Wyprzedzanie na bocznicy kolejowej

File:Woolston Railway Station 05.JPG

Aut: Matthew25187

Tory torom nierówne, a ich status może rzutować na rozstrzygnięcie postępowania sądowego. Przekonał się o tym mój klient, któremu przytrafiła się z pozoru błaha kolizja, początkowo zakwalifikowana jako wykroczenie z jego winy mojego. Finalnie, jednak klient mógł cieszyć się z wygranej sprawy odszkodowawczej.

Kolizja drogowa polegała na tym, że kierujący pojazdem osobowym (mój klient) podczas manewru wyprzedzania, zderzył się z wyprzedzanym pojazdem ciężarowym. Kierowca ciężarówki w trakcie bycia wyprzedzanym, sam rozpoczął manewr skrętu w lewo na posesję prywatną i de facto zajechał osobówce drogę. Uczestnikom zdarzenia nic się nie stało, jedynie osobówka miała wgnieciony przód. Na miejsce przyjechała Policja i ukarała mojego klienta mandatem. Uznała, że manewr wyprzedzania miał miejsce na przecinających drogę torach, które uznano za przejazd kolejowy.

Mandat został przyjęty, ale klient poczuł się pokrzywdzony tym, że prowadzący ciężarówkę też był winnym zdarzenia, a mandatu nie dostał. Taki obrót sprawy, umniejszał szansę na otrzymanie odszkodowania za uszkodzenie maski z polisy OC drugiego uczestnika kolizji drogowej.

Analiza miejsca zdarzenia, pozwoliła na diametralnie odmienne wnioski niż wyciągnięte przez funkcjonariusza Policji. Klient został ukarany mandatem niesłusznie. Manewr wyprzedzania miał miejsce na bocznicy kolejowej, a nie przejeździe kolejowym. Na miejscu zdarzenia stał znak ostrzegawczy A-30 wraz z tabliczką do znaku T-10. Zgodnie z § 11 ust. 1 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych: Znak A-30 „inne niebezpieczeństwo” ostrzega o niebezpieczeństwie innego rodzaju niż określone pozostałymi znakami ostrzegawczymi. Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka wskazuje rodzaj niebezpieczeństwa za pomocą symbolu lub napisu. Zgodnie z § 11 ust. 2 pkt 2: Umieszczona pod znakiem A-30 tabliczka T-10 wskazuje przecięcie drogi z bocznicą kolejową lub torem o podobnym charakterze. W miejscu tak oznakowanym, ruch na drodze jest wstrzymywany przez pracownika kolei podczas przejeżdżania (przetaczania) pociągu. Policja zatem błędnie zakwalifikowała niepenalizowane wyprzedzanie na bocznicy jako niedozwolony manewr na przejeździe kolejowym, a czego zabrania art. 28 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przejazd kolejowy sygnalizowany jest znakami: ostrzegawczymi „przejazd kolejowy z zaporami” (A-9); „przejazd kolejowy bez zapór” (A-10); zakazu „STOP” (B-20); znakami dodatkowymi w postaci trzech słupków wskazujących stopniowe (3/3, 2/3 i 1/3 odległości) zbliżanie się do określonego miejsca, umieszczonych zarówno po prawej, jak i po lewej stronie jezdni w równych odstępach (150, 100 i 50 m) od przejazdu (G-1a-G-1f); sieć pod napięciem” (G-2) oraz „krzyż św. Andrzeja…” (G-3 i G-4); „stój – rogatka uszkodzona” (B-32). Tymczasem bocznica nie stanowi linii kolejowej, bowiem zgodnie z art. 4 pkt 10 ustawy o transporcie kolejowym, bocznica kolejowa to droga kolejowa połączona z linią kolejową i służąca do wykonywania załadunku i wyładunku wagonów lub wykonywania czynności utrzymaniowych pojazdów kolejowych lub postoju pojazdów kolejowych oraz przemieszczania i włączania pojazdów kolejowych do ruchu po sieci kolejowej.

Z taką analizą, droga do otrzymania rekompensaty była w pełni otwarta. Klient wygrał sprawę odszkodowawczą w całości. Nie mogło być tez mowy o jakimkolwiek przyczynieniu, bo choć kierujący osobówką mandat otrzymał, to nie jest on wiążący dla jakiegokolwiek innego postępowania.

Reklamy

Czy trzeba serwisować auto w ASO, aby zachować uprawnienia z gwarancji?

File:Nyah West Automotive Repair Shop.JPG

Wikicommons

Niedawno z zapytaniem zwrócił się do nas nasz długoletni już klient prowadzący pod Poznaniem warsztat samochodowy. Właściciel warsztatu nabył nowe auto znanej marki. Przy zakupie jak zazwyczaj w przypadku nabywania nowego sprzętu wręczono mu także kwartę gwarancyjną, z opcją przewidującą przedłużenie gwarancji nawet na 5 lat po dacie zakupu auta.

Warunkiem jednak zachowania prawa przewidzianego w karcie gwarancyjnej było korzystanie z usług autoryzowanej stacji naprawczej, dedykowanej dla marki zakupionego pojazdu. Nie trzeba dodatkowo pisać, iż usługi autoryzowanego przedstawiciela danej marki (ASO) są odpowiednio dużo droższe, a w przypadku mojego klienta prowadzącego przecież samemu warsztat samochodowy wręcz zbędne.

Skoro właściciel auta sam prowadzi warsztat, i to profesjonalny, a nie tzw. garażowy, to wszystkie konieczne czynności serwisowe jest w stanie wykonać własnym sumptem nie zasilając przy tym budżetu koncernu samochodowego.

Pytanie, z jakim się do mnie zwrócił dotyczyło zasłyszanej wiedzy, iż zgodnie z przepisami faktycznie nie ma obowiązku serwisowania auta w ASO i wystarczy aby sam sobie podbił książkę serwisową, aby zachować prawa z gwarancji.

Rzeczywiście właściciel warsztatu miał tutaj rację.

Unia Europejska, której członkiem już od lat kilkunastu jesteśmy, w takich praktykach producentów pojazdów dostrzegła ograniczenia konkurencji rynkowej. Koncerny samochodowe poprzez wprowadzenie bardzo długiej gwarancji – ale ściśle związanej z serwisowaniem tylko w konkretnych warsztatach ASO praktycznie na wiele lat odciągnąłby klientów od warsztatów samochodowych prowadzących działalność konkurencyjną.

