Brak limitu prędkości na autostradach

46161819_493593594466894_8855864136446246912_nMiłośnicy brawurowej i szybkiej ekspresowej jazdy chcieliby, by śladem naszych najbliższych zachodnich sąsiadów, wprowadzić na autostradach odcinki bez limitu prędkości. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby znalazł się rząd, który się na to zgodzi. W naszym kraju wciąż notuje się za dużo przestępstw drogowych, szczególnie ze skutkiem śmiertelnym.

Kierowca pojazdu na zdjęciu, „wycisnął” na niemieckiej autostradzie 307 km/h. Na więcej maszyna nie pozwoliła. Uważa, że docelowo w Polsce też mogłyby zostać zniesione limity. W RP, inaczej niż w Republice Federalnej, jest stosunkowo mało autostrad (kolejnych się nawet nie planuje), które przy tym znamionuje wiele zatłoczonych odcinków. Dużo jest u nas dróg ekspresowych, ale profil tych tras jest mniej bezpieczny. W Niemczech jest więcej aut i motocykli dostosowanych do najwyższych prędkości, błyskawicznie osiągających prędkość 100 km/h i wyposażonych w części pozwalające sprawniej uniknąć wypadków, jak np. ceramiczne hamulce, czy zabezpieczenie przed pęknięciem opon. Poprawa infrastruktury drogowej (poszerzenie autostrad) i zwiększenie objętości portfela rodaków (ułatwiające zakup lepszych modeli aut), niewiele da, jeśli nie zmieni się kultura jazdy na drogach. A ta woła często o pomstę do nieba.

Warto dodać, że Polska wcale nie ma restrykcyjnych przepisów dla szybkiej jazdy.  Z danych na Wikipedii wynika, że jest przeciwnie. Należymy do nielicznych państw, z ograniczeniem na autostradach powyżej 130 km/h. Przykładu dostarczają też niedawno przytaczane przeze mnie regulacje hiszpańskie, gdzie nadmierna prędkość nie tylko na terenie zabudowanym jest przestępstwem i grozi więzieniem włącznie z pozbawieniem uprawnień do prowadzenia pojazdów. Co ciekawe, z samych Niemiec płyną sygnały, o chęci wprowadzenia limitów na wszystkich odcinkach autostradach, a nawet zmniejszeniem limitu do 120 km/h.

Tak w sporym skrócie wyglądała nasza rozmowa o zniesieniu limitu prędkości. Jeśli Czytelnicy mają inne cenne uwagi, zapraszam do komentarzy.

Zakaz prowadzenia pojazdów w Hiszpanii

File:Spain flag mini.pngNiedawno pomagałem Hiszpanowi, który w naszym kraju wsiadł za kierownicę po wypiciu sangrii. Zatrzymany do kontroli przez policję, wydmuchał w balonik tyle, że starczyło na przestępstwo. Analizując sprawę, wziąłem pod uwagę przepisy z ojczyzny delikwenta. Tyle o Hiszpanie, a dalej o Hiszpanii, gdzie Polaków nie brakuje i im dedykuję dalsze słowa.

W największym państwie półwyspu iberyjskiego można stracić prawko w podobnych okolicznościach, jak w Polsce. Tamtejszy kodeks karny także przewiduje rozdział poświęcony przestępstwom przeciwko bezpieczeństwu drogowemu. Najważniejsze dwa przepisy dotyczą jazdy pod wpływem zabronionych substancji oraz z nadmierną prędkością (art. 379). I tak, sprawca, który kieruje pojazd silnikowy albo motorower przekraczając prędkość dozwoloną w drodze rozporządzeń: o 60 km/h na drogach miejskich lub o 80 km/h na drogach międzymiastowych, podlega karze pozbawienia wolności od trzech do sześciu miesięcy lub grzywny od sześciu do dwunastu miesięcy lub prac społecznych od trzydziestu jeden do dziewięćdziesięciu dni, a w każdym przypadku także pozbawieniu prawa do prowadzenia pojazdów silnikowych i motorowerów na czas przekraczający rok, do lat 4.

Identyczna kara grozi kierowcy pojazdu mechanicznego albo motoroweru będącego pod wpływem narkotyków, substancji narkotycznych, substancji psychotropowych lub napojów alkoholowych. W każdym przypadku będzie skazany na te kary ten, kto kieruje pojazdem przy zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu przekraczającej 0,60 mg/litr lub zawartości alkoholu we krwi przekraczającej 1,2 g/litr.

