Lewe prawo jazdy z Ukrainy

Lesser Coat of Arms of Ukraine.svgHistoria uzyskiwania polskiego prawa jazdy na podstawie ukraińskich uprawnień wcale nie jest świeża i nie wiąże się z masowym przyjazdem społeczności napływowej ze wschodu. Przekonuje o tym przypadek z województwa lubelskiego z 2013 roku. Tamtejszy mieszkaniec chciał uzyskać polskie prawo jazdy na podstawie rzekomo posiadanego ukraińskiego dokumentu. Dokument ten okazał się fałszywy. Petent ani nigdy nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami z innego kraju ani nawet nigdy nie przekroczył granicy z Bugiem.

Poruszony przypadek zakończył się dla delikwenta skazaniem za przestępstwo wyłudzenia poświadczenia nieprawdy z art. 272 kodeksu karnego (Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech). Sąd wymierzył karę 1600 zł grzywny, zasądzając nadto koszty procesu w kwocie 530,75 zł (Sąd Rejonowy w Łukowie, II K 160/15).

Skazany miał „wyrobić” ukraińskie prawo jazdy w 2012. Skąd je miał? Nie powiedział. Istnieją przynajmniej trzy możliwości. Sam je sfabrykował. Zlecił komuś fałszerstwo. Uzyskał je od osoby – „pośrednika” – zajmującej się zdalnym załatwianiem prawka. Jeśli ten ostatni wariant jest prawdziwy, to praktyka oferowania załatwienia (nieprawdziwych) uprawnień zagranicą (na Ukrainie czy w Czechach) liczy już sobie troszkę lat.

Moi Czytelnicy, w dużej mierze z Wielkopolski, nieraz pytali o uzyskanie zagranicznych uprawnień. Głównie były to osoby, wobec których orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Źródłem pytań były głównie wpisy na różnych forach osób, które rzekomo takie zagraniczne prawko otrzymały albo parały się pośrednictwem.

Osoby, których nie przestał wiązać zakaz sądowy, w ogóle nie mogą kierować pojazdami, nawet posiadając uprawnienia wyrobione w odrębnym państwie. Osoby, których zakaz nie dotyczy, po uzyskaniu legalnego prawka zagranicą, o ile jest uznawane w Polsce, powinny mieć dokument wymieniony na polski. W każdym razie, zawsze warto skonsultować sprawę np. z adwokatem, żeby nie mieć potem problemów. W jednym z najbliższych wpisów szczegółowo opiszę zasady, jakie obowiązują przy otrzymaniu legalnego prawa jazdy na Ukrainie.

Reklamy

Przegląd zmian w prawie drogowym

bez tytułuW ostatnim czasie doszło do wielu istotnych zmian w prawie o ruchu drogowym. Większość z nich to drobne modyfikacje o charakterze administracyjnym. Są jednak nowości, o których warto wiedzieć.

Najważniejszą nowelizacją było bez wątpienia zniesienie obowiązku posiadania podczas kontroli dowodu rejestracyjnego (albo innego dokumentu stwierdzającego dopuszczenie pojazdu do ruchu) oraz kwitka potwierdzającego zawarcie umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC. Wyłączenie to nie dotyczy kierujących pojazdem zarejestrowanym za granicą.

Z dniem 1 stycznia 2019 poszerzono krąg podmiotów uprawnionych do kontroli pojazdów o inspektorów Inspekcji Ochrony Środowiska. Czynności inspektorów, względem policji zostały ograniczone m. in. do legitymowania uczestnika ruchu i wydawania mu wiążących poleceń co do sposobu korzystania z drogi lub używania pojazdu, weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów, wydawania poleceń kontrolowanemu uczestnikowi ruchu – co do sposobu jego zachowania, uniemożliwienia korzystania z pojazdu, którego stan techniczny, ładunek, masa lub nacisk osi zagrażają bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu, powodują uszkodzenie drogi albo naruszają wymagania ochrony środowiska, czy kontroli transportu odpadów.

