niemal wszyscy zgadzają się, że dla warunkowego umorzenia postępowania, kierowca nie może mieć stwierdzonego wysokiego stężenia alkoholu w organizmie. W gruncie rzeczy, co do zasady powinno być ono bardzo stosunkowo niskie, nieznacznie przewyższające przestępczy poziom. Wielu karnistów-praktyków uważa, że poziom ten nie może przekroczyć 0,3 mg/dm3 (0,6 promila). W praktyce, również mojej, dosyć regularnie zdarzają się nieco wyższe wskazania do 0,35 mg/dm3 (0,7 promila).

W ostatnim czasie spotkałem się z bardziej liberalnym werdyktem. Wyrokiem z dnia 6 grudnia 2016, Sąd Rejonowy w Jarocinie warunkowo umorzył postępowanie wobec kierowcy znajdującego się w stanie nietrzeźwości, posiadającego 0,40 mg/dm3 (0,8 promila) alkoholu w wydychanym powietrzu. Sąd wymierzył jednak dwuletni zakaz prowadzenia pojazdu, co nie uchroni oskarżonego przed obowiązkiem przystąpienia do kolejnego egzaminu, niemniej i tak zakaz ten jest niższy o co najmniej rok, w porównaniu z tym, jaki by wiązał w przypadku skazania. Z drugiej strony, kilkukrotnie widziałem kategoryczne wypowiedzi sądu, które wprost wskazywały, że stężenia w okolicach 0,40 mg/dm3 same w sobie wykluczają możliwość zastosowania warunkowego umorzenia postępowania.

Czyli, gdzie jest ta granica maksymalnego stężenia? Okazuje się, że nie ma i być nie może, chyba że ustawodawca zmieni prawo. Wszystko dlatego, że norma uprawniająca do skorzystania z łagodniejszego potraktowania za popełnione przestępstwo, mówi jedynie ogólnikowo: Sąd może warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy nie karanego za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa. Co za tym idzie, zasadniczo można pokusić się o wniosek, że wyrażenie przez sąd poglądu w wyroku, iż nie można zastosować omawianej instytucji, bo oznaczone stężenie jest za wysokie, stanowi naruszenie zacytowanej normy.

Przyjmując wypowiedziane wyżej podejście do sprawy, w praktyce powinny zdarzać się bardziej liberalne wyroki, w których sąd skupił się przede wszystkim na osobie sprawcy, a w drugiej kolejności na pomiarze. Zgodnie z przewidywaniami, gruntowna analiza orzecznictwa, pozwoliła na znalezienie wcale nie tak małej liczby wyroków „z wysokim stężeniem” w różnych częściach kraju, niejednokrotnie przekraczającym 0,50 mg/dm3 (1 promil). Przykładowo, Sąd Rejonowy w Toruniu, w wyroku z dnia 19 kwietnia 2016, warunkowo umorzył postępowania w stosunku do delikwenta, który  miał aż 0,89 mg/dm3 (1,78 promila). Sprawcy „pomogła” jazda nocą, w porze zmniejszonego ruchu ulicznego. Z kolei Sąd Rejonowy w Wąbrzeźnie w wyroku z dnia 30 czerwca 2016 warunkowo umorzył postępowanie wobec sprawcy, który miał aż 1,16 mg/dm3 (2,32 promila), ale wyrok ten został uchylony, po czym oskarżonego skazano.

Analizując orzecznictwo sądów okręgowych, a zatem rozpoznających apelacje od wyroków sądów rejonowych, wnioskować można, że zdarzają się wyroki warunkowo umarzające postępowania, gdzie pomiar nieznacznie przekroczył 0,5 mg/dm3 (jeden promil). Dla przykładu: Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie (wyrok z 12 lutego 2018) – 0,53 mg/dm3 (stężenie rosnące!), Sąd Okręgowy w Poznaniu (wyrok z 30 listopada 2017) – 0,53 mg/dm3, Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim 0,51 mg/dm3 (wyrok z 19 maja 2017) – gdzie wyrażono pogląd: „Zauważenia wymaga też fakt, iż podsądny prowadził samochód w stanie nietrzeźwości wyrażającym się wartością 0,51 mg/l, alkoholu w wydychanym powietrzu, a więc wartością nie znacznie przekraczającą dolną granicę ustawowego progu określającego stan nietrzeźwości”. Na zakończenie warto wspomnieć o rekordziście, jednakże dosyć starym orzeczeniu, z czasów sprzed zaostrzenia kar za jazdę „na podwójnym gazie”. W wyroku z dnia 19 marca 2015, Sąd Okręgowy w Poznaniu ulgowo potraktował pijanego kierowcę, który miał w wydychanym powietrzu – uwaga – 0,97 mg/dm(bez mała 2 promile).

