Jakie są reguły wymierzania zakazu prowadzenia pojazdów?

Prokurator wnioskując o wymierzenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, a sąd wymierzając ten środek karny, uzależnia jego długość i zakres od różnych okoliczności. Gdy mówimy o długości obowiązywania zakazu, to w przypadku przestępstw, mowa jest o latach, a nawet o „dożywociu”. Gdy mówimy zaś o zakresie, to mowa jest nie tylko o kategorii prawa jazdy, ale także – o czym większość zapomina – o obszarze jego obowiązywania.

W przypadku prokuratorów, łatwiej przewidzieć, jakie wnioski co do kary będą składać do sądów. Często są bowiem związani wytycznymi, a te pozwalają na przyjęcie dość klarownych reguł. Sądy z kolei nader często przystają na wnioski prokuratorów.

Za spowodowanie wypadku, surowo, to jest powyżej jednego roku zakazu prowadzenia pojazdów, karani są ci, którzy dopuścili się tego na przejściu dla pieszych albo popełnili przestępstwo ze sutkiem śmiertelnym. Łączne wystąpienie obu zdarzeń wiąże się z utratą uprawnień na okres nie krótszy jak za jazdę po pijanemu czy narkotykach, czyli trzech lat. W przypadku przestępstwa jazdy po alkoholu, często spotykaną praktyką jest podwyższanie o rok okresu zakazu za każde dodatkowe pół promila.

Choć w orzecznictwie Sądu Najwyższego postuluje się by karę dostosować do „narzędzia” popełnienia przestępstwa, to reguła ta nie jest przestrzegana powszechnie przez sądy powszechne. Innymi słowy, jeśli to samochodem osobowym poruszał się kierowca dopuszczając się występku, winno mu zabrać jedynie kategorię B. Nie zdarza się to często, sądy na ogół orzekają zakaz na wszelkie pojazdy mechaniczne. Jakkolwiek trzeba jeszcze pamiętać, że dla Starosty, pozbawienie kierowcy przez sąd kategorii B, oznacza również pozbawienie innych kategorii z administracyjnego punktu widzenia.

Posiadacze różnego rodzaju uprawnień do prowadzenia pojazdów w ruchu morskim czy powietrznym, muszą jeszcze pamiętać o wyłączeniu spod zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, pojazdów poruszających się nie po drogach. Orzeczony zakaz na wszelkie pojazdy mechaniczne sam w sobie dotyczy wszelkiego ruchu. Doświadczenie procesowe uczy, że sądy są skłonne do robienia ustępstw w zakresie obszaru obowiązywania środka karnego.

Czy policja albo prokurator mogą warunkowo umorzyć postępowanie za jazdę po alkoholu?

Bez tytułuKierowcy złapani za na podwójnym gazie szybko przekonują się, jak poważna sankcja grozi im za popełniony występek. Wysokie kary finansowe nie są tak przerażające, jak przewidziany minimum trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Już pobieżny rekonesans w internecie podpowiada, że ratunkiem może być warunkowe umorzenie postępowania. Zdecydowana większość kierowców (mniej czy bardziej świadomie) nie korzysta z pomocy adwokata, więc z pytaniem o możność skorzystania z warunkowego umorzenia postępowania zwracają się do policjanta, najczęściej na przesłuchaniu.

Odpowiedź na pytanie zadane w temacie jest prosta – brzmi nie. Uchylając nieco bardziej rąbka „tajemnicy” procedury karnej – rola policji jest tu mocno ograniczona. Mówiąc obrazowo, policjant wykonujący czynności w dochodzeniu, jest tylko pośrednikiem między podejrzanym a prokuratorem. Prokurator zaś, może jedynie złożyć wniosek do sądu o warunkowe umorzenie postępowania lub poprzeć (albo nie) taki wniosek złożony przez sprawcę tudzież jego obrońcę. O wszystkim decyduje sąd, który może zakończyć sprawę w omawiany sposób, choćby żadna ze stron o to nie prosiła.

Odpowiedź na pytanie zadane w temacie jest więc prosta. Niemniej niniejszy wpis nie po to został umieszczony, ale w celu pokazania, jak to wygląda w praktyce. Praktyka tymczasem jest „rutyniarska”, jako że podobnych spraw jest tysiące. Skruszony, pełen nadziei podejrzany, zasadniczo spotyka się z niewzruszoną propozycją policjanta, by dobrowolnie poddać się karze. Dobrowolne poddanie się karze, to zgodzenie się na skazanie i otrzymanie minimum trzech lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych właśnie. Warunkowe umorzenie postępowania policjant na ogół karze schować między bajki.

