Sens zaostrzania przepisów drogowych

File:Answer to inequality cant be blindness poster vector.svg

Aut: OSeveno

Od kilku lat notuje się kampanię wymierzoną przeciwko piractwu drogowemu. Walka ta przybiera postać zaostrzania kar za popełnienie przestępstw i wykroczeń drogowych oraz za niedopełnienie różnego rodzaju – często technicznych – obowiązków. Walka ta przybiera także postać modyfikowania przepisów administracyjnych, nakładających na kierowców i podmioty na rynku motoryzacyjnym, kolejne wymagania. Całość tych wszystkich działań stanowi wyraz określonej polityki państwa, prowadzonej przez kolejne rządy. Polityka ta powinna być przemyślana; dostosowana do stanu bezpieczeństwa drogowego. Kolejne koncepcje rządów winny mieć na uwadze nie tylko skuteczność dotychczasowych regulacji, ale też fakt, że nowelizacje prawa często uderzają również w rzetelnych kierowców. Tu rodzi się pytanie o sens dalszych zmian.

Większość z nas pamięta, że stan i bezpieczeństwo polskich dróg na przełomie wieków wołały o pomstę do nieba. Stan dróg, gównie dzięki unijnemu zastrzykowi gotówki, uległ w miarę szybko znacznej poprawie. Z bezpieczeństwem na drogach było jednak inaczej. Problem tkwił głównie w mentalności i przyzwyczajeniach rodaków, które są mniej reformowalne. Polacy bezpiecznie nie jeżdżą, a jednym z głównych tego powodów od dawna był alkohol, a ściślej lekkomyślny, a często lekceważący stosunek do jazdy po jego spożyciu. Nietrzeźwi kierowcy są niebezpieczni nie tylko z powodu opóźnionej reakcji na występujące sytuacje na drogach, co przejawia się zwłaszcza w (nieraz nieświadomym) nieudzieleniu pierwszeństwa i w nieprawidłowym manewrowaniu. Przede wszystkim jednak, kierowcy na podwójnym gazie jeżdżą zuchwale. W ostatnich latach, powodem zatrzymania ponad połowy pijanych kierowców za naruszenie przepisów drogowych było przekroczenie dopuszczalnej prędkości.

Z perspektywy czasu, można śmiało rzec, że najskuteczniejszym pomysłem na poprawę bezpieczeństwa na drogach było wprowadzenie w 2012 roku wysoce dolegliwych i bezwzględnych kar za jazdę na podwójnym gazie. Za dopuszczenie się przestępstwa zaczęto orzekać co najmniej trzy lata zakazu prowadzenia pojazdów. Recydywistów zaczęto karać dożywotnim zakazem. Za przekroczenie o 50 km/h dozwolonej prędkości na terenie zabudowanych, zaczęto zawieszać prawo jazdy na trzy miesiące. Do 2012 istniał stały trend popełnianych przestępstw jazdy po pijanemu. Każdego roku stwierdzano ponad 150 tys. przypadków. W kolejnych latach statystyka ta znacznie się poprawiła. Zwłaszcza między 2013 a 2014 nastąpił niemalże dwukrotny spadek przestępstw, zapewne na skutek dobrej kampanii społeczno-medialnej, ale też stałego przepływu informacji o skazaniach pomiędzy zwykłymi obywatelami. Kierowcy naprawdę się przestraszyli.

Zaostrzenie kar w tym wypadku było więc strzałem w dziesiątkę. Wyraźnie bowiem spadła też liczba wypadków oraz związanych z nimi liczbami rannych i zabitych. Były i mniej fortunne pomysły, jak choćby słynne karanie więzieniem nietrzeźwych rowerzystów, którymi nierzadko okazywali się poczciwi emeryci i renciści.