W porównaniu z polskim, ustawodawca hiszpański łagodniej karze kierowców na podwójnym gazie, ostrzej zaś piratów drogowych. Kary za oba sprawstwa w państwie Picassa są jednolite. W Polsce nie, a to dlatego, że Polacy należą do najczęściej w Europie osób wylewających za kołnierz i wsiadających potem do samochodu, co spowodowało szczególne zaostrzenie przepisów w tym zakresie. Podsumowując, piraci drogowi mają gorzej w Hiszpanii, bo tam mogą utracić prawo jazdy nie tylko na terenie zabudowanym, ale także poza nim. Zarazem o ile w Polsce jest to wykroczenie, za które grozi zatrzymanie uprawnień na trzy miesiące, w Hiszpanii to przestępstwo, za które można stracić uprawnienia na kilka lat i pójść do więzienia. Łaskawszym okiem prawodawca hiszpański spogląda na jazdę po alkoholu i narkotykach. Nie dosyć, że przestępstwo zaczyna się od stężenia ponad dwukrotnie wyższego jak u nas, to jeszcze okres zakazu maksymalnie trwa niewiele więcej niż minimalnie w Polsce.

 

Porzucony pojazd na parkingu

46115885_316285868964893_8106903487352143872_nWidok starych, uszkodzonych, zaniedbanych, a przede wszystkim z dawna nieużytkowanych pojazdów na polskich osiedlach, do rzadkich nie należy. Na ogół nie zwracamy na nie uwagi, chyba, że służą za „cokół” dla reklam. Gdy jednak osiedla są mocno zaludnione, a miejsc parkingowych nie starcza, zaczyna denerwować nas codzienny widok miejscówek zastawionych przez te porzucone auta.

Rozwiązanie problemu znajdziemy w art. 50a Prawa o ruchu drogowym, zgodnie z którym, pojazd wyglądający na nieużywany albo bez tablic rejestracyjnych, może zostać usunięty z drogi przez straż gminną albo policję. Odbywa się to na koszt właściciela wehikułu. Jeśli w ciągu 6 miesięcy od wezwania właściciela, nie odpowie on na pismo właściwego organu, co do zasady, pojazd przechodzi na rzecz gminy.

Odkąd przepis obowiązuje, zwłaszcza straż miejska, ma pełne ręce roboty, stale otrzymując sygnały o wrakach. Z mediów można nawet dowiedzieć się, że zawiązały się grupy społeczne, który tropią takie samochody i uprzejmie donoszą straży. By odzyskać pojazd, należy zgłosić się do właściwego podmiotu, np. zarządu dróg miejskich. Do odbioru wymagane jest uiszczenie opłaty (za holowanie i parkowanie), którą reguluje prawo miejscowe, a która zależy od rodzaju pojazdu. Poza opłatami administracyjnymi, właściciel pojazdu musi liczyć się z otrzymanie mandatu do 500 zł za zaśmiecanie przestrzeni publicznej. Łączne koszty, na które naraża się osoba porzucająca pojazd, mogą sięgać nawet 5.000 zł.

 

Co grozi za jazdę po alkoholu?

Nieraz już pisałem o konsekwencjach złapania na kierowaniu po alkoholu (czy innych zabronionych substancjach). Czytelnicy jednak stale o to pytają, więc warto ponowić wpis w tym temacie. Parafrazując Empedoklesa – co warto powiedzieć raz, warto powiedzieć dwa razy … i więcej – zwłaszcza, że temat stale pozostaje na świeczniku.

Przestępstwem jest kierowanie pojazdem mechanicznym w tzw. stanie nietrzeźwości, gdy  zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość lub gdy zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. Jeżeli podane wartości są niższe, ale przekraczają 0,2 promila albo 0,1 mg wówczas mamy wykroczenie.

W przypadku wykroczenia, sprawca podlega karze aresztu albo grzywny nie niższej niż 50 złotych. Sąd bezwzględnie orzeka także zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Co ważne, wykroczeniem jest też kierowanie w stanie nietrzeźwości, ale innym pojazdem niż mechaniczny.

W przypadku przestępstwa, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Sąd ponadto orzeka zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na minimum 3 lata, a także świadczenie pieniężne rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości co najmniej 5000 złotych.

Recydywista, to jest kierowca który ponownie – po uprawomocnieniu się wyroku skazującego za jazdę w stanie nietrzeźwości – dopuścił się tego samego czyny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Sprawca taki ponadto otrzymuje zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych dożywotnio, a na rzecz Funduszu musi zapłacić co najmniej 10 000 złotych.