Strefa czystego transportu, o co chodzi?

Bez tytułuW bieżącym miesiącu wprowadzono do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych nowe znaki informacyjne, które wkrótce możemy zobaczyć na naszych drogach. Są to: D-54 „strefa czystego transportu” oraz D-55 „koniec strefy czystego transportu”. Brzmią enigmatycznie, na pozór osobliwie, wiążą się z zachodzącymi (w jakimś zakresie) „ekologicznymi” zmianami społeczno-prawnymi. Warto o tym trochę napisać, gdyż te – na pierwszy rzut oka – drobne nowości, z czasem mogą okazać się powszechnym trendem, który nie sposób będzie banalizować.

Oba znaki drogowe wskazują na wjazd do i wyjazd ze strefy czystego transportu. Strefa czystego transportu została uregulowana w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych, również wprowadzonej w tym roku. Przewiduje ona utworzenie obszarów, w których mogą poruszać się wyłącznie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem albo gazem ziemnym. Wyjątki zostały przewidziane dla różnego rodzaju służb publicznych, mieszkańców strefy oraz autobusów szkolnych i zeroemisyjnych. Dalsze wyjątki mogą uchwalić miejscowe władze gminne. Za wjazd na strefę mogą być pobierane opłaty.

Za strefy czystego transportu odpowiedzialne są gminy, które mogą je utworzyć w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi i środowisko w związku z emisją zanieczyszczeń. Takie ekologiczne zony mogą jednak powstać, tylko we wspólnotach liczących powyżej 100 000 mieszkańców, na terenie zwartej, intensywnej zabudowy śródmiejskiej.

Wraz z administracyjnymi zmianami na naszych drogach, ustawodawca – dla kierowców, niechcących się im podporządkować – przewidział nowe wykroczenie (art. 96c k.w.), które stanowi o mandacie 500 zł za nieprzestrzeganie ograniczeń w dostępie do strefy czystego transportu.

Reklamy