Koniec „kancelarii” odszkodowawczych?

File:200701 sejm z okien budynku administracyjnego 2.jpg

Autor: VaGla

Dzisiejszy wpis, poświęcam wątkowi, o którym od jakiegoś czasu robi się coraz głośniej. Chodzi o działalność tzw. kancelarii odszkodowawczych, które na potęgę (albo w mniejszym zakresie) skupują wierzytelności, którymi są niepokryte w całości przez ubezpieczycieli odszkodowania. Od wielu lat mówi się, że należy ten rynek uregulować prawnie. Rynek to właściwe słowo, bo powstały i od wielu lat działają prawdziwi giganci – firmy, które obracają rocznie wieloma milionami z tytułu odszkodowań, posiadające flotę agentów, wyszukujących w społeczeństwie osoby, które były poszkodowane w wyniku różnego rodzaju zdarzenia. Jest jeszcze wiele mniejszych firm odszkodowawczych, które starają się wszędzie, gdzie się da reklamować. Takie próby były również na stronach prawokierowcy.pl czy naszych grupach na facebook’u. Popularne stają się witryny internetowe, będące giełdami dla sprzedających wierzytelności.

Dzisiejszy wpis nie ma na celu oceny działalności wspomnianych podmiotów. Oczekiwana regulacja ustawowa sugeruje, że do działalności tej jest sporo zastrzeżeń, o charakterze podatkowym czy „profesjonalnym”. „Profesjonalnym”, bo firmy te przypominają zawody zaufania publicznego, z tą różnicą, że nie mi nie są, a ich funkcjonowanie nie jest niczym obwarowane, zwłaszcza co do obowiązków wynikłych z odpowiedzialności, za to, czym się zajmują.

Ze swego doświadczenia, powinienem jednak o jednej rzeczy powiedzieć. Jako pełnomocnik procesowy dostrzegam niebagatelny wpływ, jaki wywiera działalność firm odszkodowawczych na sądownictwo i tu – wydaje mi się – powstała sytuacja, która wymusiła zmiany w prawie. Po pierwsze, obrót wierzytelnościami spowodował, że ich nabywcy masowo inicjują procesy. Wydziały gospodarcze i cywilne po prostu zapchały się tymi sprawami, stały się mniej wydajne. Trzeba dłużej czekać na rozprawy, ale też na opinie biegłych sądowych, którzy w konsekwencji także mają więcej pracy i czas oczekiwań na wykonanie sporządzenie ekspertyzy rośnie. Sprawy, zwłaszcza w większych miastach trwają obecnie znacznie dłużej.

Przechodząc do zmian w prawie, zacytuję parę propozycji sejmowych:

  1. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych wymaga zachowania formy
    pisemnej pod rygorem nieważności.
  2. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych może określać wynagrodzenie doradcy w stosunku do kwoty uzyskanej na rzecz klienta, nie więcej niż 20% tej kwoty. (W praktyce spotykałem się z umowami na 50 % – DN).
  3. Jeżeli umowa określa wysokość wynagrodzenia w stosunku do kwoty uzyskanej na
    rzecz klienta na więcej niż 20% tej kwoty, klient nie jest obowiązany do zapłaty ceny
    wyższej, a doradca, który otrzymał cenę wyższą, obowiązany jest zwrócić klientowi pobraną różnicę.
  4. Wynagrodzenie doradcy z tytułu dochodzenia zwrotu kosztów leczenia lub renty musi być wyrażone jako oznaczona suma pieniężna i nie może być uzależnione od wyniku sprawy.
  5. W zakresie nieuregulowanym w ustawie do umowy o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu.
  6. Nie można przez czynność prawną przyznać doradcy, ani innej osobie działającej w imieniu lub na rzecz doradcy, uprawnienia do odbioru lub dysponowania świadczeniami z tytułu czynu niedozwolonego.
  7. Nie można przenieść wierzytelności z tytułu czynów niedozwolonych na doradcę lub osobę trzecią.
  8.  Zakazana jest akwizycja lub reklama usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, choćby połączona z akwizycją lub reklamą innych usług:
    1) bezpośrednia,
    2) skierowana do osoby oznaczonej indywidualnie lub
    3) prowadzona:
    a) w miejscach udzielania świadczeń zdrowotnych, w domach pogrzebowych, na
    cmentarzach, w budynkach użyteczności publicznej, w szczególności w budynkach
    administracji rządowej i administracji samorządu terytorialnego, w budynkach
    wojskowych, sądów i prokuratury oraz w budynku zamieszkania osoby
    poszkodowanej lub jej najbliższej rodziny, to jest małżonka, wstępnego, zstępnego,
    rodzeństwa lub osoby powinowatej w tym samym stopniu,
    b) na terenie bezpośrednio przyległym do miejsc wymienionych w lit a; za teren
    bezpośrednio przyległy uważa się obszar położony w odległości do 100 metrów od
    granicy nieruchomości, na której znajduje się miejsce wymienione w lit. a,
    c) w środkach transportu sanitarnego, środkach transportu służb państwowych oraz
    samorządowych.
    2. Umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych zawarta w wyniku akwizycji
    lub reklamy zakazanych na podstawie ust. 1 jest nieważna.
  9. Doradca jest obowiązany zawrzeć umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przy wykonywaniu działalności w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych.
  10. Jeżeli klient zawiera umowy o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych z doradcami powiązanymi w rozumieniu art. 25 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych lub art. 11 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych , suma wynagrodzeń tych doradców za dochodzenie roszczeń z jednego zdarzenia określona w stosunku do kwoty uzyskanej na rzecz klienta nie może być większa niż 20% tej kwoty.

