Pojazdy autonomiczne na naszych drogach

Pojazdy autonomiczne na naszych drogach

Prawo o ruchu drogowym jest jednym z najczęściej modyfikowanych aktów prawnych w naszym systemie prawnym. Praktycznie nie ma miesiąca, by ustawodawca w nim nie „majstrował”. Większość zmian okazuje się nie aż tak istotna dla uczestników ruchu, dotyczy np. spraw organizacyjnych organów publicznych. W bieżącym roku weszły w życie dwie regulacje, które warto odnotować.

Na początku powiedzmy o pojazdach autonomicznych. W Stanach Zjednoczonych trwa szał na ich testowanie, a różne wielkie firmy, w tym Tesla i Google (a zatem nie tylko koncerny samochodowe) prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych prototypach. Pojazdy bezzałogowe to (dalsza/bliższa?) przyszłość, a nasz rząd zdecydował się iść z duchem czasu i już teraz podniósł szlaban grodzący dostęp do dróg dla tych automobili. Dostęp na ten moment ograniczony. Prowadzenie prac badawczych nad pojazdami umożliwiającymi ruch bez ingerencji człowieka wymaga administracyjnego zezwolenia i może odbywać ściśle określonych miejscach. Sam jestem ciekaw, jakim zainteresowaniem cieszyć się będzie ta nowinka prawna w praktyce. Być może znikomym, ale w tym przypadku lepiej wprowadzić to za wcześnie, niż za późno.

W czerwcu z kolei wszedł w życie przepis aktualizujący sytuacje, gdy mundurowy może zatrzymać nam dowód rejestracyjny. Rozróżniono przypadki pojazdów zarejestrowanych w Polsce i zagranicą, te ostatnie obejmując surowszymi wymaganiami. W przypadku polskich pojazdów, dowód rejestracyjny nie zostanie już zatrzymany z powodu braku dokumentu OC.

Strefa czystego transportu, o co chodzi?

Strefa czystego transportu, o co chodzi?

W bieżącym miesiącu wprowadzono do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych nowe znaki informacyjne, które wkrótce możemy zobaczyć na naszych drogach. Są to: D-54 „strefa czystego transportu” oraz D-55 „koniec strefy czystego transportu”. Brzmią enigmatycznie, na pozór osobliwie, wiążą się z zachodzącymi (w jakimś zakresie) „ekologicznymi” zmianami społeczno-prawnymi. Warto o tym trochę napisać, gdyż te – na pierwszy rzut oka – drobne nowości, z czasem mogą okazać się powszechnym trendem, który nie sposób będzie banalizować.

Oba znaki drogowe wskazują na wjazd do i wyjazd ze strefy czystego transportu. Strefa czystego transportu została uregulowana w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych, również wprowadzonej w tym roku. Przewiduje ona utworzenie obszarów, w których mogą poruszać się wyłącznie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem albo gazem ziemnym. Wyjątki zostały przewidziane dla różnego rodzaju służb publicznych, mieszkańców strefy oraz autobusów szkolnych i zeroemisyjnych. Dalsze wyjątki mogą uchwalić miejscowe władze gminne. Za wjazd na strefę mogą być pobierane opłaty.

Za strefy czystego transportu odpowiedzialne są gminy, które mogą je utworzyć w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi i środowisko w związku z emisją zanieczyszczeń. Takie ekologiczne zony mogą jednak powstać, tylko we wspólnotach liczących powyżej 100 000 mieszkańców, na terenie zwartej, intensywnej zabudowy śródmiejskiej.

Wraz z administracyjnymi zmianami na naszych drogach, ustawodawca – dla kierowców, niechcących się im podporządkować – przewidział nowe wykroczenie (art. 96c k.w.), które stanowi o mandacie 500 zł za nieprzestrzeganie ograniczeń w dostępie do strefy czystego transportu.