Poprzedni rząd nie kontynuował rewolucji w przepisach związanych z bezpieczeństwem drogowym. Inaczej jest jednak od chwili, gdy stery w Ministerstwie Sprawiedliwości przejął Zbigniew Ziobro. Od tego momentu zalewają nas kolejne fale restrykcyjnych nowości, m. in. związane z karaniem nieuchronnym więzieniem za spowodowanie śmiertelnego wypadku, zaostrzeniem postępowania mandatowego, ograniczeniem prędkości jazdy nocą, ukróceniem nieprawidłowości w stacjach kontroli pojazdów, ograniczeniem importu starych aut, niezatrzymaniem do kontroli czy zapewnieniem poprawy bezpieczeństwa przewozu dzieci. O tych wszystkich sprawach pisałem, a nie są to wszystkie. Warto jeszcze odnotować, że dano sądom więcej czasu na skazanie za wykroczenie. Wykroczenie przedawni się dopiero po dwóch latach od dnia wszczęcia postępowania. Badanie techniczne pojazdów będzie się przeprowadzać po uiszczeniu za nie opłaty. Rozszerzono dane rejestrowane w Centralnej Ewidencji Kierowców o informacje dotyczące popełnienia wykroczeń oraz przypisanych punktów karnych, a nawet jakimi pojazdami poruszał się ukarany przy popełnieniu czynów. Informacje te będą dostarczane sądom wraz z kartą karną i aktualizowane co 6 miesięcy. Z pewnością będzie miało to wpływ na zaostrzenie kary albo może zniweczyć możebność jej złagodzenia. Są też zmiany idące z duchem czasów, jak choćby umożliwienie zapłaty mandatu kartą płatniczą na miejscu u Policjanta.

W tym miejscu należy wreszcie zadać pytanie jak w temacie. Czy aktualna, rygorystyczna polityka rządu ma sens? Czy ingerencja w porządek prawny, nie idzie za daleko? Czy zmiany spowodowane są rzeczywistymi potrzebami, jakie wynikają z aktualnego stanu bezpieczeństwa na drogach, czy wiążą się z osobistą filozofią Ministra, który nie bez kozery nazywany jest szeryfem, który kreuje się na nieprzejednanego wroga wszelako przejawiającego się bezprawia, w tym tego na drogach.

Osobiście, sprzeciwiam się generalizowaniu, dlatego każda rekonstrukcja prawa wymaga poddania odrębnej ocenie. Z tej optyki, na przykład zmiany obejmujące stacje kontroli pojazdów, należy uznać za wysoce pożądane i zasługujące na aprobatę. Choć spowodowały one niedogodności dla tych podmiotów, zwiększyły biurokrację, z pewnością posłużą wyeliminowaniu dość powszechnych nadużyć przy badaniach starych i uszkodzonych pojazdów.

Inaczej sprawa ma się w przypadku przepisów karnych. O ile kary nie mogą być zbyt łagodne, o tyle przesadnie surowe także. Wszak – upraszczając – od pewnego poziomu kary, przestępcy obojętne jest, czy grozi mu bardzo ostra czy jeszcze ostrzejsza kara. Poza tym zbyt długi wyrok uniemożliwia późniejszą resocjalizację skazanego, potęgując jego demoralizację.

W sukurs obecnemu rządowi idą statystyki, publicznie dostępne chociażby na policja.pl. Nimi Minister Ziobro może się zasłaniać i nie musi wcale sięgać po sofistyczną interpretację. Otóż wspomniana wcześniej tendencja spadkowa przestępstw drogowych wyhamowuje. W 2015 ich liczba spadła o dziesięć tysięcy, rok temu o cztery tysiące i wyniosła 60.649. Całkowicie wyhamowała tendencja spadkowa przestępstw wypadków komunikacyjnych. W zeszłym roku pierwszy raz od dłuższego czasu liczba wypadków wzrosła aż o tysiąc. Podobnie rzecz ma się do katastrof komunikacyjnych. Minimalnie spada liczba wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców. Można więc powiedzieć, że kończy się efekt przełomowej zmiany z 2012 roku.

Racjonalnym staje się pytanie, co więcej zrobić, żeby ponownie wzmocnić trend spadkowy? Z drugiej strony, ostrożnie należy szafować statystykami. Może warto byłoby poczekać z ich oceną. Trzeba bowiem pamiętać, że obraz tendencji jest zniekształcony przez fakt, że każdego roku przybywa około milion zarejestrowanych samochodów, przyjeżdża coraz więcej cudzoziemców zza wschodniej granicy, funkcjonariusze przeprowadzają też „po prostu” więcej kontroli drogowych.