Statystyki pokazują, że podejrzani działający bez adwokata bardzo często dają się przekonać funkcjonariuszom. Ci bardziej waleczni, starają się jeszcze wskórać coś u prokuratora, gdzie trafiają na jeszcze większą ścianę, która w niektórych okręgach wynika z przyjętych wytycznych, na ogół bezwzględnych dla sprawców, np. w Poznaniu. Finalnie więc pozostaje postępowanie sądowe, gdzie – już wówczas oskarżonym – pozostaje udowodnienie sądowi, że zasługuje się na warunkowe umorzenie postępowania, które jednak zależy od różnych czynników, dopuszczalne jest wyjątkowo i zasadniczo nie chroni przed utratą prawa jazdy, choć pozwala na skrócenie okresu obowiązywania zakazu.

 

Korytarz życia

File:A66 Slü Nord Stau.JPG

Aut: Achim Engel

Prawo o ruchu drogowym podlega nieustannym zmianom. Na przełomie 2019 i 2020 roku przybyło kilka bardzo ważnych uregulowań. Najgłośniejsza nowelizacja dotyczyła wprowadzenia nakazu tworzenia przez kierujących pojazdami tzw. korytarza życia. Dotąd stanowił on jedynie normę obyczajową, stanowiącą szeroko pojętą kulturę jazdy. Ujęcie obowiązku w systemie prawa oznacza otwartą drogę do szybkiego i kategorycznego karania kierowców łamiących regułę.

Dotąd przepisy przewidywały, by uczestnicy ruchu, ale też inne osoby znajdujące się na drodze są obowiązane ułatwić przejazd pojazdu uprzywilejowanego. Ustawa rozumie przez to przede wszystkim niezwłoczne usunięcie się z drogi, ewentualne zatrzymanie się, które wspomaga wykonanie stosownego manewru przez pojazd na sygnale.

Uregulowanie dotychczasowe było dosyć ułomne, nie obejomowało wprost konieczności tworzenia korytarza ratunkowego. Być może wynikało to z infrastruktury drogowej w Polsce, która do niedawna uboga była w drogi wielojezdniowe. Nasz prawodawca w końcu jednak stanął na wysokości zadania uchwalając nowe prawo.

Od grudnia 2019, na jezdni z dwoma pasami ruchu w tym samym kierunku kierujący pojazdem poruszający się lewym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej lewej krawędzi pasa ruchu, a kierujący pojazdem poruszający się prawym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej prawej krawędzi pasa ruchu.

Z kolei na jezdni z więcej niż dwoma pasami ruchu w tym samym kierunku, np. przebudowanej południowej obwodnicy Poznania,  kierujący pojazdem poruszający się skrajnym lewym pasem ruchu jest obowiązany usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej lewej krawędzi pasa ruchu, a kierujący pojazdami poruszający się pozostałymi pasami ruchu są obowiązani usunąć się z drogi przejazdu pojazdu uprzywilejowanego przez zjechanie jak najbliżej prawej krawędzi pasów ruchu.

Kierującemu pojazdem nieuprzywilejowanemu zabrania się korzystania z korytarza życia. Może na niego wjechać dopiero po przejeździe pojazdu uprzywilejowanego.

Odpowiedzialność za jazdę hulajnogą

Lato minęło, a obiecanej nowelizacji poświęconej hulajnogom w ruchu drogowym jak nie było, tak nie ma. Wydaje się, że posłowie nie mają idealnego pomysłu na regulację. Wszak dominująca koncepcja, która pozwalałaby jeździć hulajnogami, także po chodniku przewiduje – dla wielu kontrowersyjne, a dla mnie sztuczne – ograniczenie możliwości poruszania się szybciej niż pieszy. Problem tymczasem jest naglący. Media donoszą o rosnącej popularności hulajnóg i konsekwentnie zwiększającej się ich liczbie na chodnikach. W ślad za tym mnożą się wypadki i kolizje z udziałem tego środka transportu,  ale także co najgorsze i niepożądane, sądy, organy ścigania, czy szkoły nauki jazdy tworzą coraz to bardziej rozbieżne interpretacje prawa. Wszystko przez lukę w prawie.

Ostatnio głośno było o wyroku, w którym uznano hulajnogę elektryczną za quasi motorower. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, motorower to pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h. Niby wszystko się zgadza, ale tylko na pierwszy rzut oka. Wszak kierowanie motorowerem ograniczone jest licznymi obostrzeniami administracyjnymi i dozwolone na jezdni, nie chodniku ani drodze rowerowej. Co innego policja w różnych częściach kraju, która traktuje użytkowników hulajnogi jak pieszych, a przy tym karze mandatem za ruch po ścieżce dla rowerów, co jest co najmniej dyskusyjne,  a przynajmniej pozbawione zdrowego rozsądku.

Z prawnego punktu widzenia, do czasu wprowadzenia wyczekiwanych norm, wobec luki w przepisach, skłonny byłbym odmówić przyjęcia mandatu za „bezprawne” poruszanie się hulajnogą. Nieświadomość tego, że czyn jest zagrożony karą, nie wyłącza odpowiedzialności, chyba że nieświadomość była usprawiedliwiona. Tak stanowi kodeks wykroczeń. Jeśli sprawca pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do prawa, to nie może odpowiadać za wykroczenie. Dla mnie jako profesjonalnego prawnika każda spotykana interpretacja statusu hulajnogi prowadzi do absurdalnych konsekwencji,  nieracjonalnych z punktu widzenia zasad prawodawczych. Co ma więc powiedzieć „Kowalski” poruszający się hulajnogą?