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

W Kaliszu zapadł ciekawy wyrok dla multirecydywisty kierującego po alkoholu

W ramach swojej działalności, na bieżąco analizuję orzeczenia, które zapadają w sprawach poruszanych na blogu prawokierowcy.pl. W ostatnim czasie znalazłem interesujący wyrok multirecydywisty, którego sąd w Kaliszu potraktował dość łagodnie, warto o tym napisać.

Delikwent został oskarżony o następujący czyn: w dniu 13 lutego 2017r. w K. kierował samochodem osobowym marki P. (…) o nr rej. (…) w strefie ruchu lądowego, znajdując się w stanie nietrzeźwości (0,73 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu), przy czym czynu tego dopuścił się będąc wcześniej prawomocnie skazanym za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości wyrokami: Sądu Rejonowego w Koninie z dnia 04.08.2004r. (sygn. akt VII K 965/04), Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 27.10.2009r. (sygn. akt VII K 1902/09), Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim z dnia 20.08.2015r. (sygn. akt II K 1361/17), Sądu Rejonowego w Pleszewie z dnia 14.01.2008r. (II K 69/07), Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 01.04.2014r. (II K 12/17), a także nie stosując się do orzeczonego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych w strefie ruchu lądowego na okres 5 lat, orzeczonym prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim (sygn. akt II K 1361/14), ponadto w/w czynu dopuścił się przed upływem 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności za umyślne przestępstwo podobne, orzeczonej wyrokiem Sądu Rejonowego w Pleszewie z dnia 14.01.2008r. (sygn. akt II K 69/07) oraz wyrokiem Sądu Rejonowego w Kaliszu z dnia 01.04.2014r. (sygn. akt II K 12/14). Zdawałoby się rzec kartoteka niewiarygodna, sprawcę zdążył już skazać sąd w Koninie, Kaliszu, Pleszewie i Ostrowie Wielkopolskim.

Oskarżony otrzymał bezwzględną karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych wszelkich kategorii dożywotnio oraz świadczenie na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej świadczenie pieniężne w kwocie 10.000 złotych. Kara na pierwszy rzut oka łagodna, nie znamy jednak szczegółów sprawy, aczkolwiek z uzasadnienia wyroku wynika, że miejsce popełnienia czynu minimalizowało zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu. Nie wiemy też, jaką taktykę zastosował obrońca, adwokat. Niezależnie od tych okoliczności, karę i tak należy uznać za łagodną, bowiem z uwagi na dotychczasową karalność, orzeczono minimalne, przewidywane przez ustawę świadczenie na rzecz Funduszu, a kara więzienia stanowi ledwie mniej więcej dwukrotność normalnie orzekanej, ale nadal liczona jest w miesiącach. Oznacza to przy tym, że skazany może, przynajmniej co do zasady, ubiegać się o tzw. bransoletę, czyli dozór elektroniczny wykonywany w domu.

Z pewnością to jeden z ciekawszych wyroków, z jakimi się spotkałem i pokazuje, że poza surowością wynikającą z z zastosowanego zakazu prowadzenia pojazdów, kary za to nagminne przestępstwo nie muszą być najsurowsze.

Adwokat Damian Nowicki

Mail: edamian@mail.com

Tel: 694-768-127

Przegląd zmian w prawie drogowym

bez tytułuW ostatnim czasie doszło do wielu istotnych zmian w prawie o ruchu drogowym. Większość z nich to drobne modyfikacje o charakterze administracyjnym. Są jednak nowości, o których warto wiedzieć.

Najważniejszą nowelizacją było bez wątpienia zniesienie obowiązku posiadania podczas kontroli dowodu rejestracyjnego (albo innego dokumentu stwierdzającego dopuszczenie pojazdu do ruchu) oraz kwitka potwierdzającego zawarcie umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC. Wyłączenie to nie dotyczy kierujących pojazdem zarejestrowanym za granicą.

Z dniem 1 stycznia 2019 poszerzono krąg podmiotów uprawnionych do kontroli pojazdów o inspektorów Inspekcji Ochrony Środowiska. Czynności inspektorów, względem policji zostały ograniczone m. in. do legitymowania uczestnika ruchu i wydawania mu wiążących poleceń co do sposobu korzystania z drogi lub używania pojazdu, weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów, wydawania poleceń kontrolowanemu uczestnikowi ruchu – co do sposobu jego zachowania, uniemożliwienia korzystania z pojazdu, którego stan techniczny, ładunek, masa lub nacisk osi zagrażają bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu, powodują uszkodzenie drogi albo naruszają wymagania ochrony środowiska, czy kontroli transportu odpadów.