Niewątpliwie, o ile omawiane zmiany zostaną wprowadzone, będzie to rewolucja dla firm odszkodowawczych. Dla wielu z nich schyłek, gdyż dostaną po kieszeni. Znając życie, część z nich postara się obejść przepisy, czy wykorzystać odmienne interpretacje. Ostateczny kształt ustawy też może ulec zmianie. Niemniej obecny rząd dba o to, by jak pojawi się jakaś luka, szybko ją załatać. W każdym razie, nad firmami odszkodowawczymi zbierają się czarne chmury.

Wyprzedzanie na bocznicy kolejowej

File:Woolston Railway Station 05.JPG

Aut: Matthew25187

Tory torom nierówne, a ich status może rzutować na rozstrzygnięcie postępowania sądowego. Przekonał się o tym mój klient, któremu przytrafiła się z pozoru błaha kolizja, początkowo zakwalifikowana jako wykroczenie z jego winy mojego. Finalnie, jednak klient mógł cieszyć się z wygranej sprawy odszkodowawczej.

Kolizja drogowa polegała na tym, że kierujący pojazdem osobowym (mój klient) podczas manewru wyprzedzania, zderzył się z wyprzedzanym pojazdem ciężarowym. Kierowca ciężarówki w trakcie bycia wyprzedzanym, sam rozpoczął manewr skrętu w lewo na posesję prywatną i de facto zajechał osobówce drogę. Uczestnikom zdarzenia nic się nie stało, jedynie osobówka miała wgnieciony przód. Na miejsce przyjechała Policja i ukarała mojego klienta mandatem. Uznała, że manewr wyprzedzania miał miejsce na przecinających drogę torach, które uznano za przejazd kolejowy.

Mandat został przyjęty, ale klient poczuł się pokrzywdzony tym, że prowadzący ciężarówkę też był winnym zdarzenia, a mandatu nie dostał. Taki obrót sprawy, umniejszał szansę na otrzymanie odszkodowania za uszkodzenie maski z polisy OC drugiego uczestnika kolizji drogowej.

Analiza miejsca zdarzenia, pozwoliła na diametralnie odmienne wnioski niż wyciągnięte przez funkcjonariusza Policji. Klient został ukarany mandatem niesłusznie. Manewr wyprzedzania miał miejsce na bocznicy kolejowej, a nie przejeździe kolejowym. Na miejscu zdarzenia stał znak ostrzegawczy A-30 wraz z tabliczką do znaku T-10. Zgodnie z § 11 ust. 1 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych: Znak A-30 „inne niebezpieczeństwo” ostrzega o niebezpieczeństwie innego rodzaju niż określone pozostałymi znakami ostrzegawczymi. Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka wskazuje rodzaj niebezpieczeństwa za pomocą symbolu lub napisu. Zgodnie z § 11 ust. 2 pkt 2: Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka T-10 wskazuje przecięcie drogi z bocznicą kolejową lub torem o podobnym charakterze. W miejscu tak oznakowanym, ruch na drodze jest wstrzymywany przez pracownika kolei podczas przejeżdżania (przetaczania) pociągu. Policja zatem błędnie zakwalifikowała niepenalizowane wyprzedzanie na bocznicy jako niedozwolony manewr na przejeździe kolejowym, a czego zabrania art. 28 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przejazd kolejowy sygnalizowany jest znakami: ostrzegawczymi „przejazd kolejowy z zaporami” (A-9); „przejazd kolejowy bez zapór” (A-10); zakazu „STOP” (B-20); znakami dodatkowymi w postaci trzech słupków wskazujących stopniowe (3/3, 2/3 i 1/3 odległości) zbliżanie się do określonego miejsca, umieszczonych zarówno po prawej, jak i po lewej stronie jezdni w równych odstępach (150, 100 i 50 m) od przejazdu (G-1a-G-1f); sieć pod napięciem” (G-2) oraz „krzyż św. Andrzeja…” (G-3 i G-4); „stój – rogatka uszkodzona” (B-32). Tymczasem bocznica nie stanowi linii kolejowej, bowiem zgodnie z art. 4 pkt 10 ustawy o transporcie kolejowym, bocznica kolejowa to droga kolejowa połączona z linią kolejową i służąca do wykonywania załadunku i wyładunku wagonów lub wykonywania czynności utrzymaniowych pojazdów kolejowych lub postoju pojazdów kolejowych oraz przemieszczania i włączania pojazdów kolejowych do ruchu po sieci kolejowej.