0,26 mg/dm3 to wykroczenie

1111Temat jazdy samochodem po alkoholu, wielokrotnie gościł na łamach naszego bloga. Wracamy do niego, bo ciągle cieszy się szerokim zainteresowaniem, co z drugiej strony niestety oznacza, że nadal nie brakuje kierowców jeżdżących po kieliszku. Dziś informacja z gatunku optymistycznych. Jak dość powszechnie wiadomo, za przestępczą jazdę po alkoholu kodeks karny przyjmuje w art. 178a § 1 k.k. w zw. z art. 115 § 16 k.k.: stan, w którym zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Adwokat naszej kancelarii po raz kolejny dowiódł, że stężenie 0,26 mg na dm3, wcale przestępstwem nie jest, ale wykroczeniem.

W wyroku z dnia 21 maja 2019, Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu w sprawie III K 1269/18, nie zgodził się ze stanowiskiem prokuratora, że w sprawie „Pana R.” 0,26 mg oznacza przestępstwo i przyjął optykę obrońcy, że mamy do czynienia z wykroczeniem. Dzięki temu „Pan R.” uniknął co najmniej 3 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, dostał tylko 11 miesięcy, co pozwoli mu odzyskać prawo jazdy bez potrzeby zdawania egzaminu państwowego. Obwiniony poza tym uniknął obowiązku zapłaty co najmniej 5.000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Poszkodowanym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Nie można zagwarantować, że każda sprawa z omawianym stężeniem, zakończy się podobnie korzystnie, wszak to zależy od zgromadzonego materiału dowodowego. Niemniej jeśli nie jest on zbyt obszerny, to z uwagi na błąd statystyczny urządzenia mierniczego do badania poziomu alkoholu, należy interpretować wyniki korzystnie dla sprawcy. A gdy przestępstwa nie uda się zakwestionować, to w takim wypadku, zawsze jeszcze pozostaje w obwodzie możliwość warunkowego umorzenia postępowania

Spada liczba kradzieży samochodów

File:Car window burglary.jpg

Aut: Kafziel

Najnowsze statystyki policyjne wskazują, że spadła liczba kradzieży samochodów w Polsce. Spadek o 9 % z 10 do 9,2 tysięcy jest znaczny, ale zwróciłbym uwagę na pewien szczegół, który daje pewną odpowiedź z czego to wynika. Zakładam, że źródłem spadku nie jest lenistwo ani obawa złodziei, bo ten rodzaj przestępstw nadal nie należy do skomplikowanych w popełnieniu i pozwala na szybkie wzbogacenie.

Statystyki są nierównomierne, niektóre komendy odnotowują nieznaczny wzrost kradzieży, a inne znaczny spadek. Znamienna jest statystyka Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu oraz stołecznej. W Wielkopolsce odnotowano aż 35 % spadek, w samej Warszawie zaś 7 % wzrost.

Statystyka ta podpowiada, to co można zauważyć w praktyce, że w omawianym fachu, coraz więcej przestępców decyduje się na rabunek nowych samochodów, a tych w miastach aglomeracyjnych jest najwięcej. Można wymienić kila powodów, dla których złodzieje decydują się przywłaszczyć nowe auto. Po pierwsze pieniądze, jeden nowy samochód jest znacznie więcej wart niż stary. Spadek wartości pojazdów jest szybki i wyraźny, stąd np. złodzieje często „stale” obserwują osiedlowe parkingi i jak zauważą pojawienie się świeżo kupionego auta, istnieje duże ryzyko, że jego właściciel nie nacieszy się nim. Czasem różnice w wartości są na tyle duże, że bardziej opłaca ukraść jeden nowy samochód niż kilka starych, zwłaszcza, że przestępca nie zna stanu używanych egzemplarzy. Po drugie – czas. Oczywiste – mniej jest fatygi przy grabieży jednego auta, aniżeli kilku. Złodziej szybciej zarobi konkretne pieniądze na zrabowaniu nowego auta niż kilku starych. Po trzecie – mniejsze ryzyko złapania. Im więcej kradnie się aut, tym większe prawdopodobieństwo zostania złapanych. Mniej kradzieży, to też mniej patroli policyjnych oraz niepokoju mieszkańców. Po czwarte – nomen omen – niższa grożąca kara. Wyrok za kradzież jednego drogiego auta niemal na pewno będzie niższy niż za kradzież kilku, nawet wartych łącznie mniej. Po piąte, co w sumie powiedział mi broniony przez mnie złodziej setek aut – pewność co do jakości. Kradnąc stary pojazd, sprawca „naraża się” na niski „zysk”, gdyż ciężko będzie mu potem sprzedać auto i pozostanie tylko pocięcie go na części.