Tak więc niemodna i niesexy ostatnimi czasu Unia na podstawie art. 101 Traktatu wydała Rozporządzenia UE nr 461/2010, z którego treścią można zapoznać się pod tym Linkiem

Sama treść tych przepisów nie daje konkretnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Niemniej jednak w ślad za rozporządzeniem unijnym poszły i wytyczne.

Gdzie w jednej z wytycznych uznaje się, iż  nadużyciem gwarancji jest:

69.

Jakościowe porozumienia dotyczące dystrybucji mogą również wejść w zakres stosowania art. 53 ust. 1, jeśli dostawca i członkowie sieci autoryzowanych warsztatów otwarcie lub w sposób domniemany starają się ograniczać wykonywanie napraw pewnych kategorii pojazdów silnikowych do członków sieci autoryzowanych warsztatów. Takie sytuacje mogą mieć miejsce np. poprzez uzależnianie prawnych lub przedłużonych gwarancji producenta wobec nabywcy od tego, czy użytkownik ostateczny zleci przeprowadzanie wszystkich napraw i konserwacji, również tych nieobjętych gwarancją, jedynie autoryzowanym warsztatom w ramach sieci. To samo odnosi się do warunków gwarancji wymagających użycia części zamiennych marki producenta w odniesieniu do wymiany części nieobjętych warunkami gwarancji. Wątpliwe wydaje się, aby porozumienia dotyczące dystrybucji selektywnej wprowadzające tego typu praktyki mogły przynieść konsumentom korzyści, które uzasadniałyby objęcie takich porozumień wyjątkiem przewidzianym w art. 53 ust. 3. Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

Podsumowując gwarancja nie ma prawa uzależniać jej obowiązywania od faktu serwisowania w ASO przy czym jest tu jedno małe ale. .

Istotne zatem jest tu zdanie ostatnie wytycznej: Jeżeli jednak dostawca w uprawniony sposób nie uzna danej reklamacji z tytułu gwarancji z uwagi na związek przyczynowy między reklamacją a nieprawidłowo przeprowadzoną naprawą lub konserwacją przez warsztat lub też wykorzystaniem części zamiennych niskiej jakości, nie będzie to miało wpływu na zgodność z zasadami konkurencji porozumień dostawców zawieranych z warsztatami.

W skrócie należałoby przyjąć, iż faktycznie uzależnienie serwisowania poza autoryzowaną stacją obsługi może być uznane za naruszające Rozporządzenie przy czym jeżeli gwarant wykaże następnie, iż serwisowanie auto było źle serwisowane co w konsekwencji spowodowało powstanie wady, to wówczas może odmówić uznania swojej odpowiedzialności gwarancyjnej.

Wpis dzięki uprzejmości mecenas Emilii Jackowskiej z bloga samochód z wadami.

Ciekawe orzeczenie Sądu Najwyższego dot. jazdy po pijaku oraz bez wymaganego fotelika

File:Chuo highschool themis.jpgW ostatnim czasie Sąd Najwyższy wydał bardzo ciekawy wyrok, dotyczący kwestii omawianych na łamach bloga prawokierowcy.pl. Orzeczenie zapadło już 15 listopada 2017, a teraz opublikowano  do niego uzasadnienie (IV K 293/17). SN rozpatrywał kasację Rzecznika Praw Obywatelskich, który zaskarżył wyrok Sądu Rejonowego, a w którym to oskarżony dobrowolnie poddał się karze za dwa przestępstwa: jazdy w stanie nietrzeźwości oraz narażenie przewożonego małoletniego dziecka na niebezpieczenstwo z uwagi na zabroniony stan.

Orzeczenie Sądu Rejonowego było ze wszech miar błędne. Sąd Najwyższy wyrok uchylił i to mimo, że zapadło na zasadzie „ugody” organu orzekającego, prokuratora i oskarżonego. Po pierwsze, delikwentowi zmierzono alkohol w wysokości 0,25 mg w 1 dm3 wydychanego powietrza, gdy tymczasem norma karna mówi, że przestępstwo popełnia się, gdy stężenie przekroczy wskazaną wartość. Błąd oczywisty, sprawca dopuścił się jedynie wykroczenia. Na marginesie, nawet jeśli oskarżony miałby zmierzone 0.26 mg, to czy przesądza to przestęstwie? Moim zdaniem niekoniecznie, wszak świadectwa wzorcowania policyjnych alcotestów wskazują, że pomiary mogą być obarczone błędem rzędu 0,01 mg. Innymi słowy, w tak granicznych przypadkach, można się bronić tym, by dopuścić dodatkowe dowody weryfikujące pomiar. Inaczej, na zasadzie in dubio pro reo, należałoby uznać, że pomiar potwierdza jedynie wykroczenie.

Po drugie, oskarżony, kierując autem, przewoził swoje małoletnie dziecko po pijaku i bez fotelika. Znów Sąd I Instancji oraz prokurator doszukali się w czynie przestępstwa, tym razem narażenia na utratę życia albo zdrowia osoby, dodatkowo wbrew obowiązkowi opieki. W gruncie rzeczy, tę część rozstrzygnięcia uważam za ciekawszą, bo podobne błędy zdarzają się jednak częściej. SN powziął poważne wątpliwości co do poprawności ustaleń faktycznych, a ściślej, czy podsądny rzeczywiście naraził dziecko na niebezpieczeństwo. Póki co z orzeczenia nie wynikało, aby niebezpieczeństwo było rzeczywiste, a jedynie teoretyczne. A przypisanie konkretnego niebezpieczeństwa stanowi podstawę uznania za winnego. Aby skazać za omawiany czyn, oskarżony musiałby – kierując w nielegalnym stanie pojazd – dodatkowo wykonywać groźne manewry, np. jechać wężykiem w sąsiedztwie innych aut albo wyjeżdżać poza obręb drogi, ryzykując wpadnięcie do rowu. Sąd Rejonowy, ponownie rozpatrując sprawę, jeśli nie dokona uzupełniających ustaleń, będzie mógł skazać także tylko za wykroczenie. A niewykluczone, że ostateczna kwalifikacja obu czynów jako wykroczeń, przez wzgląd na upływ czasu, spowoduje konieczność umorzenia postępowania z uwagi na przedawnienie.

Po trzecie, co warto wiedzieć drodzy Czytelnicy, zaskarżony wyrok zapadł w formie de facto „ugody”, a w sprawie nie było ani apelacji ani uzasadnienia (zapewne obrońcy także), a i tak można było taki prawomocny werdykt wzruszyć. To wyjątkowa sytuacja, ale jeśli komuś się przytrafi podobna, gdzie wyrok będzie budził wątpliwości, można zawsze skonsultować ją z adwokatem, a nuż wcale sprawa się nie skończy.