Z taką analizą, droga do otrzymania rekompensaty była w pełni otwarta. Klient wygrał sprawę odszkodowawczą w całości. Nie mogło być tez mowy o jakimkolwiek przyczynieniu, bo choć kierujący osobówką mandat otrzymał, to nie jest on wiążący dla jakiegokolwiek innego postępowania.

Czy trzeba serwisować auto w ASO, aby zachować uprawnienia z gwarancji?

File:Nyah West Automotive Repair Shop.JPG

Wikicommons

Niedawno z zapytaniem zwrócił się do nas nasz długoletni już klient prowadzący pod Poznaniem warsztat samochodowy. Właściciel warsztatu nabył nowe auto znanej marki. Przy zakupie jak zazwyczaj w przypadku nabywania nowego sprzętu wręczono mu także kwartę gwarancyjną, z opcją przewidującą przedłużenie gwarancji nawet na 5 lat po dacie zakupu auta.

Warunkiem jednak zachowania prawa przewidzianego w karcie gwarancyjnej było korzystanie z usług autoryzowanej stacji naprawczej, dedykowanej dla marki zakupionego pojazdu. Nie trzeba dodatkowo pisać, iż usługi autoryzowanego przedstawiciela danej marki (ASO) są odpowiednio dużo droższe, a w przypadku mojego klienta prowadzącego przecież samemu warsztat samochodowy wręcz zbędne.

Skoro właściciel auta sam prowadzi warsztat, i to profesjonalny, a nie tzw. garażowy, to wszystkie konieczne czynności serwisowe jest w stanie wykonać własnym sumptem nie zasilając przy tym budżetu koncernu samochodowego.

Pytanie, z jakim się do mnie zwrócił dotyczyło zasłyszanej wiedzy, iż zgodnie z przepisami faktycznie nie ma obowiązku serwisowania auta w ASO i wystarczy aby sam sobie podbił książkę serwisową, aby zachować prawa z gwarancji.

Rzeczywiście właściciel warsztatu miał tutaj rację.

Unia Europejska, której członkiem już od lat kilkunastu jesteśmy, w takich praktykach producentów pojazdów dostrzegła ograniczenia konkurencji rynkowej. Koncerny samochodowe poprzez wprowadzenie bardzo długiej gwarancji – ale ściśle związanej z serwisowaniem tylko w konkretnych warsztatach ASO praktycznie na wiele lat odciągnąłby klientów od warsztatów samochodowych prowadzących działalność konkurencyjną.

Tak więc niemodna i niesexy ostatnimi czasu Unia na podstawie art. 101 Traktatu wydała Rozporządzenia UE nr 461/2010, z którego treścią można zapoznać się pod tym Linkiem

Sama treść tych przepisów nie daje konkretnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Niemniej jednak w ślad za rozporządzeniem unijnym poszły i wytyczne.

Gdzie w jednej z wytycznych uznaje się, iż  nadużyciem gwarancji jest:

69.

Jakościowe porozumienia dotyczące dystrybucji mogą również wejść w zakres stosowania art. 53 ust. 1, jeśli dostawca i członkowie sieci autoryzowanych warsztatów otwarcie lub w sposób domniemany starają się ograniczać wykonywanie napraw pewnych kategorii pojazdów silnikowych do członków sieci autoryzowanych warsztatów. Takie sytuacje mogą mieć miejsce np. poprzez uzależnianie prawnych lub przedłużonych gwarancji producenta wobec nabywcy od tego, czy użytkownik ostateczny zleci przeprowadzanie wszystkich napraw i konserwacji, również tych nieobjętych gwarancją, jedynie autoryzowanym warsztatom w ramach sieci. To samo odnosi się do warunków gwarancji wymagających użycia części zamiennych marki producenta w odniesieniu do wymiany części nieobjętych warunkami gwarancji. Wątpliwe wydaje się, aby porozumienia dotyczące dystrybucji selektywnej wprowadzające tego typu praktyki mogły przynieść konsumentom korzyści, które uzasadniałyby objęcie takich porozumień wyjątkiem przewidzianym w art. 53 ust. 3. Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

Podsumowując gwarancja nie ma prawa uzależniać jej obowiązywania od faktu serwisowania w ASO przy czym jest tu jedno małe ale. .

Istotne zatem jest tu zdanie ostatnie wytycznej: Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

W skrócie należałoby przyjąć, iż faktycznie uzależnienie serwisowania poza autoryzowaną stacją obsługi może być uznane za naruszające Rozporządzenie przy czym jeżeli gwarant wykaże następnie, iż serwisowanie auto było źle serwisowane co w konsekwencji spowodowało powstanie wady, to wówczas może odmówić uznania swojej odpowiedzialności gwarancyjnej.

Wpis dzięki uprzejmości mecenas Emilii Jackowskiej z bloga samochód z wadami.