Na marginesie mogę dodać, że najbardziej „profesjonalni” przestępcy najczęściej swój fach wykonują za granicą (zwłaszcza  Niemczech) względnie w metropoliach, a ich ulubionymi pojazdami są niemieckie marki o mocnym silniku. W kontakcie ze doświadczonymi złodziejami aut nietrudno zauważyć, że znakomicie znają się nie tylko na samochodach, ale też mechanice i rynku, pracując na co dzień np. w warsztacie czy komisie.

Wpadka sejmu przy przepisie sankcjonującym cofanie licznika

Odometer2O karaniu za przekręcanie licznika, mowa już od półtora roku. Wszystko zaczęło się od nagłośnienia statystyk tego typu oszustw kilka miesięcy wcześniej. Gdy wreszcie przepis karny w uchwalono,  tuż przed wejściem w życie w maju, ustawodawca nieopatrznie go zmodyfikował.

Do niedawna, nowy przepis 306a kodeksu karnego brzmiał:

§ 1. Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.

Od kilku dni tenże art. 306a k.k. brzmi:

§ 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2, art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż pięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 20.
§ 2. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2,art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż dziesięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 5 do 25.

Czy wprowadzenie innego brzmienia omawianego przepisu eliminuje jego nową-starą wersję? Głosy są podzielone. Przedstawiciele rządu twierdzą, że nie i mogą obok siebie obowiązywać dwa tak samo oznaczone przepisy. W mediach jest jednak szereg głosów odmiennych, głównie dziennikarzy.

Odpowiedź znajdziemy w ustawie wprowadzającej najnowszy przepis.  Skoro nie uchyliła ona ani nie zmieniła poprzedniej wersji,  co by było wprost napisane, a jedynie wprowadziła drugą wersję, to znaczy,  że wpadka sejmu jest,  ale jedynie taka że mamy bałagan w kodeksie, natomiast obie wersje oficjalnie istnieją, przynajmniej do następnej nieuchronnej i prędkiej nowelizacji.

Lewe prawo jazdy z Ukrainy

Lesser Coat of Arms of Ukraine.svgHistoria uzyskiwania polskiego prawa jazdy na podstawie ukraińskich uprawnień wcale nie jest świeża i nie wiąże się z masowym przyjazdem społeczności napływowej ze wschodu. Przekonuje o tym przypadek z województwa lubelskiego z 2013 roku. Tamtejszy mieszkaniec chciał uzyskać polskie prawo jazdy na podstawie rzekomo posiadanego ukraińskiego dokumentu. Dokument ten okazał się fałszywy. Petent ani nigdy nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami z innego kraju ani nawet nigdy nie przekroczył granicy z Bugiem.

Poruszony przypadek zakończył się dla delikwenta skazaniem za przestępstwo wyłudzenia poświadczenia nieprawdy z art. 272 kodeksu karnego (Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech). Sąd wymierzył karę 1600 zł grzywny, zasądzając nadto koszty procesu w kwocie 530,75 zł (Sąd Rejonowy w Łukowie, II K 160/15).

Skazany miał „wyrobić” ukraińskie prawo jazdy w 2012. Skąd je miał? Nie powiedział. Istnieją przynajmniej trzy możliwości. Sam je sfabrykował. Zlecił komuś fałszerstwo. Uzyskał je od osoby – „pośrednika” – zajmującej się zdalnym załatwianiem prawka. Jeśli ten ostatni wariant jest prawdziwy, to praktyka oferowania załatwienia (nieprawdziwych) uprawnień zagranicą (na Ukrainie czy w Czechach) liczy już sobie troszkę lat.

Moi Czytelnicy, w dużej mierze z Wielkopolski, nieraz pytali o uzyskanie zagranicznych uprawnień. Głównie były to osoby, wobec których orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Źródłem pytań były głównie wpisy na różnych forach osób, które rzekomo takie zagraniczne prawko otrzymały albo parały się pośrednictwem.

Osoby, których nie przestał wiązać zakaz sądowy, w ogóle nie mogą kierować pojazdami, nawet posiadając uprawnienia wyrobione w odrębnym państwie. Osoby, których zakaz nie dotyczy, po uzyskaniu legalnego prawka zagranicą, o ile jest uznawane w Polsce, powinny mieć dokument wymieniony na polski. W każdym razie, zawsze warto skonsultować sprawę np. z adwokatem, żeby nie mieć potem problemów. W jednym z najbliższych wpisów szczegółowo opiszę zasady, jakie obowiązują przy otrzymaniu legalnego prawa jazdy na Ukrainie.

Kategoria B1 jako odpowiedź na zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych

File:Chatenet Baroocer.jpgWymierzanie przez sądy zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych stało się tak powszechne, że niczym eliksir młodości poszukiwany jest nań środek zaradczy. Pewnymi rozwiązaniami są warunkowe umorzenie postępowania, blokada alkoholowa, czy skrócenie zakazu. Środki te wiążą się z krótszym, ale nadal jednak wiążącym przez pewien okres obostrzeniem prowadzenia samochodów.