Podsumowanie 2017 roku

Minął kolejny rok aktywności na blogu prawokierowcy.pl. Naturalna jest więc okazja, by rozliczyć się z twórczości ostanich 12 miesięcy i ocenić jej skuteczność.

Tematyka bloga staje się coraz bardziej różnorodna. Wynika to z licznych zapytań, próśb o porady, które płyną z całej Polski (także od Polaków zza granicy oraz przybyłych zwłaszcza zza Bugu i Sanu wschodniej granicy obcokrajowców). W ostatnim czasie nieco więcej uwagi skupiliśmy na wypadkach. Dotąd opublikowano 82 wpisy (z czego ponad  w 2017), ostatni poświęcony warunkowemu umorzeniu postępowania karnego w związku z jazdą na podówjnym gazie.

W zeszłym roku blog odwiedziło ponad 43 tys. osób, co przełożyło się na 67 tys. wyświetleń. Liczba ta trzykrotnie przewyższyła wyniki z wcześniejszych 12 miesięcy. Dziennie odwiedza nas kilkaset osób, a rekord zanotowano 18 października  2017. Odnotowaliśmy wówczas 981 wyświetleń (861 odwiedzających). Niezmiennie najpopularniejszym wpisem pozostaje – opublikowany jeszcze w 2016 – Co grozi za jazdę bez prawka, bez uprawnień lub mimo zakazuJak się bronić przed karą za niewskazanie osoby, której powierzono kluczyki do auta. Każdego miesiąca czyta go ponad tysiąc osób.  Popularność strony ciągle rośnie. Oczywiście  najwięcej wyświetleń bloga pochodzi z Polski (ok. 94 %). Pozostała część to przede wszystkim państwa, gdzie mieszkają „Polonusi”, czy też nasi emigranci zarobkowi. Zdarzali się także Czytelnicy z egzotycznych krajów ze wszystkich kontynentów.

Zainteresowanie publikowaną tematyką nie słabnie. Przeciwnie, stale rosnące zainteresowanie blogiem spowodowało, że zdecydowaliśmy się nie ograniczać naszej aktywności tylko do tego miejsca. Idąc z duchem czasu i za potrzebami Czytelników, poszerzyliśmy naszą inicjatywę wsparcia  świadomości prawnej kierowców i innych użytkowników dróg. Uruchomiliśmy na facebooku funpage bloga, gdzie poza wpisami z bloga, umieszczamy również istotne newsy z internetu. Ponadto, założyliśmy także grupę: Prawo Kierowcy – porady prawne dla kierowców, ruch drogowy, odszkodowania. Grupa ta stanowi forum. Osoby mające różnego rodzaju problemy czy pytania, mogą liczyć na pomoc od innych członków grupy. Forum to dynamicznie się rozwija i skupia już ponad 9000 członków. Serdecznie zapraszamy do zainteresowania się naszymi nowymi koncepcjami.

Przypominam również, że autor bloga udzielał się także na innych blogach prawniczych, które można zobaczyć w zakładce Polecane blogi.

Na zakończenie, chcielibyśmy podziękować Wam drodzy Czytelnicy za zainteresowanie, które wyraża się również w licznych mailach od Was oraz komentarzach na blogu.

Potrącenie pieszego na przejściu

Każdego roku tysiące osób ginie bądź odnosi obrażenia będąc potrąconym na przejściu dla pieszych. W większości przypadków winni są kierowcy, gdyż – o ile nie ma na drodze sygnalizacji świetlnej – powodowali wypadek przez nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu. Przechodniom jednak niejednokrotnie zarzuca się przyczynienie przez zbyt nagłe, a przez to niebezpieczne, wejście na pasy.

Kary za potrącenie pieszego na zebrze należą do najdotkliwszych. Zdarzają się nawet wyroki orzekające bezwzględne więzienie. Przykładu dostarcza sprawa Kamila G., który dostał 4,5 roku, i to mimo że piesza przechodziła na czerwonym świetle. Bolesne sankcje otrzymują ci, którzy do potrącenia doprowadzili przy wyprzedzaniu innego pojazdu, ustępującemu pieszym. Na ogół jednak sądy są bardziej wstrzemięźliwe przy orzekaniu więzienia, ale już mniej gdy idzie o zakaz prowadzenia pojazdów. Z doświadczenia procesowego wynika, że w wielu postępowaniach karnych zakazy te były stosowane.

Przechodzień ma pierwszeństwo przed autem nie tylko będąc na pasach, lecz – w praktyce – już zbliżając się do niego. Kierowca winien zwolnić każdorazowo zbliżając się do przejścia dla pieszych, gdyż ma on obowiązek zachować szczególną ostrożność oraz poruszać się z prędkością, która pozwoli na bezpieczne gwałtowne bezkolizyjne hamowanie (prędkość bezpieczna). Wielu prowadzących auta, zabijało albo raniło pieszych jadąc ok. 50 km/h czy więcej. Dla sądu może to być okoliczność obciążająca, pozwalająca zaostrzyć karę. Prawdą jest bowiem, że nawet jeśli pieszy nieuważnie wszedł pod pędzący wehikuł, to nie wyklucza to odpowiedzialności kierowcy właśnie przez to, że jechał za szybko.

Z drugiej strony, pieszy ma zakaz wchodzenia na pasy bezpośrednio przed jadący pojazd. Niestety w rzeczywistości, złamanie przepisu przez pieszego nie zawsze chroni kierowcę. Czasem winni są obaj; wystarczy że kierowca przekroczy nieświadomie jakikolwiek inny przepis. Kolejnym problemem dla kierowców jest atypowe i niebezpieczne zachowanie pieszych znajdujących się już na pasach, np. nagłe zawrócenie. Jeśli spacerowiczem nie jest dziecko, starzec, czy osoba niepełnosprawna, to można uniknąć odpowiedzialności za następcze uderzenie przechodnia.

Bronienie kierowców w sprawach karnych nie należy do łatwych. Poniekąd jest to spowodowane dość naturalnym nastawieniem faworyzującym pieszego. Poszkodowany, który ma nierówne szanse w starciu z pojazdem, przez swoje obrażenia, zawsze otoczony jest większą sympatią. Kierowcy nie pomaga fakt, że odszkodowanie pokrywane jest przez zakład ubezpieczeń – firmę zewnętrzną. Uniewinnienie kierowcy z kolei oznacza, że np. cierpiący fizycznie przechodzień, nie tylko musi zmagać się z bólem, ale i z własnej kieszeni pokryje swoje leczenie, jak też koszty naprawy pojazdu.