Wyprzedzanie na bocznicy kolejowej

Wyprzedzanie na bocznicy kolejowej

Tory torom nierówne, a ich status może rzutować na rozstrzygnięcie postępowania sądowego. Przekonał się o tym mój klient, któremu przytrafiła się z pozoru błaha kolizja, początkowo zakwalifikowana jako wykroczenie z jego winy mojego. Finalnie, jednak klient mógł cieszyć się z wygranej sprawy odszkodowawczej.

Kolizja drogowa polegała na tym, że kierujący pojazdem osobowym (mój klient) podczas manewru wyprzedzania, zderzył się z wyprzedzanym pojazdem ciężarowym. Kierowca ciężarówki w trakcie bycia wyprzedzanym, sam rozpoczął manewr skrętu w lewo na posesję prywatną i de facto zajechał osobówce drogę. Uczestnikom zdarzenia nic się nie stało, jedynie osobówka miała wgnieciony przód. Na miejsce przyjechała Policja i ukarała mojego klienta mandatem. Uznała, że manewr wyprzedzania miał miejsce na przecinających drogę torach, które uznano za przejazd kolejowy.

Mandat został przyjęty, ale klient poczuł się pokrzywdzony tym, że prowadzący ciężarówkę też był winnym zdarzenia, a mandatu nie dostał. Taki obrót sprawy, umniejszał szansę na otrzymanie odszkodowania za uszkodzenie maski z polisy OC drugiego uczestnika kolizji drogowej.

Analiza miejsca zdarzenia, pozwoliła na diametralnie odmienne wnioski niż wyciągnięte przez funkcjonariusza Policji. Klient został ukarany mandatem niesłusznie. Manewr wyprzedzania miał miejsce na bocznicy kolejowej, a nie przejeździe kolejowym. Na miejscu zdarzenia stał znak ostrzegawczy A-30 wraz z tabliczką do znaku T-10. Zgodnie z § 11 ust. 1 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych: Znak A-30 „inne niebezpieczeństwo” ostrzega o niebezpieczeństwie innego rodzaju niż określone pozostałymi znakami ostrzegawczymi. Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka wskazuje rodzaj niebezpieczeństwa za pomocą symbolu lub napisu. Zgodnie z § 11 ust. 2 pkt 2: Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka T-10 wskazuje przecięcie drogi z bocznicą kolejową lub torem o podobnym charakterze. W miejscu tak oznakowanym, ruch na drodze jest wstrzymywany przez pracownika kolei podczas przejeżdżania (przetaczania) pociągu. Policja zatem błędnie zakwalifikowała niepenalizowane wyprzedzanie na bocznicy jako niedozwolony manewr na przejeździe kolejowym, a czego zabrania art. 28 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przejazd kolejowy sygnalizowany jest znakami: ostrzegawczymi „przejazd kolejowy z zaporami” (A-9); „przejazd kolejowy bez zapór” (A-10); zakazu „STOP” (B-20); znakami dodatkowymi w postaci trzech słupków wskazujących stopniowe (3/3, 2/3 i 1/3 odległości) zbliżanie się do określonego miejsca, umieszczonych zarówno po prawej, jak i po lewej stronie jezdni w równych odstępach (150, 100 i 50 m) od przejazdu (G-1a-G-1f); sieć pod napięciem” (G-2) oraz „krzyż św. Andrzeja…” (G-3 i G-4); „stój – rogatka uszkodzona” (B-32). Tymczasem bocznica nie stanowi linii kolejowej, bowiem zgodnie z art. 4 pkt 10 ustawy o transporcie kolejowym, bocznica kolejowa to droga kolejowa połączona z linią kolejową i służąca do wykonywania załadunku i wyładunku wagonów lub wykonywania czynności utrzymaniowych pojazdów kolejowych lub postoju pojazdów kolejowych oraz przemieszczania i włączania pojazdów kolejowych do ruchu po sieci kolejowej.