Od niedawna w praktyce orzeczniczej pojawił się nowy sposób na zakaz, co prawda nadal nie idealny, ale ciekawy i warty co najmniej rozważenia. Chodzi o wyłączenie z ograniczenia kategorii B1. Innymi słowy, sąd orzeka zakaz na wszystkie kategorie prawa jazdy oprócz B1. Walcząc o to w sądzie, trzeba wykazać nieco inicjatywy i forsować to rozwiązanie w wyroku.

Dla przypomnienia, B1 uprawnia do prowadzenia czterokołowców, czterokołowców lekkich (quadów) oraz motorowerów. Skupmy się na czterokołowcach, bo one są tu najważniejsze.

Czterokołowiec to pojazd samochodowy przeznaczony do przewozu osób lub ładunków, z wyłączeniem samochodu osobowego, ciężarowego i motocykla, którego masa własna nie przekracza w przypadku przewozu rzeczy 550 kg, a w przypadku przewozu osób 400 kg. Ograniczenie gabarytowe powoduje, że pojazd nie jest bezpieczny i w testach zderzeniowych wypada blado. Ograniczenie bezpieczeństwa powoduje, że kierujący czterokołowcem lub osoba nim przewożona są obowiązani używać kasków ochronnych, chyba że pojazd fabrycznie został wyposażony w nadwozie zamknięte i pasy bezpieczeństwa. Nie zapominajmy, że tak mały samochód ma dużo zalet w poruszaniu się po zatłoczonych miastach.

Jednakże czterokołowiec wcale nie jest żółwiem. Stosownie do właściwego rozporządzenia, z technicznego puntu widzenia, musi poruszać się co najmniej 60 km/h. Z drugiej strony, z administracyjnego punktu widzenia, maksymalna prędkością dla „mikorauta” będzie 100 km/h. Więcej pojechać nie można, a to przez wzgląd na zabronioną jazdę nimi po autostradzie i drodze ekspresowej. Tylko uwaga. Jeśli w aucie znajduje się dziecko do lat 7, to dopuszczalna prędkość pojazdu to 40 km/h.

Na końcu pomówmy o cenie. A ta może negatywnie zaskoczyć. Nowe czterokołowce mogą kosztować tyle co dobrze wyposażone nowe pojazdy średniej klasy. Cóż, rynek tych aut nie jest duży, więc prawa rynku nie służą konsumentom. Zawsze za to można skorzystać z rynku wtórnego. Na popularnej internetowej giełdzie pojazdów, można znaleźć naprawdę sporo ofert czterokołowca po atrakcyjnej cenie, zwłaszcza jeśli potrzeba jego zakupu powstała nagle, np. po wydaniu wyroku.

Ważna zmiana dotycząca wystawiania mandatów

File:Police man ganson.svg

Aut: Magister Mathematicae

15 listopada 2018 weszła w życie istotna nie tylko dla kierowców zmiana w kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia. Chodzi o art. 97 kodeksu. We wcześniejszym brzmieniu § 1 pkt 3 stwierdzał, że funkcjonariusz jest uprawniony do nałożenia grzywny w drodze mandatu karnego, gdy stwierdzi popełnienie wykroczenia za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu. Po zmianach artykuł ten przyznaje policjantom możliwość wystawienia mandatu w razie stwierdzenia wykroczenia, w tym w szczególności za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie zostanie schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu.

Można zauważyć – jak to bywa w prawie – że zmiana brzmienia przepisu jest niewielka, a jednak różnica, jaka z niej wynika okazuje się kolosalna w ogromna w skutkach. Wyjaśniając, do tej pory policjant musiał być świadkiem wykroczenia, aby móc wystawić mandat. Jeśli policjant otrzymywał dowody na popełnienie wykroczenia od osoby trzeciej, aby wymierzyć mandat sprawa musiała trafić do sądu, nawet jeśli sprawca się przyznał. Nadto konieczne było odpowiednie przesłuchanie osoby zawiadamiającej, a także sprawcy wykroczenia.

W nowym przepisie przyrządy pomiarowe i urządzenia rejestrujące z których korzystają policjanci są tylko przykładowo wymienione jako możliwy sposób stwierdzenia popełnienia wykroczenia. Oznacza to, że od teraz przepis dotyczy innych wykroczeń. Zmiana przepisu sprowadza się więc do tego, że wystarczy że policjant stwierdzi popełnienie wykroczenia – niezależnie od tego, czy sam jest autorem takiego pomiaru/nagrania, czy też na przykład otrzymał nagranie na którym sprawca popełnia wykroczenie od osoby trzeciej. Innymi słowy, policjanci będą mogli wystawić mandat nie będąc obecnym na miejscu popełnienia wykroczenia, a mając jedynie wystarczające dowody od świadków takiego zachowania. Nie będzie już więc konieczności, aby kierować tego rodzaju sprawy do sądu – choć oczywiście w dalszym ciągu może zdarzyć się, że potrzebne będzie dodatkowe przesłuchanie osoby zgłaszającej wykroczenie. Przypadki te będą jednak ograniczone do sytuacji, w których świadek poda niepełne informacje co do zachowania sprawcy, miejsca, daty, czasu i danych osoby popełniającej wykroczenie.