Uniewinnienie kierowcy od zarzutu spowodowania wypadku wymaga ustalenia, że nie mógł on ominąć przechodnia oraz, że w tym krótkim okresie przed uderzeniem jechał prawidłowo. W porównaniu z pieszym, ocena zachowania kierowcy jest więc szersza, bo obejmuje także jego postępowanie po dostrzeżeniu ofiary, czy prawidłowo wykonał manewr obronny (chyba że nie miał na to szansy).

W związku z wypadkiem, organy ścigania prowadzące postępowanie winny dopuszczać do głosu biegłych sądowych z dziedziny rekonstrukcji wypadków. Rzeczoznawcy winni wydać opinię obiektywną i rzeczową, skupić się na warunkach panujących na drodze, przebiegu zdarzenia, umiejscowieniu uczestników ruchu przed i po kontakcie, prędkością oraz torem ich poruszania, jak również drodze hamowania pojazdu. Ważny jest bogaty materiał dowodowy. Bezcennych informacji na ogół dostarcza nagranie video. Bez niego, biegły musi sporządzić ekspertyzę opierając się o zeznania świadków, które niejednokrotnie pozostają ze sobą w sprzeczności. Takie opinie często z uwagi na brak danych mają charakter poszlakowy i intuicyjny. Opinie te łatwiej podważać, co wiąże się z powołaniem kolejnych biegłych, a nawet zleca się ekspertyzę instytucjom naukowym. Proces karny może w ten sposób toczyć się latami, a wyrok zapaść na długo po wyleczeniu ran i sprzedaży samochodu. Ewentualne wymierzenie kary po tym czasie często wydaje się zastanawiające, a sukces miewa gorzki smak.

WYPADKI DROGOWE

Aut: JIP

Drodzy czytelnicy! Dużo uwagi dotąd poświęciliśmy przepisom drogowym, praktyce sądowej oraz mankamentom spotykanym na co dzień w ruchu ulicznym. Poruszana tematyka dotyczyła przede wszystkim przypadłości indywidualnych kierowców. Ruch uliczny to jednak nie tylko indywidualna jazda poszczególnych osób. To przede wszystkim interakcja z innymi uczestnikami ruchu i z tej interakcji wynika najwięcej kłopotów. Najgorszym, co może spotkać człowieka na drodze to wypadek. Dużo osób pisze do nas z pytaniami i prośbami o poradę właśnie w związku z wypadkiem, jakiemu uległy albo, który spotkał osoby im bliskie. Wychodząc na przeciw Waszym oczekiwaniom, szerzej odniesiemy się do problematyki wypadków drogowych, zwłaszcza analizy ich powstania, błędów popełnianych przez kierujących, jak również oceny winy.

Najpierw nieco teorii.

Wypadek drogowy na ogół zachodzi między co najmniej dwoma uczestnikami ruchu, ale nie tylko. Zgodnie z przyjętym w prawie sensem tego słowa, wypadkiem będzie po prostu zdarzenie, w wyniku którego jakiś człowiek zginął albo poniósł uszczerbek na zdrowiu, trwający co najmniej 8 dni (okres ten ocenia powołany przez prokuratora biegły-lekarz). Wypadek musi być skutkiem naruszenia przez kogoś przepisów drogowych.

Rozwińmy poprzedni akapit, bo nie wszystko, co napisałem jest tak naprawdę jednoznaczne. Zacznijmy od tego, że trzeba odróżnić wypadek drogowy od kolizji. W języku prawniczym, nie są to synonimy. Zdarzenie, w którym dochodzi do szkody na mieniu czy osobie, ale w którym nikt nie zmarł ani nie utracił zdrowia na dłużej niż 7 dni, określane jest jako kolizja. Innymi słowy, kolizja to zwykła stłuczka. Za spowodowanie kolizji grozi mandat karny, gdyż jest to wykroczenie. Za spowodowanie wypadku drogowego grozi znacznie surowsza kara. Jest to bowiem przestępstwo.

Kolizja rodzi przede wszystkim skutki cywilnoprawne. Często uczestnicy kolizji, spisują wspólne oświadczenie, w którym jedna osoba się do niej przyznaje. Dokument ten wysłany do ubezpieczyciela, pozwala potem na ogół bez problemu, uzyskać szybkie odszkodowanie. Warto podkreślić, że jeśli kierowcy między sobą się dogadają, to sprawca wcale nie musi otrzymać mandatu, nawet jeśli na miejscu przyjadą funkcjonariusze policji. Nie ma obowiązku dzwonienia po mundurowych. Z praktyki zresztą wiadomo, że policjanci często nakłaniając strony do polubownego załatwienia sprawy, odstępują od nałożenia mandatu.

Jeśli dojdzie do wypadku, to nie ma zmiłuj. Na miejsce powinna przyjechać policja, a także należy wezwać karetkę pogotowia, a nierzadko i straż pożarna. Wypadek, jak pisałem, związany jest co najmniej z poważniejszym urazem. Obowiązkiem prawnym w takiej sytuacji jest zawiadomienie określonych służb, inaczej można odpowiadać za przestępstwo, jeśli swym zaniechaniem narazimy kogoś na większy uszczerbek.

Po drugie i bardzo ważne. Wypadek to nie przypadek. Do wypadku drogowego nigdy nie dochodzi na skutek zrządzenia losu albo wyłącznie nieszczęśliwego splotu okoliczności. Wypadek nie jest spowodowany przez pecha, ale przez czyjś błąd. Oczywiście może on być nieumyślny, czyli wynikły z lekkomyślności albo niedbalstwa. Najczęstszymi błędami popełnionymi przez kierowców i innych uczestników ruchu (np. pieszych) są wymuszenie pierwszeństwa, niedochowanie zasady szczególnej ostrożności, nieobserwowanie należyte przedpola, nadmierna prędkość, czy ignorowanie znaków. Istotnym zatem jest przypisanie konkretnej osobie (lub osobom) winy za naruszenie przepisu drogowego, a z tym nie zawsze jest łatwo. Doświadczenie wielu spraw uczy, że źródło wypadku czasem bywa przewrotne albo na pierwszy rzut oka niemożliwe. Nic więc dziwnego, że wielu ich uczestnikom zrodziły się rozmaite wątpliwości.