Pozostałym organom kontrolującym ruch drogowy także dodano możliwość sprawdzania wymaganych dokumentów, oraz weryfikacji danych o pojeździe, w tym danych o dokumentach pojazdu w centralnej ewidencji pojazdów. Wiąże się to ze zniesieniem obowiązku posiadania potwierdzenia zawarcia polisy OC oraz dowodu rejestracyjnego. W gruncie rzeczy zmiana ta dla części kierowców może okazać się wysoce nieprzyjemna. Chodzi o osoby, które z jakiegoś powodu czasowo utraciły uprawnienia. Mowa przede wszystkim o tym, którym zatrzymano prawo jazdy (nie mylić z utratą uprawnień wskutek prawomocnego wyroku sądu albo ostatecznej decyzji administracyjnej). Dotąd takie osoby, decydując się na jazdę samochodem, w praktyce ryzykowały jedynie mandatem za brak posiadania dokumentu prawa jazdy, jeśli zadeklarowały, że je zapomniały. Grzywna taka to jedynie 50 zł. Obecnie organ kontrolny, może zweryfikować brak posiadania dokumentu i nałożyć mandat na dużo wyższą kwotę.

Prawodawca zdecydował się ukrócić jeszcze jedną praktykę „oszukiwania” organów administracji przez kandydatów na kierowców z utraconymi uprawnieniami. W ustawie o kierujących pojazdami, dodano przepis, zgodnie z którym prawo jazdy jest wydawane osobie, która uprzedzona o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy oświadcza, że nie został orzeczony w stosunku do niej, prawomocnym wyrokiem sądu, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, nie ma zatrzymanego prawa jazdy ani pozwolenia na kierowanie tramwajem ani nie ma cofniętego uprawnienia do kierowania pojazdami.

Ważna zmiana dotycząca wystawiania mandatów

File:Police man ganson.svg

Aut: Magister Mathematicae

15 listopada 2018 weszła w życie istotna nie tylko dla kierowców zmiana w kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia. Chodzi o art. 97 kodeksu. We wcześniejszym brzmieniu § 1 pkt 3 stwierdzał, że funkcjonariusz jest uprawniony do nałożenia grzywny w drodze mandatu karnego, gdy stwierdzi popełnienie wykroczenia za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu. Po zmianach artykuł ten przyznaje policjantom możliwość wystawienia mandatu w razie stwierdzenia wykroczenia, w tym w szczególności za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu.

Można zauważyć – jak to bywa w prawie – że zmiana brzmienia przepisu jest niewielka, a jednak różnica, jaka z niej wynika okazuje się kolosalna w ogromna w skutkach. Wyjaśniając, do tej pory policjant musiał być świadkiem wykroczenia, aby móc wystawić mandat. Jeśli policjant otrzymywał dowody na popełnienie wykroczenia od osoby trzeciej, aby wymierzyć mandat sprawa musiała trafić do sądu, nawet jeśli sprawca się przyznał. Nadto konieczne było odpowiednie przesłuchanie osoby zawiadamiającej, a także sprawcy wykroczenia.

W nowym przepisie przyrządy pomiarowe i urządzenia rejestrujące z których korzystają policjanci są tylko przykładowo wymienione jako możliwy sposób stwierdzenia popełnienia wykroczenia. Oznacza to, że od teraz przepis dotyczy innych wykroczeń. Zmiana przepisu sprowadza się więc do tego, że wystarczy że policjant stwierdzi popełnienie wykroczenia – niezależnie od tego, czy sam jest autorem takiego pomiaru/nagrania, czy też na przykład otrzymał nagranie na którym sprawca popełnia wykroczenie od osoby trzeciej. Innymi słowy, policjanci będą mogli wystawić mandat nie będąc obecnym na miejscu popełnienia wykroczenia, a mając jedynie wystarczające dowody od świadków takiego zachowania. Nie będzie już więc konieczności, aby kierować tego rodzaju sprawy do sądu – choć oczywiście w dalszym ciągu może zdarzyć się, że potrzebne będzie dodatkowe przesłuchanie osoby zgłaszającej wykroczenie. Przypadki te będą jednak ograniczone do sytuacji, w których świadek poda niepełne informacje co do zachowania sprawcy, miejsca, daty, czasu i danych osoby popełniającej wykroczenie.