Dodatkowo funkcjonariuszom przedłużono termin na przeprowadzenie czynności wyjaśniających i wystawienie mandatu – 60 dni od dnia ustalenia sprawcy wykroczenia. Należy jednak zaznaczyć, że sprawcy w dalszym ciągu przysługuje odmowa przyjęcia mandatu i w tym przypadku Policja nadal będzie zmuszona skierować się do sądu z wnioskiem o jego ukaranie.

Nie wiemy jeszcze, jak nowe przepisy zadziałają w praktyce, ciekawi nas jednak co Państwo sądzą o tego rodzaju usprawnieniach w działaniu Policji? Czy tego rodzaju zmiany sprawią, że będą Państwo chętniej zgłaszać wykroczenia, których są Państwo świadkiem? Czy Państwa zdaniem takie rozwiązanie przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa – na przykład na polskich drogach?

Aplikant adwokacki Joanna Kowal

Brak limitu prędkości na autostradach

46161819_493593594466894_8855864136446246912_nMiłośnicy brawurowej i szybkiej ekspresowej jazdy chcieliby, by śladem naszych najbliższych zachodnich sąsiadów, wprowadzić na autostradach odcinki bez limitu prędkości. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby znalazł się rząd, który się na to zgodzi. W naszym kraju wciąż notuje się za dużo przestępstw drogowych, szczególnie ze skutkiem śmiertelnym.

Kierowca pojazdu na zdjęciu, „wycisnął” na niemieckiej autostradzie 307 km/h. Na więcej maszyna nie pozwoliła. Uważa, że docelowo w Polsce też mogłyby zostać zniesione limity. W RP, inaczej niż w Republice Federalnej, jest stosunkowo mało autostrad (kolejnych się nawet nie planuje), które przy tym znamionuje wiele zatłoczonych odcinków. Dużo jest u nas dróg ekspresowych, ale profil tych tras jest mniej bezpieczny. W Niemczech jest więcej aut i motocykli dostosowanych do najwyższych prędkości, błyskawicznie osiągających prędkość 100 km/h i wyposażonych w części pozwalające sprawniej uniknąć wypadków, jak np. ceramiczne hamulce, czy zabezpieczenie przed pęknięciem opon. Poprawa infrastruktury drogowej (poszerzenie autostrad) i zwiększenie objętości portfela rodaków (ułatwiające zakup lepszych modeli aut), niewiele da, jeśli nie zmieni się kultura jazdy na drogach. A ta woła często o pomstę do nieba.

Warto dodać, że Polska wcale nie ma restrykcyjnych przepisów dla szybkiej jazdy.  Z danych na Wikipedii wynika, że jest przeciwnie. Należymy do nielicznych państw, z ograniczeniem na autostradach powyżej 130 km/h. Przykładu dostarczają też niedawno przytaczane przeze mnie regulacje hiszpańskie, gdzie nadmierna prędkość nie tylko na terenie zabudowanym jest przestępstwem i grozi więzieniem włącznie z pozbawieniem uprawnień do prowadzenia pojazdów. Co ciekawe, z samych Niemiec płyną sygnały, o chęci wprowadzenia limitów na wszystkich odcinkach autostradach, a nawet zmniejszeniem limitu do 120 km/h.

Tak w sporym skrócie wyglądała nasza rozmowa o zniesieniu limitu prędkości. Jeśli Czytelnicy mają inne cenne uwagi, zapraszam do komentarzy.

Zakaz prowadzenia pojazdów w Hiszpanii

File:Spain flag mini.pngNiedawno pomagałem Hiszpanowi, który w naszym kraju wsiadł za kierownicę po wypiciu sangrii. Zatrzymany do kontroli przez policję, wydmuchał w balonik tyle, że starczyło na przestępstwo. Analizując sprawę, wziąłem pod uwagę przepisy z ojczyzny delikwenta. Tyle o Hiszpanie, a dalej o Hiszpanii, gdzie Polaków nie brakuje i im dedykuję dalsze słowa.

W największym państwie półwyspu iberyjskiego można stracić prawko w podobnych okolicznościach, jak w Polsce. Tamtejszy kodeks karny także przewiduje rozdział poświęcony przestępstwom przeciwko bezpieczeństwu drogowemu. Najważniejsze dwa przepisy dotyczą jazdy pod wpływem zabronionych substancji oraz z nadmierną prędkością (art. 379). I tak, sprawca, który kieruje pojazd silnikowy albo motorower przekraczając prędkość dozwoloną w drodze rozporządzeń: o 60 km/h na drogach miejskich lub o 80 km/h na drogach międzymiastowych, podlega karze pozbawienia wolności od trzech do sześciu miesięcy lub grzywny od sześciu do dwunastu miesięcy lub prac społecznych od trzydziestu jeden do dziewięćdziesięciu dni, a w każdym przypadku także pozbawieniu prawa do prowadzenia pojazdów silnikowych i motorowerów na czas przekraczający rok, do lat 4.