Sens zaostrzania przepisów drogowych

File:Answer to inequality cant be blindness poster vector.svg

Aut: OSeveno

Od kilku lat notuje się kampanię wymierzoną przeciwko piractwu drogowemu. Walka ta przybiera postać zaostrzania kar za popełnienie przestępstw i wykroczeń drogowych oraz za niedopełnienie różnego rodzaju – często technicznych – obowiązków. Walka ta przybiera także postać modyfikowania przepisów administracyjnych, nakładających na kierowców i podmioty na rynku motoryzacyjnym, kolejne wymagania. Całość tych wszystkich działań stanowi wyraz określonej polityki państwa, prowadzonej przez kolejne rządy. Polityka ta powinna być przemyślana; dostosowana do stanu bezpieczeństwa drogowego. Kolejne koncepcje rządów winny mieć na uwadze nie tylko skuteczność dotychczasowych regulacji, ale też fakt, że nowelizacje prawa często uderzają również w rzetelnych kierowców. Tu rodzi się pytanie o sens dalszych zmian.

Większość z nas pamięta, że stan i bezpieczeństwo polskich dróg na przełomie wieków wołały o pomstę do nieba. Stan dróg, gównie dzięki unijnemu zastrzykowi gotówki, uległ w miarę szybko znacznej poprawie. Z bezpieczeństwem na drogach było jednak inaczej. Problem tkwił głównie w mentalności i przyzwyczajeniach rodaków, które są mniej reformowalne. Polacy bezpiecznie nie jeżdżą, a jednym z głównych tego powodów od dawna był alkohol, a ściślej lekkomyślny, a często lekceważący stosunek do jazdy po jego spożyciu. Nietrzeźwi kierowcy są niebezpieczni nie tylko z powodu opóźnionej reakcji na występujące sytuacje na drogach, co przejawia się zwłaszcza w (nieraz nieświadomym) nieudzieleniu pierwszeństwa i w nieprawidłowym manewrowaniu. Przede wszystkim jednak, kierowcy na podwójnym gazie jeżdżą zuchwale. W ostatnich latach, powodem zatrzymania ponad połowy pijanych kierowców za naruszenie przepisów drogowych było przekroczenie dopuszczalnej prędkości.

Z perspektywy czasu, można śmiało rzec, że najskuteczniejszym pomysłem na poprawę bezpieczeństwa na drogach było wprowadzenie w 2012 roku wysoce dolegliwych i bezwzględnych kar za jazdę na podwójnym gazie. Za dopuszczenie się przestępstwa zaczęto orzekać co najmniej trzy lata zakazu prowadzenia pojazdów. Recydywistów zaczęto karać dożywotnim zakazem. Za przekroczenie o 50 km/h dozwolonej prędkości na terenie zabudowanych, zaczęto zawieszać prawo jazdy na trzy miesiące. Do 2012 istniał stały trend popełnianych przestępstw jazdy po pijanemu. Każdego roku stwierdzano ponad 150 tys. przypadków. W kolejnych latach statystyka ta znacznie się poprawiła. Zwłaszcza między 2013 a 2014 nastąpił niemalże dwukrotny spadek przestępstw, zapewne na skutek dobrej kampanii społeczno-medialnej, ale też stałego przepływu informacji o skazaniach pomiędzy zwykłymi obywatelami. Kierowcy naprawdę się przestraszyli.

Zaostrzenie kar w tym wypadku było więc strzałem w dziesiątkę. Wyraźnie bowiem spadła też liczba wypadków oraz związanych z nimi liczbami rannych i zabitych. Były i mniej fortunne pomysły, jak choćby słynne karanie więzieniem nietrzeźwych rowerzystów, którymi nierzadko okazywali się poczciwi emeryci i renciści.

Poprzedni rząd nie kontynuował rewolucji w przepisach związanych z bezpieczeństwem drogowym. Inaczej jest jednak od chwili, gdy stery w Ministerstwie Sprawiedliwości przejął Zbigniew Ziobro. Od tego momentu zalewają nas kolejne fale restrykcyjnych nowości, m. in. związane z karaniem nieuchronnym więzieniem za spowodowanie śmiertelnego wypadku, zaostrzeniem postępowania mandatowego, ograniczeniem prędkości jazdy nocą, ukróceniem nieprawidłowości w stacjach kontroli pojazdów, ograniczeniem importu starych aut, niezatrzymaniem do kontroli czy zapewnieniem poprawy bezpieczeństwa przewozu dzieci. O tych wszystkich sprawach pisałem, a nie są to wszystkie. Warto jeszcze odnotować, że dano sądom więcej czasu na skazanie za wykroczenie. Wykroczenie przedawni się dopiero po dwóch latach od dnia wszczęcia postępowania. Badanie techniczne pojazdów będzie się przeprowadzać po uiszczeniu za nie opłaty. Rozszerzono dane rejestrowane w Centralnej Ewidencji Kierowców o informacje dotyczące popełnienia wykroczeń oraz przypisanych punktów karnych, a nawet jakimi pojazdami poruszał się ukarany przy popełnieniu czynów. Informacje te będą dostarczane sądom wraz z kartą karną i aktualizowane co 6 miesięcy. Z pewnością będzie miało to wpływ na zaostrzenie kary albo może zniweczyć możebność jej złagodzenia. Są też zmiany idące z duchem czasów, jak choćby umożliwienie zapłaty mandatu kartą płatniczą na miejscu u Policjanta.

W tym miejscu należy wreszcie zadać pytanie jak w temacie. Czy aktualna, rygorystyczna polityka rządu ma sens? Czy ingerencja w porządek prawny, nie idzie za daleko? Czy zmiany spowodowane są rzeczywistymi potrzebami, jakie wynikają z aktualnego stanu bezpieczeństwa na drogach, czy wiążą się z osobistą filozofią Ministra, który nie bez kozery nazywany jest szeryfem, który kreuje się na nieprzejednanego wroga wszelako przejawiającego się bezprawia, w tym tego na drogach.

Osobiście, sprzeciwiam się generalizowaniu, dlatego każda rekonstrukcja prawa wymaga poddania odrębnej ocenie. Z tej optyki, na przykład zmiany obejmujące stacje kontroli pojazdów, należy uznać za wysoce pożądane i zasługujące na aprobatę. Choć spowodowały one niedogodności dla tych podmiotów, zwiększyły biurokrację, z pewnością posłużą wyeliminowaniu dość powszechnych nadużyć przy badaniach starych i uszkodzonych pojazdów.

Inaczej sprawa ma się w przypadku przepisów karnych. O ile kary nie mogą być zbyt łagodne, o tyle przesadnie surowe także. Wszak – upraszczając – od pewnego poziomu kary, przestępcy obojętne jest, czy grozi mu bardzo ostra czy jeszcze ostrzejsza kara. Poza tym zbyt długi wyrok uniemożliwia późniejszą resocjalizację skazanego, potęgując jego demoralizację.