Z taką analizą, droga do otrzymania rekompensaty była w pełni otwarta. Klient wygrał sprawę odszkodowawczą w całości. Nie mogło być tez mowy o jakimkolwiek przyczynieniu, bo choć kierujący osobówką mandat otrzymał, to nie jest on wiążący dla jakiegokolwiek innego postępowania.

Tachograf a przewóz osób do 50 km

Tachograf a przewóz osób do 50 km

W ostatnim czasie popularnym stały się artykuły przestrzegające przed jazdą rowerem z dzieckiem do lat 10 po ścieżce rowerowej. Za to uchybienie rodzice małych rowerzystów mieli otrzymywać od straży miejskiej mandat w wysokości 50 zł. W publikacjach, pojawiających się również w wiodących mediach, wypowiadali się funkcjonariusze policji – którzy przekonywali, że przepisy są jasne i precyzyjne – a nawet prawnicy, którzy prawidłowo przytaczali przepisy dotyczące praw i obowiązków rowerzystów i pieszych na drogach publicznych. Czytelnicy tych artykułów nie przeczytają jednak o podstawach nakładania sankcji na rodziców dzieci do lat 10, które jeżdżą rowerkiem po drodze rowerowej. Tymczasem podstawy ukarania rodziców nie są ani jasne ani precyzyjne. A sam fakt, że rodzicom są nakładane mandaty, może bulwersować, bo wymyka się intuicyjnie postrzeganemu obowiązkowi zapewnienia potrzeb społecznych, które państwo realizuje budując całe sieci dróg rowerowych oraz założeniu o racjonalnym ustawodawcy.

Będąc precyzyjnym, w artykule odnosimy się wyłącznie do samego faktu jazdy po drodze dla rowerów przez małoletniego w towarzystwie rodziców. Nie mówimy o sytuacjach skrajnych, w których dochodzi do powstania realnego niebezpieczeństwa na drodze albo szkody. W nich bezspornie powstaje ewentualna odpowiedzialność cywilna rodziców jako opiekunów prawnych dziecka, a w niektórych przypadkach może dojść do odpowiedzialności karnej lub wykroczeniowej.

Źródło opisywanego zamieszania znajduje się w ustawowej definicji pieszego oraz obowiązkach pieszych, które w zakresie małoletniego do lat 10 nie są do końca spójne i wyczerpująco uregulowane. Co do zasady, pieszym jest osoba znajdująca się poza pojazdem na drodze i niewykonującą na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami. Ale za pieszego uważa się również osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower, motorower, motocykl, hulajnogę elektryczną, urządzenie transportu osobistego, urządzenie wspomagające ruch, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także dziecko w wieku do 10 lat kierujące rowerem pod opieką osoby dorosłej. Innymi słowy, takie dziecko ściśle pieszym nie jest, ale prawnie traktuje się go jak pieszego, czyli stosuje się do niego prawa i obowiązki pieszego. W podanej definicji już znajdziemy pierwszą pułapkę – kierowaniu rowerem „pod opieką osoby dorosłej”. Osoby dorosłej, która przecież pieszym nie jest. Definicja zatem ma zastosowanie do hybrydowej sytuacji, w której uczestniczą wspólnie osoba traktowana jako pieszy z „rowerzystą”[1], dla których, z drobnymi wyjątkami, obowiązują odrębne prawa i obowiązki. Z dzisiejszej perspektywy widoczny jest brak szczegółowego uregulowania tej hybrydowej sytuacji, którą można zaobserwować jako bardzo popularną formę spędzania wolnego czasu zwłaszcza w okresie wiosennoletnim. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że prawo drogowe powstało 30 lat temu, w czasach innej infrastruktury, innych stosunków społecznych, innej percepcji potrzeb oraz innej świadomości prawnej. Stąd też w ustawie o ruchu drogowym, więcej przeczytamy o kolumnie pieszych na drogach, ruchu zwierząt przez ulice czy kuligu. Stąd też w niedalekiej przeszłości, doszło do głośnej nowelizacji prawa drogowego poprzez uwzględnienie w nim nieznanych uprzednio alternatywnych środków transportu jak hulajnoga elektryczna. Przeto dla zapewnienia jasności i precyzji przepisów oraz realizacji potrzeb społecznych, należałoby poszerzyć status prawny rowerzystów, skupiając się na oddziaływaniu norm prawnych z perspektywy wspólnej jazdy nie tylko rodzin z dziećmi, ale w ogóle grup rowerzystów z udziałem małoletnich. A przecież mówiąc o ruchu rowerowym, nie tylko myślimy o ogromnej jego popularności, ale także czynnikach proekologicznych oraz prozdrowotnych.