Dodatkowo funkcjonariuszom przedłużono termin na przeprowadzenie czynności wyjaśniających i wystawienie mandatu – 60 dni od dnia ustalenia sprawcy wykroczenia. Należy jednak zaznaczyć, że sprawcy w dalszym ciągu przysługuje odmowa przyjęcia mandatu i w tym przypadku Policja nadal będzie zmuszona skierować się do sądu z wnioskiem o jego ukaranie.

Nie wiemy jeszcze, jak nowe przepisy zadziałają w praktyce, ciekawi nas jednak co Państwo sądzą o tego rodzaju usprawnieniach w działaniu Policji? Czy tego rodzaju zmiany sprawią, że będą Państwo chętniej zgłaszać wykroczenia, których są Państwo świadkiem? Czy Państwa zdaniem takie rozwiązanie przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa – na przykład na polskich drogach?

Aplikant adwokacki Joanna Kowal

Pojazdy autonomiczne na naszych drogach

File:Hyundai Ioniq Autonomous WAS 2017 1762.jpg

Author: Mariordo (Mario Roberto Durán Ortiz)

Prawo o ruchu drogowym jest jednym z najczęściej modyfikowanych aktów prawnych w naszym systemie prawnym. Praktycznie nie ma miesiąca, by ustawodawca w nim nie „majstrował”. Większość zmian okazuje się nie aż tak istotna dla uczestników ruchu, dotyczy np. spraw organizacyjnych organów publicznych. W bieżącym roku weszły w życie dwie regulacje, które warto odnotować.

Na początku powiedzmy o pojazdach autonomicznych. W Stanach Zjednoczonych trwa szał na ich testowanie, a różne wielkie firmy, w tym Tesla i Google (a zatem nie tylko koncerny samochodowe) prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych prototypach. Pojazdy bezzałogowe to (dalsza/bliższa?) przyszłość, a nasz rząd zdecydował się iść z duchem czasu i już teraz podniósł szlaban grodzący dostęp do dróg dla tych automobili. Dostęp na ten moment ograniczony. Prowadzenie prac badawczych nad pojazdami umożliwiającymi ruch bez ingerencji człowieka wymaga administracyjnego zezwolenia i może odbywać ściśle określonych miejscach. Sam jestem ciekaw, jakim zainteresowaniem cieszyć się będzie ta nowinka prawna w praktyce. Być może znikomym, ale w tym przypadku lepiej wprowadzić to za wcześnie, niż za późno.

W czerwcu z kolei wszedł w życie przepis aktualizujący sytuacje, gdy mundurowy może zatrzymać nam dowód rejestracyjny. Rozróżniono przypadki pojazdów zarejestrowanych w Polsce i zagranicą, te ostatnie obejmując surowszymi wymaganiami. W przypadku polskich pojazdów, dowód rejestracyjny nie zostanie już zatrzymany z powodu braku dokumentu OC.

Strefa czystego transportu, o co chodzi?

Bez tytułuW bieżącym miesiącu wprowadzono do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych nowe znaki informacyjne, które wkrótce możemy zobaczyć na naszych drogach. Są to: D-54 „strefa czystego transportu” oraz D-55 „koniec strefy czystego transportu”. Brzmią enigmatycznie, na pozór osobliwie, wiążą się z zachodzącymi (w jakimś zakresie) „ekologicznymi” zmianami społeczno-prawnymi. Warto o tym trochę napisać, gdyż te – na pierwszy rzut oka – drobne nowości, z czasem mogą okazać się powszechnym trendem, który nie sposób będzie banalizować.