Identyczna kara grozi kierowcy pojazdu mechanicznego albo motoroweru będącego pod wpływem narkotyków, substancji narkotycznych, substancji psychotropowych lub napojów alkoholowych. W każdym przypadku będzie skazany na te kary ten, kto kieruje pojazdem przy zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu przekraczającej 0,60 mg/litr lub zawartości alkoholu we krwi przekraczającej 1,2 g/litr.

W porównaniu z polskim, ustawodawca hiszpański łagodniej karze kierowców na podwójnym gazie, ostrzej zaś piratów drogowych. Kary za oba sprawstwa w państwie Picassa są jednolite. W Polsce nie, a to dlatego, że Polacy należą do najczęściej w Europie osób wylewających za kołnierz i wsiadających potem do samochodu, co spowodowało szczególne zaostrzenie przepisów w tym zakresie. Podsumowując, piraci drogowi mają gorzej w Hiszpanii, bo tam mogą utracić prawo jazdy nie tylko na terenie zabudowanym, ale także poza nim. Zarazem o ile w Polsce jest to wykroczenie, za które grozi zatrzymanie uprawnień na trzy miesiące, w Hiszpanii to przestępstwo, za które można stracić uprawnienia na kilka lat i pójść do więzienia. Łaskawszym okiem prawodawca hiszpański spogląda na jazdę po alkoholu i narkotykach. Nie dosyć, że przestępstwo zaczyna się od stężenia ponad dwukrotnie wyższego jak u nas, to jeszcze okres zakazu maksymalnie trwa niewiele więcej niż minimalnie w Polsce.

 

Co grozi za jazdę po alkoholu?

Nieraz już pisałem o konsekwencjach złapania na kierowaniu po alkoholu (czy innych zabronionych substancjach). Czytelnicy jednak stale o to pytają, więc warto ponowić wpis w tym temacie. Parafrazując Empedoklesa – co warto powiedzieć raz, warto powiedzieć dwa razy … i więcej – zwłaszcza, że temat stale pozostaje na świeczniku.

Przestępstwem jest kierowanie pojazdem mechanicznym w tzw. stanie nietrzeźwości, gdy  zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość lub gdy zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Jeżeli podane wartości są niższe, ale przekraczają 0,2 promila albo 0,1 mg wówczas mamy wykroczenie.

W przypadku wykroczenia, sprawca podlega karze aresztu albo grzywny nie niższej niż 50 złotych. Sąd bezwzględnie orzeka także zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Co ważne, wykroczeniem jest też kierowanie w stanie nietrzeźwości, ale innym pojazdem niż mechaniczny.

W przypadku przestępstwa, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Sąd ponadto orzeka zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na minimum 3 lata, a także świadczenie pieniężne rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości co najmniej 5000 złotych.

Recydywista, to jest kierowca który ponownie – po uprawomocnieniu się wyroku skazującego za jazdę w stanie nietrzeźwości – dopuścił się tego samego czyny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Sprawca taki ponadto otrzymuje zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych dożywotnio, a na rzecz Funduszu musi zapłacić co najmniej 10 000 złotych.

Prawo jazdy na motorower

Québec P-130-59.svgJeden z czytelników zadał pytanie, czy urodzeni przed datą 2014 mogą jeździć skuterem, jeśli po tej dacie miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Podobne pytania, wynikłe z wprowadzenia prawa jazdy kategorii AM, pojawiają się systematycznie. Poświęćmy tej materii nieco więcej czasu.

Zacznijmy od Prawa o ruchu drogowym. Definiuje ono parę istotnych pojęć:

  • motocykl – pojazd samochodowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej przekraczającej 50 cm3, dwukołowy lub z bocznym wózkiem – wielośladowy; określenie to obejmuje również pojazd trójkołowy o symetrycznym rozmieszczeniu kół;
  • motorower – pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h;
  • pojazd silnikowy – pojazd wyposażony w silnik, z wyjątkiem motoroweru i pojazdu szynowego.

Ustawa nie mówi o skuterze. Oznacza to, że skuter – w zależności od budowy – może być albo motocyklem albo motorowerem. Przed wejściem w życie ustawy o kierujących pojazdami, motorowerem – bez potrzeby legitymowania się prawem jazdy – mogły poruszać się osoby pełnoletnie. Ustawa o kierujących pojazdami ten stan prawny zmieniła. Wpisano w niej, że dokumentem stwierdzającym posiadanie uprawnienia do kierowania motorowerem, pojazdem silnikowym lub zespołem pojazdów składającym się z pojazdu silnikowego i przyczepy lub naczepy jest między innymi prawo jazdy. Ustawodawca dodał więc zasadę, że nawet skutery o statusie motoroweru, będą mogły być użytkowane przez osoby dorosłe, pod warunkiem uzyskania prawa jazdy. Zasad ta ma jednak wyjątek, o której na końcu.