Niezależnie od oceny sensowności ministerialnych inicjatyw, która w obecnych czasach coraz częściej nie jest wolna od posiadanych sympatii politycznych, nie sposób nie ulec wrażeniu, że na opisanych zmianach się nie skończy. Jedno jest pewne, mieszanie się różnych polityk karnych i zresztą nie tylko karnych, powoduje że obowiązujące prawo przestaje być pewne, jasne i spójne. Obowiązujące kodeksy oparte są o bardziej liberalną filozofię, niż wyznawana przez władzę. Stałe zaostrzanie kar w pewnym momencie spowoduje problemy praktyczne. System się przekształca, z czym w końcu na poważnie zmierzą się praktycy. Sędziowie staną na pewnym rozdrożu, czy co do zasady karać powściągliwie, czy bezwarunkowo. Z pewnością na rozstaju dróg stać nie będzie można, prawo musi być jednolite. Zmiany będą szły dalej albo rząd dokona korekty obranego kierunku. Być może na ich końcu, zasadniczym kryterium oceny sensu przepisów okaże się starożytna maksyma dura, lex sed lex.

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Jak sobie radzić, gdy kupiłeś pojazd z ukrytymi wadami, a w umowie stwierdzono, że zapoznałeś się ze stanem technicznym pojazdu i nie będziesz w związku z tym wnosił żadnych roszczeń?

Poniższy wpis pochodzi z bloga mojej koleżanki, mec. Emilii Jackowskiej – LINK. Na końcu dodałem parę uwag.

„Sprzedawcy używanych pojazdów są mniej więcej świadomi swoich ryzyk związanych ze sprzedażą pojazdu, który już sporo ma nawinięte na bęben licznika.  Liczą się także z tym, iż auto to może po jakimś czasie używania odmówić posłuszeństwa, z czym wiązać się mogą roszczenia wysuwana przez Kupujących względem niego.

Dlatego też w umowach sprzedaży, które otrzymujemy do podpisu zawierane są klauzule mające w zamierzeniu ograniczyć odpowiedzialność Sprzedawcy za mogące powstać w przyszłości wady.  Tytułem przykładu:

Kupujący oświadcza, że dokładnie zapoznał się ze stanem technicznym nabywanego samochodu. Kupujący oświadcza nadto, iż nabywa samochód w takim stanie kupuje i nie będzie w związku z tym zgłaszał żadnych roszczeń.

Kupujący zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu będącego przedmiotem umowy i nie zgłasza do niego zastrzeżeń.

Kupujący oświadcza, że stan techniczny pojazdu jest mu znany i nie będzie z tego tytułu zgłaszał żadnych roszczeń.

Kupujący potwierdza że zna stan techniczny pojazdu oraz że zapoznał się dokumentami i oznaczeniami pojazdu i nie wnosi żadnych zastrzeżeń.

W momencie, gdy jednak po jakimś, zwykle krótkim czasie użytkowania pojazdu jednak okaże się, iż samochód jednak miał wady, to Sprzedawca próbuje się powoływać na tego typu zapis odmawiając wypłaty jakiegokolwiek kwoty.

Czy słusznie?

W zasadzie można wskazać, iż tego typu zastrzeżenie umowne nie ma dla uprawnień z tytułu rękojmi, czy z innego tytułu – jak chociażby z odpowiedzialności kontraktowej przewidzianej w art. 471 K.c. – większego znaczenia. Przywołać w tym miejscu warto wyrok o Sygn. akt I C 947/14 wydany w dniu 4 października 2016 roku przez Sąd Rejonowy w Kędzierzynie-Koźlu I Wydział Cywilny, który rozpatrując podobna sprawę wskazał:

