Odpowiedzialność za jazdę hulajnogą

Lato minęło, a obiecanej nowelizacji poświęconej hulajnogom w ruchu drogowym jak nie było, tak nie ma. Wydaje się, że posłowie nie mają idealnego pomysłu na regulację. Wszak dominująca koncepcja, która pozwalałaby jeździć hulajnogami, także po chodniku przewiduje – dla wielu kontrowersyjne, a dla mnie sztuczne – ograniczenie możliwości poruszania się szybciej niż pieszy. Problem tymczasem jest naglący. Media donoszą o rosnącej popularności hulajnóg i konsekwentnie zwiększającej się ich liczbie na chodnikach. W ślad za tym mnożą się wypadki i kolizje z udziałem tego środka transportu,  ale także co najgorsze i niepożądane, sądy, organy ścigania, czy szkoły nauki jazdy tworzą coraz to bardziej rozbieżne interpretacje prawa. Wszystko przez lukę w prawie.

Ostatnio głośno było o wyroku, w którym uznano hulajnogę elektryczną za quasi motorower. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, motorower to pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h. Niby wszystko się zgadza, ale tylko na pierwszy rzut oka. Wszak kierowanie motorowerem ograniczone jest licznymi obostrzeniami administracyjnymi i dozwolone na jezdni, nie chodniku ani drodze rowerowej. Co innego policja w różnych częściach kraju, która traktuje użytkowników hulajnogi jak pieszych, a przy tym karze mandatem za ruch po ścieżce dla rowerów, co jest co najmniej dyskusyjne,  a przynajmniej pozbawione zdrowego rozsądku.

Z prawnego punktu widzenia, do czasu wprowadzenia wyczekiwanych norm, wobec luki w przepisach, skłonny byłbym odmówić przyjęcia mandatu za „bezprawne” poruszanie się hulajnogą. Nieświadomość tego, że czyn jest zagrożony karą, nie wyłącza odpowiedzialności, chyba że nieświadomość była usprawiedliwiona. Tak stanowi kodeks wykroczeń. Jeśli sprawca pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do prawa, to nie może odpowiadać za wykroczenie. Dla mnie jako profesjonalnego prawnika każda spotykana interpretacja statusu hulajnogi prowadzi do absurdalnych konsekwencji,  nieracjonalnych z punktu widzenia zasad prawodawczych. Co ma więc powiedzieć „Kowalski” poruszający się hulajnogą?

Reklamy

0,26 mg/dm3 to wykroczenie

1111Temat jazdy samochodem po alkoholu, wielokrotnie gościł na łamach naszego bloga. Wracamy do niego, bo ciągle cieszy się szerokim zainteresowaniem, co z drugiej strony niestety oznacza, że nadal nie brakuje kierowców jeżdżących po kieliszku. Dziś informacja z gatunku optymistycznych. Jak dość powszechnie wiadomo, za przestępczą jazdę po alkoholu kodeks karny przyjmuje w art. 178a § 1 k.k. w zw. z art. 115 § 16 k.k.: stan, w którym zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Adwokat naszej kancelarii po raz kolejny dowiódł, że stężenie 0,26 mg na dm3, wcale przestępstwem nie jest, ale wykroczeniem.

W wyroku z dnia 21 maja 2019, Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu w sprawie III K 1269/18, nie zgodził się ze stanowiskiem prokuratora, że w sprawie „Pana R.” 0,26 mg oznacza przestępstwo i przyjął optykę obrońcy, że mamy do czynienia z wykroczeniem. Dzięki temu „Pan R.” uniknął co najmniej 3 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, dostał tylko 11 miesięcy, co pozwoli mu odzyskać prawo jazdy bez potrzeby zdawania egzaminu państwowego. Obwiniony poza tym uniknął obowiązku zapłaty co najmniej 5.000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Poszkodowanym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Nie można zagwarantować, że każda sprawa z omawianym stężeniem, zakończy się podobnie korzystnie, wszak to zależy od zgromadzonego materiału dowodowego. Niemniej jeśli nie jest on zbyt obszerny, to z uwagi na błąd statystyczny urządzenia mierniczego do badania poziomu alkoholu, należy interpretować wyniki korzystnie dla sprawcy. A gdy przestępstwa nie uda się zakwestionować, to w takim wypadku, zawsze jeszcze pozostaje w obwodzie możliwość warunkowego umorzenia postępowania

Spada liczba kradzieży samochodów

File:Car window burglary.jpg

Aut: Kafziel

Najnowsze statystyki policyjne wskazują, że spadła liczba kradzieży samochodów w Polsce. Spadek o 9 % z 10 do 9,2 tysięcy jest znaczny, ale zwróciłbym uwagę na pewien szczegół, który daje pewną odpowiedź z czego to wynika. Zakładam, że źródłem spadku nie jest lenistwo ani obawa złodziei, bo ten rodzaj przestępstw nadal nie należy do skomplikowanych w popełnieniu i pozwala na szybkie wzbogacenie.