W sukurs obecnemu rządowi idą statystyki, publicznie dostępne chociażby na policja.pl. Nimi Minister Ziobro może się zasłaniać i nie musi wcale sięgać po sofistyczną interpretację. Otóż wspomniana wcześniej tendencja spadkowa przestępstw drogowych wyhamowuje. W 2015 ich liczba spadła o dziesięć tysięcy, rok temu o cztery tysiące i wyniosła 60.649. Całkowicie wyhamowała tendencja spadkowa przestępstw wypadków komunikacyjnych. W zeszłym roku pierwszy raz od dłuższego czasu liczba wypadków wzrosła aż o tysiąc. Podobnie rzecz ma się do katastrof komunikacyjnych. Minimalnie spada liczba wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców. Można więc powiedzieć, że kończy się efekt przełomowej zmiany z 2012 roku.

Racjonalnym staje się pytanie, co więcej zrobić, żeby ponownie wzmocnić trend spadkowy? Z drugiej strony, ostrożnie należy szafować statystykami. Może warto byłoby poczekać z ich oceną. Trzeba bowiem pamiętać, że obraz tendencji jest zniekształcony przez fakt, że każdego roku przybywa około milion zarejestrowanych samochodów, przyjeżdża coraz więcej cudzoziemców zza wschodniej granicy, funkcjonariusze przeprowadzają też „po prostu” więcej kontroli drogowych.

Niezależnie od oceny sensowności ministerialnych inicjatyw, która w obecnych czasach coraz częściej nie jest wolna od posiadanych sympatii politycznych, nie sposób nie ulec wrażeniu, że na opisanych zmianach się nie skończy. Jedno jest pewne, mieszanie się różnych polityk karnych i zresztą nie tylko karnych, powoduje że obowiązujące prawo przestaje być pewne, jasne i spójne. Obowiązujące kodeksy oparte są o bardziej liberalną filozofię, niż wyznawana przez władzę. Stałe zaostrzanie kar w pewnym momencie spowoduje problemy praktyczne. System się przekształca, z czym w końcu na poważnie zmierzą się praktycy. Sędziowie staną na pewnym rozdrożu, czy co do zasady karać powściągliwie, czy bezwarunkowo. Z pewnością na rozstaju dróg stać nie będzie można, prawo musi być jednolite. Zmiany będą szły dalej albo rząd dokona korekty obranego kierunku. Być może na ich końcu, zasadniczym kryterium oceny sensu przepisów okaże się starożytna maksyma dura, lex sed lex.

 

 

 

 

 

 

Nieco o pojazdach uprzywilejowanych

File:Záchranná služba Karlovy Vary.JPG

Aut: Marian Birosik

Na naszej grupie facebook’owej, czytelnik zadał pytanie, czy w godzinach nocnych, przy zerowym natężeniu ruchu, pojazdy uprzywilejowane muszą używać sygnał dźwiękowy, czy też wystarczałby im tylko sygnał świetlny. Problem znany jest nie od dziś, dotyka i irytuje wiele osób. Samemu go doświadczałem, mieszkając podczas studiów przy dużej ulicy wylotowej. A skoro lata mijają i nadal podważa się sens nadmiernego przestrzegania o zbliżającym się specjalnym pojeździe, to znaczy, że sprawa pozostaje nierozwiązana… Chyba że ustawodawca uważa aktualną sytuację za właściwą.

Niektórzy twierdzą, że pojazdy uprzywilejowane, nie muszą nocą włączać syren. Rzeczywiście, można spotkać miejscowości, gdzie „umówiono się”, że – o ile sytuacja do tego nie zmusi – karetki, policja, czy różnego rodzaju straże po zmroku jeżdżą na akcje tylko na kogucie. Niekiedy można było zobaczyć, jak policja, nie chcąc być usłyszana, podjeżdżała na akcje tylko na sygnałach świetlnych. Z prawnego punktu widzenia, takie samochody nie są jednak pojazdami uprzywilejowanymi, a ich kierowcy mają te same obowiązki, co każdy inny uczestnik ruchu drogowego.

Prawo drogowe definiuje pojazd uprzywilejowany jako uczestniczący  w akcji związanej z ratowaniem życia, zdrowia ludzkiego lub mienia itp., wysyłający jednocześnie sygnał świetlny i dźwiękowy i mający włączone światła drogowe lub mijania. Wszystkie te wymagania muszą zaistnieć łącznie, inaczej samochód nie ma prawa korzystać z przywilejów. Inni uczestnicy ruchu są obowiązani ułatwić przejazd pojazdu uprzywilejowanego, w szczególności przez niezwłoczne usunięcie się z jego drogi, a w razie potrzeby zatrzymanie się. Nieułatwienie przejazdu grozi mandatem. Zabrania się także wyprzedzania pojazdu uprzywilejowanego na obszarze zabudowanym. Niedostosowanie się do tego zakazu grozi nie tylko mandatem, ale i 3 punktami karnymi.

Kierujący pojazdem uprzywilejowanym nie musi się stosować do znaków, ale winien to czynić roztropnie, gdyż nadal obowiązuje go np. zasada szczególnej ostrożności. Karetka czy policja muszą też przestrzegać sygnały dawane przez osobę kierującą ruchem i to pod rygorem mandatu (bez punktów karnych). Z drugiej jednak strony, osoba kierująca ruchem ma obowiązek zapewnić takiemu pojazdowi bezpieczny przejazd poprzez zatrzymanie całego ruchu pojazdów i pieszych.

Czytając powyższe reguły, mogą przyjść na myśl dwa rozbieżne wnioski, które zapewne powodują, że czasem zobaczymy w nocy pogotowie mknące „po cichu”, a nieco częściej przy użyciu syren. Po pierwsze, jeśli coś nie jest wprost zabronione, to jest dozwolone. Faktycznie, żaden przepis wprost nie zakazuje jazdy wyłącznie na sygnale świetlnym. A przecież, można znaleźć wykroczenie, które przewiduje mandat za bezpodstawne korzystanie z ułatwień w ruchu drogowym przez kierującego pojazdem uprzywilejowanym, czyli gdy nie jedzie na akcje. Również reguła zdrowego rozsądku pozwalałaby na przyjęcie, że wolno pogotowiu po zachodzie słońca gnać na akcję przez puste drogi jedynie na kogucie.