Dla zwolnienia sprzedawcy od odpowiedzialności z tytułu rękojmi za wady nie wystarczy, że kupujący mógł – przy dołożeniu należytej staranności – wadę zauważyć. Sprzedawca bowiem odpowiada także za wady jawne, jeśli nie były kupującemu znane. W art. 354 k.c. mieści się również obowiązek lojalności sprzedawcy wobec kupującego, który winien w szczególności przejawiać się w przedstawieniu drugiej stronie, niebędącej fachowcem w danej dziedzinie, rzeczywistego stanu sprzedawanej rzeczy (wyrok SA w Poznaniu z 26 stycznia 1994 r., I ACr 640/94, Orzecznictwo Sądów w sprawach (…) 1994, nr 8, poz. 139). Bez znaczenia są więc te postanowienia treści umowy, w których kupujący deklaruje jedynie, że zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu. Oznaczają one tylko i wyłącznie tyle, że kupujący zapoznał się ze stanem technicznym w zakresie w jakim został o nim poinformowany i w zakresie w jakim sam zbadał pojazd. Brak wiedzy pozwanej co do stanu technicznego pojazdu nie zwalnia zatem jej samej od odpowiedzialności jako rzetelnego kontrahenta.”

P.S. niezależnie od cennych uwag mec. Emilii Jackowskiej dot. natury cywilnoprawnej, chciałbym dodać jeszcze kilka słów możliwym karnym aspekcie omawianego problemu. Wiele osób kupujących auta i motocykle z rynku wtórnego w gruncie rzeczy stało się ofiarami oszustów, którzy świadomie zataili przed nimi wady. Część z tych wad jest na tyle istotna, że nie trudno wykazać, że sprzedający musiał doskonale o nich wiedzieć, a jedynie zamaskował je przed klientem na giełdzie. W takich sytuacjach, można rozważyć skierowanie sprawy do prokuratury. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że może to przynieść w krótkim czasie znakomity efekt. Nieuczciwy sprzedający może przestraszyć się odpowiedzialności karnej, w ramach której można orzec nawet zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i niezwłocznie uzna roszczenia cywilne. Zaoszczędzony w ten sposób zostanie czas (proces cywilny może trwać latami) oraz pieniądze.

Klauzula o rzekomej świadomości stanu technicznego pojazdu, jeśli wprost nie wypunktowano w umowie konkretnych wad, nie tylko nie chroni sprzedającego, ale może wręcz sugerować, że sprzedawca może mieć coś do ukrycia. Warto więc zawsze mieć się na baczności.

Co grozi za cofnięcie licznika w aucie?

Aut: Santeri Viinamaki

Media donoszą o zatrważającej statystyce manipulacji w liczniku przebiegu kilometrów w używanych autach. Na średnio 800 tysięcy sprowadzonych samochodów rocznie, aż 80 % miało cofnięte liczniki. Można śmiało założyć, że niemal każda próba takiej „regulacji”, wiąże się z próbą uzyskania jak najlepszej ceny za pojazd. Jeżeli ktoś więc, majstruje w liczniku, mając na celu uzyskanie korzyści majątkowej, dopuszcza się przestępstwa oszustwa.

Oszustwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności w wymiarze od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Łatwo policzyć, że rocznie popełnianych jest ponad pół miliona omawianych występków, a przecież powyższa statystyka dotyczy tylko pojazdów sprowadzanych zza granicy. W wielu przypadkach, przestępstwa dopuszczają się te same osoby, które z handlu samochodami, uczyniły sobie stałe źródło dochodu. Takie osoby, mogą być skazane nawet na karę 12 lat pozbawienia wolności. Jeśli przekręcaniem liczników zajmowało się kilka osób, to będą one również odpowiadały za udział w grupie przestępczej. Czytaj dalej

Za spóźnienie się z przeglądem kierowcy zapłacą podwójnie

File:Old car on Crete.JPGRząd najwyraźniej upodobał sobie metodę na dyscyplinowanie kierowców poprzez uprzykrzanie im życia. Pomysłów tych stale przybywa. Pisałem już o planach ministra Ziobry, zaostrzających przepisy drogowe [Link 1 i Link 2]. Tym razem rządzący wpadli na pomysł, by karać kierowców, spóźniających się z okresowym przeglądem auta. Czytaj dalej