Statystyki są nierównomierne, niektóre komendy odnotowują nieznaczny wzrost kradzieży, a inne znaczny spadek. Znamienna jest statystyka Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu oraz stołecznej. W Wielkopolsce odnotowano aż 35 % spadek, w samej Warszawie zaś 7 % wzrost.

Statystyka ta podpowiada, to co można zauważyć w praktyce, że w omawianym fachu, coraz więcej przestępców decyduje się na rabunek nowych samochodów, a tych w miastach aglomeracyjnych jest najwięcej. Można wymienić kila powodów, dla których złodzieje decydują się przywłaszczyć nowe auto. Po pierwsze pieniądze, jeden nowy samochód jest znacznie więcej wart niż stary. Spadek wartości pojazdów jest szybki i wyraźny, stąd np. złodzieje często „stale” obserwują osiedlowe parkingi i jak zauważą pojawienie się świeżo kupionego auta, istnieje duże ryzyko, że jego właściciel nie nacieszy się nim. Czasem różnice w wartości są na tyle duże, że bardziej opłaca ukraść jeden nowy samochód niż kilka starych, zwłaszcza, że przestępca nie zna stanu używanych egzemplarzy. Po drugie – czas. Oczywiste – mniej jest fatygi przy grabieży jednego auta, aniżeli kilku. Złodziej szybciej zarobi konkretne pieniądze na zrabowaniu nowego auta niż kilku starych. Po trzecie – mniejsze ryzyko złapania. Im więcej kradnie się aut, tym większe prawdopodobieństwo zostania złapanych. Mniej kradzieży, to też mniej patroli policyjnych oraz niepokoju mieszkańców. Po czwarte – nomen omen – niższa grożąca kara. Wyrok za kradzież jednego drogiego auta niemal na pewno będzie niższy niż za kradzież kilku, nawet wartych łącznie mniej. Po piąte, co w sumie powiedział mi broniony przez mnie złodziej setek aut – pewność co do jakości. Kradnąc stary pojazd, sprawca „naraża się” na niski „zysk”, gdyż ciężko będzie mu potem sprzedać auto i pozostanie tylko pocięcie go na części.

Na marginesie mogę dodać, że najbardziej „profesjonalni” przestępcy najczęściej swój fach wykonują za granicą (zwłaszcza  Niemczech) względnie w metropoliach, a ich ulubionymi pojazdami są niemieckie marki o mocnym silniku. W kontakcie ze doświadczonymi złodziejami aut nietrudno zauważyć, że znakomicie znają się nie tylko na samochodach, ale też mechanice i rynku, pracując na co dzień np. w warsztacie czy komisie.

Wpadka sejmu przy przepisie sankcjonującym cofanie licznika

Odometer2O karaniu za przekręcanie licznika, mowa już od półtora roku. Wszystko zaczęło się od nagłośnienia statystyk tego typu oszustw kilka miesięcy wcześniej. Gdy wreszcie przepis karny w uchwalono,  tuż przed wejściem w życie w maju, ustawodawca nieopatrznie go zmodyfikował.

Do niedawna, nowy przepis 306a kodeksu karnego brzmiał:

§ 1. Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.

Od kilku dni tenże art. 306a k.k. brzmi:

§ 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2, art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż pięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 20.
§ 2. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 296 § 1 lub 2,art. 296a § 1, art. 297 § 1 lub 2, art. 298 § 1, art. 299 § 1 lub 2, art. 303 § 1, w stosunku do mienia o wartości większej niż dziesięciokrotność kwoty określającej mienie wielkiej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od lat 5 do 25.

Czy wprowadzenie innego brzmienia omawianego przepisu eliminuje jego nową-starą wersję? Głosy są podzielone. Przedstawiciele rządu twierdzą, że nie i mogą obok siebie obowiązywać dwa tak samo oznaczone przepisy. W mediach jest jednak szereg głosów odmiennych, głównie dziennikarzy.

Odpowiedź znajdziemy w ustawie wprowadzającej najnowszy przepis.  Skoro nie uchyliła ona ani nie zmieniła poprzedniej wersji,  co by było wprost napisane, a jedynie wprowadziła drugą wersję, to znaczy,  że wpadka sejmu jest,  ale jedynie taka że mamy bałagan w kodeksie, natomiast obie wersje oficjalnie istnieją, przynajmniej do następnej nieuchronnej i prędkiej nowelizacji.