Drugi wniosek jest jednak przeciwny, to znaczy, że skoro pojazd uprzywilejowany podczas jazdy musi mieć łącznie włączone światła, sygnał świetlny i dźwiękowy, to inna kombinacja jest niedozwolona i nie wolno używać samych świateł, chyba że pojazd stoi. Interpretacja ta wynika z faktu, że omawiane przepisy zawierają tak zwane normy kompetencyjne. Normy te nie dotyczą praw i obowiązków zwykłych ludzi, ale instytucji. Tych norm nie obowiązuje szeroka reguła, co nie jest zakazane, jest dozwolonym, ale przeciwna, ścisła reguła, że działa się tylko na podstawie wprost przewidzianych przepisów i tylko w ich granicach.  Przyjmując taką wykładnię, nie tylko kierującym ratownikom czy policjantom nie wolno używać samych kogutów, ale wręcz taka jazda cichaczem winna zakończyć się upomnieniem czy nałożeniem mandatu za „naruszenie innych przepisów drogowych”.

Teoria w poruszanym zakresie niech jednak pozostanie teorią. Moim zdaniem należałoby się w tym miejscu odwołać do zdroworozsądkowego „nie-stosowania” przepisów przez mundurowych (oraz sądy) i oczekiwać, że w sytuacji przemyślanego nieużywania w nocy syreny, kierowca pogotowia, konsekwencji nie poniesie. Wydaje się zresztą, że tak w istocie się dzieje, choć wyjątki się zdarzają, choćby przed paroma laty, gdy straż miejska założyła blokadę na ambulans, bo ratownicy idąc wieczorem na akcję, nie zostawili sygnału świetlnego. Mimo, iż strażnicy zareagowali zgodnie z przepisami (choć nadgorliwie), to sprawa zakończyła się ogromnym oburzeniem społecznym i wprowadzeniem dodatkowych instrukcji w straży miejskiej.

Zmiany w karach za brak lub niewłaściwy fotelik dziecięcy

File:Dzieci w fotelikach samochodowych.JPGNowelizacja taryfikatora mandatów tym razem objęła foteliki ochronne do przewożenia dzieci.  Zakres kar w tym zakresie został zmodyfikowany. Dotąd można było otrzymać mandat 150 zł oraz zarobić 6 pkt za przewożenie dziecka nie na foteliku, czy innym przewidzianym urządzeniu, jak również za umieszczenie dziecka tyłem do kierunku jazdy na miejscu obok kierowcy, w pojeździe wyposażonym w poduszki powietrzne. Nowe przepisy, co prawda nie zmieniły wysokości grzywien, ale nieco skomplikowały ich stosowanie, poniekąd z pożytkiem dla kierowcy.

Zasady przewożenia dzieci określa Prawo o ruchu drogowym. Stanowi ono, że w pojazdach kategorii M1, N1, N2 i N3, wyposażonych w pasy bezpieczeństwa lub urządzenia przytrzymujące dla dzieci, dziecko mające mniej niż 150 cm wzrostu jest przewożone, w foteliku bezpieczeństwa dla dziecka lub innym urządzeniu przytrzymującym dla dzieci, zgodnym z masą i wzrostem dziecka oraz właściwymi warunkami technicznymi określonymi w przepisach Unii Europejskiej lub w regulaminach EKG ONZ dotyczących urządzeń przytrzymujących dla dzieci w pojeździe. Regulaminy te dzielą foteliki według kryteriów wiekowo-wagowych. Wyjątkowo, zezwala się na przewożenie na tylnym siedzeniu pojazdu dziecka mającego co najmniej 135 cm wzrostu, przytrzymywanego za pomocą pasów bezpieczeństwa w przypadkach np. dużej masy czy wzrostu dziecka. Drugim wyjątkiem, w pojazdach kategorii M1 i N1, jest sytuacja, gdy przewozi się z tyłu trójkę dzieci i siłą rzeczy nie ma już miejsca na trzeci fotelik. Dziecko jednak musi mieć trzy lata. Zakazy nie dotyczą też pojazdów uprzywilejowanych, taksówek oraz dzieci mających zaświadczenia lekarskie, niepozwalające na jazdę w foteliku.

Foteliki bezpieczeństwa oraz inne urządzenia przytrzymujące muszą być zainstalowane w pojeździe zgodnie z zaleceniami producenta urządzenia.

Naruszenie powyższych zasad, poza dwoma wspomnianymi na wstępie przypadkami, są wykroczeniami.

Na marginesie przypominam, że kategoria M1 to pojazdy służące do przewozu osób, mające nie więcej niż osiem miejsc oprócz siedzenia kierowcy; kategoria N1 to pojazdy służące do przewozu ładunków i mające maksymalną masę całkowitą nieprzekraczającą 3,5 t; pojazdy kategorii N2 mają maksymalną masę całkowitą przekraczającą 3,5 t, ale nieprzekraczającą 12 t; a kategorii N3 mają maksymalną masę całkowitą przekraczającą 12 t.

 

Niezatrzymanie się do kontroli

Darmowy hosting zdjęć i obrazkówW prawie karnym pojawiło się nowe przestępstwo. Od teraz surowa kara będzie czekała na część kierowców, którzy nie zatrzymają się do kontroli. Dotąd takie zachowanie było traktowanie jedynie jako wykroczenie, za które groziła zasadniczo niewielka grzywna, a w skrajnych sytuacjach nawet kilku- czy kilkunastomiesięczny zakaz prowadzenia pojazdów. Zakaz ten jednak nie był nakładany obligatoryjnie, a jedynie fakultatywnie.

Wprowadzony do kodeksu karnego art. 178b ma zmodyfikowaną treść w porównaniu z wykroczeniem. Oznacza to, że przepis karny jest przepisem szczególnym w stosunku do wykroczeniowego i w określonych w nim sytuacjach, kierowca odpowiada karnie. Nie trudno domyślić się, że ta odpowiedzialność dotyczy rażących przypadków, w szczególności pościgów. Sprawcą według art. 178b k.k. jest osoba, która pomimo wydania przez osobę uprawnioną do kontroli ruchu drogowego, poruszającą się pojazdem lub znajdującą się na statku wodnym albo powietrznym, przy użyciu sygnałów dźwiękowych i świetlnych, polecenia zatrzymania pojazdu mechanicznego nie zatrzymuje niezwłocznie pojazdu i kontynuuje jazdę.

Karą przewidzianą za popełnienie przestępstwa jest więzienie w wymiarze od 3 miesięcy do lat 5. W praktyce więc, jeśli kierowca nie jest piratem drogowym, musi się liczyć z „zawiasami” i grzywną. Większym zmartwieniem dla kierowcy, może się jednak okazać ukaranie go zakazem prowadzenia pojazdów. Zakaz ten jest obowiązkowy i sąd orzeknie go na okres od roku do lat 15. Na marginesie, Sejm poszerzył katalog orzekania obligatoryjnych zakazów także o przestępstwa kierowania pojazdami pomimo cofnięcia uprawnień przez organ administracyjny oraz mimo orzeczenia już zakazu.