Pozostałym organom kontrolującym ruch drogowy także dodano możliwość sprawdzania wymaganych dokumentów, oraz weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów. Wiąże się to ze zniesieniem obowiązku posiadania potwierdzenia zawarcia polisy OC oraz dowodu rejestracyjnego. W gruncie rzeczy zmiana ta dla części kierowców może okazać się wysoce nieprzyjemna. Chodzi o osoby, które z jakiegoś powodu czasowo utraciły uprawnienia. Mowa przede wszystkim o tym, którym zatrzymano prawo jazdy (nie mylić z utratą uprawnień wskutek prawomocnego wyroku sądu albo ostatecznej decyzji administracyjnej). Dotąd takie osoby, decydując się na jazdę samochodem, w praktyce ryzykowały jedynie mandatem za brak posiadania dokumentu prawa jazdy, jeśli zadeklarowały, że je zapomniały. Grzywna taka to jedynie 50 zł. Obecnie organ kontrolny, może zweryfikować brak posiadania dokumentu i nałożyć mandat na dużo wyższą kwotę.

Prawodawca zdecydował się ukrócić jeszcze jedną praktykę „oszukiwania” organów administracji przez kandydatów na kierowców z utraconymi uprawnieniami. W ustawie o kierujących pojazdami, dodano przepis, zgodnie z którym prawo jazdy jest wydawane osobie, która uprzedzona o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy oświadcza, że nie został orzeczony w stosunku do niej, prawomocnym wyrokiem sądu, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, nie ma zatrzymanego prawa jazdy ani pozwolenia na kierowanie tramwajem ani nie ma cofniętego uprawnienia do kierowania pojazdami.

Kategoria B1 jako odpowiedź na zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych

File:Chatenet Baroocer.jpgWymierzanie przez sądy zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych stało się tak powszechne, że niczym eliksir młodości poszukiwany jest nań środek zaradczy. Pewnymi rozwiązaniami są warunkowe umorzenie postępowania, blokada alkoholowa, czy skrócenie zakazu. Środki te wiążą się z krótszym, ale nadal jednak wiążącym przez pewien okres obostrzeniem prowadzenia samochodów.

Od niedawna w praktyce orzeczniczej pojawił się nowy sposób na zakaz, co prawda nadal nie idealny, ale ciekawy i warty co najmniej rozważenia. Chodzi o wyłączenie z ograniczenia kategorii B1. Innymi słowy, sąd orzeka zakaz na wszystkie kategorie prawa jazdy oprócz B1. Walcząc o to w sądzie, trzeba wykazać nieco inicjatywy i forsować to rozwiązanie w wyroku.

Dla przypomnienia, B1 uprawnia do prowadzenia czterokołowców, czterokołowców lekkich (quadów) oraz motorowerów. Skupmy się na czterokołowcach, bo one są tu najważniejsze.

Czterokołowiec to pojazd samochodowy przeznaczony do przewozu osób lub ładunków, z wyłączeniem samochodu osobowego, ciężarowego i motocykla, którego masa własna nie przekracza w przypadku przewozu rzeczy 550 kg, a w przypadku przewozu osób 400 kg. Ograniczenie gabarytowe powoduje, że pojazd nie jest bezpieczny i w testach zderzeniowych wypada blado. Ograniczenie bezpieczeństwa powoduje, że kierujący czterokołowcem lub osoba nim przewożona są obowiązani używać kasków ochronnych, chyba że pojazd fabrycznie został wyposażony w nadwozie zamknięte i pasy bezpieczeństwa. Nie zapominajmy, że tak mały samochód ma dużo zalet w poruszaniu się po zatłoczonych miastach.

Jednakże czterokołowiec wcale nie jest żółwiem. Stosownie do właściwego rozporządzenia, z technicznego puntu widzenia, musi poruszać się co najmniej 60 km/h. Z drugiej strony, z administracyjnego punktu widzenia, maksymalna prędkością dla „mikorauta” będzie 100 km/h. Więcej pojechać nie można, a to przez wzgląd na zabronioną jazdę nimi po autostradzie i drodze ekspresowej. Tylko uwaga. Jeśli w aucie znajduje się dziecko do lat 7, to dopuszczalna prędkość pojazdu to 40 km/h.

Na końcu pomówmy o cenie. A ta może negatywnie zaskoczyć. Nowe czterokołowce mogą kosztować tyle co dobrze wyposażone nowe pojazdy średniej klasy. Cóż, rynek tych aut nie jest duży, więc prawa rynku nie służą konsumentom. Zawsze za to można skorzystać z rynku wtórnego. Na popularnej internetowej giełdzie pojazdów, można znaleźć naprawdę sporo ofert czterokołowca po atrakcyjnej cenie, zwłaszcza jeśli potrzeba jego zakupu powstała nagle, np. po wydaniu wyroku.