Wracając do drobnych wyjątków, o którym wspomnieliśmy, że mają zastosowanie do sytuacji poruszania się rowerzysty dorosłego z małoletnim do lat 10, to mowa o dwóch przypadkach. Po pierwsze dorosły rowerzysta może korzystać z drogi dla pieszych, gdy opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem. Po drugie, kierujący rowerem może jechać lewą stroną jezdni, czyli tak jak pieszy, jeżeli opiekuje się on osobą kierującą rowerem w wieku do lat 10. Przepisy te, stanowią kolejną pułapkę, rozszerzają jedynie uprawnienia dorosłych rowerzystów, ale warto zwrócić uwagę, że ponownie nie wychodzą z założenia, że powinny regulować sytuację wszystkich uczestników przejażdżki i wcale nie musi chodzić o dzieci do lat 10. Przepis może okazać się uciążliwy w praktyce, jeśli rowerami chciałaby się przejechać grupa osób z udziałem kilkulatka. Takie podróże, chociażby z przyjaciółmi, sąsiadami, czy dalszą rodziną zdarzają się coraz częściej. Czy wszystkie osoby powyżej 10 roku życia możemy uznać za opiekujące się najmłodszymi, co pozwalałoby na łączne przemierzanie wszystkich tras? Czy część z tych osób narażałaby się na mandaty za naruszenie nakazów i zakazów dla każdego z nich inaczej obowiązujące? Niewątpliwie mamy do czynienia z paradoksem, tak jak i sytuacją, w której bezwarunkowo zabraniamy dzieciom jazdy po ścieżce rowerowej. Tymczasem paradoksów racjonalny ustawodawca, jak wiemy, nie toleruje.

Można się zgodzić, że literalnie przepisy prawa drogowego zabraniają poruszania się rowerem osobom do 10 roku życia po drodze dla rowerów. Ale czy na pewno przepisy przewidują za naruszenie tego obowiązku jakąś sankcję. Tu można mieć wątpliwości. Z całą pewnością za to nie można powiedzieć, że przepisy są w tym zakresie jasne i precyzyjne. Nie ma przepisu, mówiącego wprost, że rodzic, czy inna dorosła osoba popełnia wykroczenie pod groźbą grzywny za poprowadzenie takiego dziecka na drogę dla rowerów. Tymczasem już naczelna, konstytucyjna zasada powiada, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Przechodząc do kodeksu wykroczeń, bo póki co głośno było jedynie o wystawianiu mandatów rodzicom, to większości za konstytucją powtarza: „Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 złotych lub nagany”. Pomińmy, na potrzeby artykułu, niemniej ważkie rozważania, czy ośmiolatek na rowerze na ścieżce rowerowej stanowi społecznie szkodliwe zjawisko. Prymarnym pozostaje, czy takiego zachowania zabrania jakikolwiek przepis pod groźbą kary oraz do kogo dany przepis jest zaadresowany?