Oba znaki drogowe wskazują na wjazd do i wyjazd ze strefy czystego transportu. Strefa czystego transportu została uregulowana w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych, również wprowadzonej w tym roku. Przewiduje ona utworzenie obszarów, w których mogą poruszać się wyłącznie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem albo gazem ziemnym. Wyjątki zostały przewidziane dla różnego rodzaju służb publicznych, mieszkańców strefy oraz autobusów szkolnych i zeroemisyjnych. Dalsze wyjątki mogą uchwalić miejscowe władze gminne. Za wjazd na strefę mogą być pobierane opłaty.

Za strefy czystego transportu odpowiedzialne są gminy, które mogą je utworzyć w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi i środowisko w związku z emisją zanieczyszczeń. Takie ekologiczne zony mogą jednak powstać, tylko we wspólnotach liczących powyżej 100 000 mieszkańców, na terenie zwartej, intensywnej zabudowy śródmiejskiej.

Wraz z administracyjnymi zmianami na naszych drogach, ustawodawca – dla kierowców, niechcących się im podporządkować – przewidział nowe wykroczenie (art. 96c k.w.), które stanowi o mandacie 500 zł za nieprzestrzeganie ograniczeń w dostępie do strefy czystego transportu.

Tachograf a przewóz osób do 50 km

Tachograafschijf voorkant.jpg

Dixie-commonswiki

Napisał do mnie Czytelnik bloga, który zapytał, czy wykonując tym samym busem, w tym samym dniu regularny przewóz osób na dwóch różnych trasach, po 40 km każda, musi mieć zainstalowany w pojeździe tachograf?

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 165/2014 w sprawie tachografów stosowanych w transporcie drogowym (…) pojazdy, m.in. o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony, wykorzystywane do przewozów drogowych, jeżeli przewóz osób odbywa się na linii regularnej, muszą być wyposażone w tachografy. Wyjątki przewidziane zostały w rozporządzeniu (WE) nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego (…). Zgodnie z art. 3 p. a Rozporządzenia nr 561/2006, przepisów nie stosuje się do pojazdów używanych do przewozu osób w ramach przewozów regularnych, których trasa nie przekracza 50 km.

Najwyraźniej Czytelnik nabrał wątpliwości, co do tego jak liczy się długość trasy … i słusznie. W omawianym przypadku, pojazd będzie musiał zostać wyposażony w tachograf, jeśli kierowca wykonuje po sobie obie trasy, których podział w gruncie rzeczy jest sztuczny. Rozdzielanie takich tras jest bowiem uważane za obejście przepisów.

Potwierdzenia powyższej oceny dostarcza orzecznictwo. Tytułem przykładu, w wyroku w sprawie II GSK 613/11, Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie wskazano, że powoływanie się przez skarżącą na dwa niezależne zezwolenia, z których każde obejmowało różną trasę, nie zmienia faktu, że przewóz pasażerów odbywał się w rzeczywistości w ramach jednej linii komunikacyjnej obsługiwanej na całej długości trasy przez jednego kierowcę, prowadzącego ten sam autobus, który miał prawo sprzedawać bilet, którego cena uwzględniała koszt przejazdu na łącznej trasie K. – B. Podobnych wyroków jest więcej, a przewoźnikom nie pomoże np. fakt, sprzedaży dwóch oddzielnych biletów na każdą z tras, liczy się bowiem jaką rzeczywiście odległość pokonuje kierowca na całym odcinku jazdy.

Warto jednak wiedzieć, że jeśli w zezwoleniu wskazano, że trasa przekracza dystans 50 km, a w rzeczywistości tak nie jest, to tu zasada rzeczywistego a nie formalnego ustalania długości trasy, będzie korzystna dla przewoźników. W takim przypadku, Inspekcja Transportu Drogowego nie powinna nałożyć kary.