Na pierwszy rzut oka można dostrzec, że stypizowane przestępstwo dotyczy spraw, które niejednokrotnie pojawiają się w mediach. Analiza polityki karnej w ostatnim czasie, pozwala utwierdzić się w przekonaniu, że Minister Sprawiedliwości, który gorliwie realizuje ideę zaostrzania przepisów, skupił się przede wszystkim właśnie na medialnych sprawach. Pomijając aspekt socjotechniczny, wydaje się że zmiana nie jest całkowicie pozbawiona sensu. W praktyce np. pozwoli bardziej bezwzględnie karać gangsterów, którzy uciekali przed Policją, bo wcześniej dopuścili się innych zbrodni czy występków. Obawiam się jednak, że rykoszetem dostanie się osobom, które nieco „przypadkowo”, przede wszystkim przez głupotę czy nieuwagę na drodze dostaną zarzuty. Oczywiście przestępstwa z art. 178b k.k. można dopuścić się jedynie umyślnie, ale przed prokuratorem i sądem wykazanie nieumyślności często polega na przekonaniu organu, że „ja naprawdę zrobiłem to nieświadomie”. Praktycznym problemem, który będzie pozwalać na szerokie możliwości interpretacyjne (na korzyść i na niekorzyść), myślę okaże się każdorazowa analiza w danym zdarzeniu, czy zatrzymanie było, czy nie było „niezwłoczne”. Ocena tej niezwłoczności dla jednych okaże się łaskawa, a dla innych zgubna. Niezwłoczność można rozciągnąć w czasie w zależności od okoliczności. Tu pole manewru z pewnością będą mieli kierowcy i ich adwokaci.

 

O przedterminowym zwolnieniu z więzienia w sprawach kierowców

2007 03 Old Noblesville jail-once home to Charles Manson.jpg

Aut: Valerie Everett

Do popełnienia dzisiejszego wpisu, natchnęła mnie lektura artykułu w Gazecie o piracie drogowym, który będąc warunkowo zwolnionym z więzienia, wrócił tam niejako na własne życzenie (z własnej bezczelności i bezmyślności). Skazany Marek C., spowodował kilka lat temu śmiertelny wypadek na poznańskim Sołaczu. Po odbyciu ponad 3 lat kary pozbawienia wolności, został warunkowo zwolniony z odbywania pozostałych 10 miesięcy. Na wolności obowiązywał go zakaz prowadzenia pojazdów, co respektował, a co ze zrozumiałych względów nie przeszkadzało mu podróżować z kolegami jako pasażer. I tu się zaczęła cała afera. Zachęcał on kierowców do zdecydowanie za szybkiej jazdy, a wszystko to nagrywał i publikował na Facebooku. Krewki delikwent możliwe, że spędzi za kratkami znacznie więcej czasu, gdyż prokuratura już wszczęła na podstawie nagrań śledztwo w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.

 

Dziś, chciałbym trochę więcej miejsca poświęcić warunkowemu przedterminowemu zwolnieniu z więzienia. Prawda jest bowiem taka, że z uwagi na zaostrzenie przepisów karnych, związanych stricte z bezpieczeństwem na drogach, notuje się coraz więcej bezwzględnych kar izolacyjnych w sprawach opisywanych na moim blogu. Z jednej strony jest nacisk, by – szczególnie w drastycznych wypadach drogowych – nie stosować nagminnie zawiasów, które wielu sprawców nota bene nie traktuje jako formę represji. Z drugiej strony, co do zasady, nie można już zawieszać kar więzienia pijanym (naćpanym) kierowcom-recydywistom. Czytaj dalej

4,5 roku więzienia za potrącenie pieszej, która weszła na czerwonym świetle!

File:TEMIDA.jpg

Aut: Sputnik1

Surowy wyrok zapadł przed jednym z warszawskich sądów. W głośnej sprawie, w której podsądnym jest kierowca czerwonej, sportowej hondy, który na przejściu dla pieszych zabił 14-letnią dziewczynkę, wymierzona została kara 4,5 roku pozbawienia wolności. Szereg okoliczności obciąża oskarżonego, ale jedna zasadnicza – przeciwnie – odciąża. Piesza wtargnęła na pasy na czerwonym świetle. Co więcej, sam sąd stwierdził, że bezpośrednią przyczyną wypadku było wtargnięcie dziewczynki, która wbiegła za piłką na jezdnię.

Czytaj dalej

Wzrost kar za brak OC, ale też wykrywalności nieubezpiczonych

Darmowy hosting zdjęć i obrazkówUbezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny poinformował, że w Nowym Roku wzrosły opłaty karne za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC kierowców. Sankcja ta w przypadku pojazdów ciężarowych wyniesie 6.000 zł, osobowych – 4.000 zł, a pozostałych pojazdów 670 zł. Wzrost nie jest znaczny (od 50 do 450 zł). Mając na uwadze fakt, że w tym roku istotnie zaostrzono różnego rodzaju obostrzenia dla kierowców, można byłoby oczekiwać nawet wyższych opłat.

Czytaj dalej

Uniknięcie kary za rozmowę przez komórkę w czasie jazdy

File:Flow-Hand-Front-3.jpg

Aut: Gizmoman

Statystyki policyjne pokazują, że od lat zdecydowanie przybywa liczba ukaranych mandatem osób za rozmowę przez telefon podczas kierowania pojazdu. Wydaje się, że jest przede wszystkim efekt większej gorliwości mundurowych w łapaniu osób łamiących zakaz z art. 45 ust. 2 pkt 1 prawa o ruchu drogowym. Bo jak inaczej wytłumaczyć ciągły, dynamiczny wzrost, mimo rozpowszechniania w mediach tej restrykcji oraz spopularyzowania alternatywnych urządzeń komunikacyjnych i akcesoriów pomocniczych. Czytaj dalej

Rząd celuje w import starych aut

File:Rusty old car (3943495816).jpg

Aut: dave_7

Zmiany podatkowe w zakresie akcyzy na sprowadzane zza granicy używanych pojazdów mocno uderzą w osoby zarabiające (sprzedawców), jak i oszczędzające (klientów) na importowanych starych samochodach. To kolejny, po modyfikacji zasad zaliczania składek OC i zmianach w funkcjonowaniu stacji diagnostycznych, instrument walki z dominacją starych aut na polskich drogach. Czytaj dalej