Zwróćmy uwagę, że funkcjonariusze organów porządku publicznego, jak nie mają konkretnej podstawy prawnej do nałożenia mandatu za uchybienie przepisom drogowym, stosują art. 97 kodeksu wykroczeń, który mówi: Uczestnik ruchu lub inna osoba znajdująca się na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie, podlega karze grzywny do 3000 złotych albo karze nagany. Przepis ten jednak nie może mieć zastosowania w opisywanej sytuacji, bo może obejmować jedynie zachowanie dziecka, jako osoby wykraczającej przeciwko przepisom, a nie dorosłego, który ma prawo znajdować się na ścieżce. Prawo drogowe wprost nie zobowiązuje dorosłego do powstrzymywania dziecka przed określonym zachowaniem, a przepis wykroczenia dotyczy li tylko prawa drogowego. Tymczasem ogólna zasada kodeksu głosi, że ustawie odpowiada ten, kto popełnia czyn zabroniony po ukończeniu lat 17 lat. Zatem co zrozumiałem, dziecka ukarać nie wolno.

Szerokorozumiane prawo karne pozwala jednak przypisać innej osobie odpowiedzialność za czyn popełniony przez osobę, w stosunku do której posiada się określone obowiązki. Pod jednym wszakże warunkiem, taka sytuacja musi być wprost w ustawie uregulowana. Takim przykładem służy art. 89 kodeksu wykroczeń: kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7, dopuszcza do przebywania małoletniego na drodze publicznej lub na torach pojazdu szynowego, podlega karze grzywny albo karze nagany. Oczywiście przepis ten nie ma zastosowania do omawianej przez nas sytuacji, ale podpowiada jakiej treści powinien mieć ten, za który dorośli mogą dostać mandat.

Tak naprawdę istnieją tylko dwa przepisy wykroczeniowe, które można analizować pod kątem zastosowania w stosunku do rodziców lub opiekunów kilkulatka, z którym podróżowało się po drodze dla rowerów, to jest art. 105 i art. 106 kodeksu wykroczeń. Pierwszy pozwala na ukaranie dorosłego za to, że przez rażące naruszenie obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej dopuszcza do popełnienia przez nieletniego czynu zabronionego przez ustawę jako przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie lub wykroczenie skarbowe i wskazującego na demoralizację nieletniego. Łatwo można wyłapać jednak, że przepis mówi o rażącym naruszeniu obowiązków oraz o demoralizacji nieletniego. O ile ocenę stopnia naruszenia obowiązków należy dostosować do okoliczności danej sytuacji, o tyle demoralizacja nieletnich dotyczy osób powyżej 10 roku życia, a zatem nie małoletnich rowerzystów, którym prawo drogowe nadaje uważa za pieszych. Drugi z artykułów stanowi, że kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany. Abstrahując od faktu, że przepis dotyczy tylko małoletnich do lat siedmiu oraz że dla zastosowania w omawianym przypadku, wymagałby przyjęcia karkołomnego założenia o bezwzględnie niebezpiecznym zjawisku jakim byłoby przebywanie na drodze dla rowerów, to naczelna zasada lex specialis wyklucza jego zastosowanie z uwagi na uregulowanie w Rozdziale XI kodeksu wykroczeń (Wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji) wyżej wspomnianego art. 89 k.w.

Podsumowując, analiza poszczególnych przepisów wykroczeniowych za domniemane nielegalne dopuszczenie małoletniego dziecka do ruchu na drodze dla rowerów, pozwala na negatywną odpowiedź na pytanie zadane w temacie. Nie to jest jednak najważniejsze w tym artykule. Chcielibyśmy, by był on jednym z głosów popierających zmiany w prawie drogowym, dostosowujące je do powszechnie widocznego trendu jakim jest trwający od lat dynamiczny wzrost zainteresowania tym środkiem lokomocji. Postulujemy te zmiany przede wszystkim dla zapewnienia potrzeb i bezpieczeństwa rodzin, również bezpieczeństwa prawnego. Dzieci uwielbiają jeździć rowerami, a dorośli chcą swobodnie jeździć rowerami z dziećmi. Ta swoboda obecnie niepotrzebnie jest ograniczona.