Zgodnie z ustawą o kierujących pojazdami, która w zakresie nowych kategorii prawa jazdy weszła w życie z dniem 19 stycznia 2013, kategoria AM stwierdza posiadanie uprawnienia do kierowania motorowerem i czterokołowcem lekkim. Na marginesie, nie można zapomnieć, że pozostałe kategorie także uprawniają do poruszania się motorowerem. Wymagany minimalny wiek do kierowania pojazdami kategorii AM, to 14 lat. Osoba, która nie ukończyła 18 lat, może uzyskać to uprawnienie za pisemną zgodą rodzica lub opiekuna. Trzeba jeszcze pamiętać, że możność prowadzenia danego pojazdu nabywa się z chwilą fizycznego otrzymania dokumentu prawa jazdy.

Odpowiadając na pytanie Czytelnika, wróćmy do wspomnianego wyjątku. Osoba, która przed dniem wejścia w życie ustawy ukończyła 18 lat, uznaje się za uprawnioną do kierowania motorowerem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wobec tej osoby nie wymaga się posiadania dokumentu stwierdzającego to uprawnienie. Poza tym, dotąd stosowana karta motorowerowa, zachowuje ważność do czasu ukończenia przez jej posiadacza 18 roku życia. Karta motorowerowa podlega wymianie, na koszt osoby uprawnionej, na prawo jazdy kategorii AM, o ile osoba ma ukończone 14 lat. Przekładając przepisy na konkretny stan faktyczny, ich lektura prowadzi do takich oto wniosków:

  • osoba, która do 18 stycznia 2013 włącznie skończyła 18 lat, nie potrzebuje uzyskać prawa jazdy kategorii AM, by prowadzić motorower;
  • zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – po ustaniu – nie niweczy uprawnienia osoby, o której wyżej. Innymi słowy, koniec zakazu ponownie pozwala prowadzić motorower;
  • inaczej sprawa się ma w stosunku do osób, które nie były przed wspomnianą datą pełnoletnie, a posiadały kartę motorowerową. Treść cytowanego przepisu, pozwala na interpretację, że w przypadku objęcia takiej osoby zakazem, jest ona traktowana jak osoba, która w poprzednim stanie prawnym nie była pełnoletnia  i nie posiadał karty motorowerowej.

Korzyści z warunkowego umorzenia postępowania karnego

Nasi czytelnicy często zadają pytanie, jakie są korzyści z warunkowego umorzenia postępowania karnego w przypadku spraw tzw. „nietrzeźwych kierowców”. Pytanie nie może dziwić, wszak w obowiązującym surowym uregulowaniu sankcji dla „wczorajszych kierowców”, warunkowe umorzenie może okazać się ostatnią deską ratunku.

Otóż, poza zmniejszeniem zakazu prowadzenia pojazdów nawet do jednego roku, wyrok warunkowo umarzający sprawę, pozwala uniknąć notowania jako skazany w Krajowym Rejestrze Karnym. Korzyściami mogą być również obniżenie świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, brak grzywny, czy niższe koszty procesu.

Jeżeli oskarżony miał zatrzymane prawo jazdy, to dodatkowo może się zdarzyć, że okres trwania postępowania niekiedy „skonsumuje” orzeczony zakaz. Istotne jest to, że do czasu obowiązywania zakazu wlicza się okres uprzedniego zatrzymania (postępowanie skonsumowało go w całości) lub będzie obowiązywał zaledwie kilka tygodni. Krótko już więc po wyroku, kierowca może zwrócić się do starostwa po zwrot dokumentu, co następuje niezwłocznie i z powrotem będzie mógł się cieszyć jazdą swoim ukochanym autem.

Starając się o warunkowe umorzenie postępowania, trzeba jednak wystrzegać się popełnienia innych naruszeń prawa. Przekonał się o tym jeden klient, który nie powiadomił swojego adwokata o na pozór błahej sprawie. Klient ów dopuścił się drobnego przestępstwa pracowniczego, które ma charakter umyślny. Sprawę pierwotnie prowadziła inspekcja pracy, co niejako osłabiło czujność tego delikwenta. W pewnym momencie otrzymał wyrok nakazowy z niewielką grzywną, którą od razu zapłacił i myślał, że nic więcej groźnego z tego tytułu go nie spotka. Przeliczył się. Na rozprawie karnej, na której miał być wydany wyrok warunkowo umarzający (co przyznał sam sędzia) w sprawie jazdy w stanie nietrzeźwości, wyszło na jaw późniejsze skazanie za sprawę pracowniczą. Sąd nie miał wyboru – warunkowego umorzenia nie orzekł. Podobnych, na pozór banalnych występków, nie brakuje, może to być przewinienie związane z obowiązkami ZUS, czy ochroną środowiska. W każdym przypadku, trzeba o tym powiadomić adwokata, żeby uniknąć niespodzianki, która spotkała ww. klienta.