———-

[1] W prawie drogowym nie ma definicji rowerzysty, choć pojęcie to występuje na przemian z kierującym rowerem.

Czy trzeba serwisować auto w ASO, aby zachować uprawnienia z gwarancji?

Czy trzeba serwisować auto w ASO, aby zachować uprawnienia z gwarancji?

Niedawno z zapytaniem zwrócił się do nas nasz długoletni już klient prowadzący pod Poznaniem warsztat samochodowy. Właściciel warsztatu nabył nowe auto znanej marki. Przy zakupie jak zazwyczaj w przypadku nabywania nowego sprzętu wręczono mu także kwartę gwarancyjną, z opcją przewidującą przedłużenie gwarancji nawet na 5 lat po dacie zakupu auta.

Warunkiem jednak zachowania prawa przewidzianego w karcie gwarancyjnej było korzystanie z usług autoryzowanej stacji naprawczej, dedykowanej dla marki zakupionego pojazdu. Nie trzeba dodatkowo pisać, iż usługi autoryzowanego przedstawiciela danej marki (ASO) są odpowiednio dużo droższe, a w przypadku mojego klienta prowadzącego przecież samemu warsztat samochodowy wręcz zbędne.

Skoro właściciel auta sam prowadzi warsztat, i to profesjonalny, a nie tzw. garażowy, to wszystkie konieczne czynności serwisowe jest w stanie wykonać własnym sumptem nie zasilając przy tym budżetu koncernu samochodowego.

Pytanie, z jakim się do mnie zwrócił dotyczyło zasłyszanej wiedzy, iż zgodnie z przepisami faktycznie nie ma obowiązku serwisowania auta w ASO i wystarczy aby sam sobie podbił książkę serwisową, aby zachować prawa z gwarancji.

Rzeczywiście właściciel warsztatu miał tutaj rację.

Unia Europejska, której członkiem już od lat kilkunastu jesteśmy, w takich praktykach producentów pojazdów dostrzegła ograniczenia konkurencji rynkowej. Koncerny samochodowe poprzez wprowadzenie bardzo długiej gwarancji – ale ściśle związanej z serwisowaniem tylko w konkretnych warsztatach ASO praktycznie na wiele lat odciągnąłby klientów od warsztatów samochodowych prowadzących działalność konkurencyjną.

Tak więc niemodna i niesexy ostatnimi czasu Unia na podstawie art. 101 Traktatu wydała Rozporządzenia UE nr 461/2010, z którego treścią można zapoznać się pod tym Linkiem

Sama treść tych przepisów nie daje konkretnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Niemniej jednak w ślad za rozporządzeniem unijnym poszły i wytyczne.

Gdzie w jednej z wytycznych uznaje się, iż  nadużyciem gwarancji jest:

69.

Jakościowe porozumienia dotyczące dystrybucji mogą również wejść w zakres stosowania art. 53 ust. 1, jeśli dostawca i członkowie sieci autoryzowanych warsztatów otwarcie lub w sposób domniemany starają się ograniczać wykonywanie napraw pewnych kategorii pojazdów silnikowych do członków sieci autoryzowanych warsztatów. Takie sytuacje mogą mieć miejsce np. poprzez uzależnianie prawnych lub przedłużonych gwarancji producenta wobec nabywcy od tego, czy użytkownik ostateczny zleci przeprowadzanie wszystkich napraw i konserwacji, również tych nieobjętych gwarancją, jedynie autoryzowanym warsztatom w ramach sieci. To samo odnosi się do warunków gwarancji wymagających użycia części zamiennych marki producenta w odniesieniu do wymiany części nieobjętych warunkami gwarancji. Wątpliwe wydaje się, aby porozumienia dotyczące dystrybucji selektywnej wprowadzające tego typu praktyki mogły przynieść konsumentom korzyści, które uzasadniałyby objęcie takich porozumień wyjątkiem przewidzianym w art. 53 ust. 3. Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

Podsumowując gwarancja nie ma prawa uzależniać jej obowiązywania od faktu serwisowania w ASO przy czym jest tu jedno małe ale. .

Istotne zatem jest tu zdanie ostatnie wytycznej: Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

W skrócie należałoby przyjąć, iż faktycznie uzależnienie serwisowania poza autoryzowaną stacją obsługi może być uznane za naruszające Rozporządzenie przy czym jeżeli gwarant wykaże następnie, iż serwisowanie auto było źle serwisowane co w konsekwencji spowodowało powstanie wady, to wówczas może odmówić uznania swojej odpowiedzialności gwarancyjnej.

Wpis dzięki uprzejmości mecenas Emilii Jackowskiej z bloga samochód z wadami.

Podsumowanie 2017 roku

Podsumowanie 2017 roku

Minął kolejny rok aktywności na blogu prawokierowcy.pl. Naturalna jest więc okazja, by rozliczyć się z twórczości ostanich 12 miesięcy i ocenić jej skuteczność.

Tematyka bloga staje się coraz bardziej różnorodna. Wynika to z licznych zapytań, próśb o porady, które płyną z całej Polski (także od Polaków zza granicy oraz przybyłych zwłaszcza zza Bugu i Sanu wschodniej granicy obcokrajowców). W ostatnim czasie nieco więcej uwagi skupiliśmy na wypadkach. Dotąd opublikowano 82 wpisy (z czego ponad  w 2017), ostatni poświęcony warunkowemu umorzeniu postępowania karnego w związku z jazdą na podówjnym gazie.

W zeszłym roku blog odwiedziło ponad 43 tys. osób, co przełożyło się na 67 tys. wyświetleń. Liczba ta trzykrotnie przewyższyła wyniki z wcześniejszych 12 miesięcy. Dziennie odwiedza nas kilkaset osób, a rekord zanotowano 18 października  2017. Odnotowaliśmy wówczas 981 wyświetleń (861 odwiedzających). Niezmiennie najpopularniejszym wpisem pozostaje – opublikowany jeszcze w 2016 – Co grozi za jazdę bez prawka, bez uprawnień lub mimo zakazuJak się bronić przed karą za niewskazanie osoby, której powierzono kluczyki do auta. Każdego miesiąca czyta go ponad tysiąc osób.  Popularność strony ciągle rośnie. Oczywiście  najwięcej wyświetleń bloga pochodzi z Polski (ok. 94 %). Pozostała część to przede wszystkim państwa, gdzie mieszkają „Polonusi”, czy też nasi emigranci zarobkowi. Zdarzali się także Czytelnicy z egzotycznych krajów ze wszystkich kontynentów.

Zainteresowanie publikowaną tematyką nie słabnie. Przeciwnie, stale rosnące zainteresowanie blogiem spowodowało, że zdecydowaliśmy się nie ograniczać naszej aktywności tylko do tego miejsca. Idąc z duchem czasu i za potrzebami Czytelników, poszerzyliśmy naszą inicjatywę wsparcia  świadomości prawnej kierowców i innych użytkowników dróg. Uruchomiliśmy na facebooku funpage bloga, gdzie poza wpisami z bloga, umieszczamy również istotne newsy z internetu. Ponadto, założyliśmy także grupę: Prawo Kierowcy – porady prawne dla kierowców, ruch drogowy, odszkodowania. Grupa ta stanowi forum. Osoby mające różnego rodzaju problemy czy pytania, mogą liczyć na pomoc od innych członków grupy. Forum to dynamicznie się rozwija i skupia już ponad 9000 członków. Serdecznie zapraszamy do zainteresowania się naszymi nowymi koncepcjami.

Przypominam również, że autor bloga udzielał się także na innych blogach prawniczych, które można zobaczyć w zakładce Polecane blogi.

Na zakończenie, chcielibyśmy podziękować Wam drodzy Czytelnicy za zainteresowanie, które wyraża się również w licznych mailach od Was oraz komentarzach na blogu.